Portal Finanse Firma Klastry Instytucje Promocja Polityka
Wywiady
2010/11/23 11:26:47
Najpierw myśleć, potem działać

Z tworzenia specjalnej strefy ekonomicznej zrezygnowaliśmy świadomie, wychodząc z założenia, że innowacyjna nie ma problemu z zyskiem i podatkiem od zysków. Problemem są dla niej wysokie działalności B+R i w tym obszarze chcemy jej pomóc – o trudnym wspieraniu innowacyjnej przedsiębiorczości Krzysztof Orłowski rozmawia z Markiem Winkowskim, wiceprezesem zarządu Wrocławskiego Parku Technologicznego

Jakie będą efekty rozbudowy infrastruktury parków technologicznych w Polsce? Czy mamy wystarczający potencjał – naukowy, finansowy – by ją właściwie wykorzystać?

W mojej ocenie – niestety nie. Nie dotyczy to tej infrastruktury, która już jest, bo jest jej na razie jeszcze niewiele, ale jeżeli zostaną zrealizowane wszystkie plany budowy parków technologicznych, o których się ostatnio słyszy, to nie ma wystarczającego potencjału naukowego i finansowego na jej wykorzystanie. Oczywiście, to nie będą puste obiekty - nie obawiajmy się, że będzie po nich hulał wiatr. Ale nie będą one wypełnione treścią, którą powinien być wypełniony . Myślę, że w ogóle parków technologicznych powinno być w Polsce kilka, a nie kilkadziesiąt.

Co można, pana zdaniem, robić żeby jak najlepiej wykorzystać nowe inwestycje?

Przede wszystkim należy najpierw myśleć, a dopiero potem działać. W przypadku budowy parków technologicznych rozwiązał się wór z działaniami, a nie do końca przemyślane jest, co ma z tego wynikać. Tymczasem należałoby postawić najpierw pytanie, jakie są oczekiwania w stosunku do parków technologicznych. Trzeba zdefiniować, czego się od nich oczekuje: czy eleganckiej przestrzeni biurowej, która stanowi – powiedzmy to sobie wprost – nieuczciwą konkurencję wobec firm deweloperskich (korzystając z dotacji można zaniżać cenę rynkową) Chyba nie o to chodzi...

Chodzi o działania, które promują przedsiębiorstwa innowacyjne, umożliwiają im start lub stwarzają odpowiednie warunki do rozwoju tym firmom, którym bez takiego wsparcia byłoby trudno zaistnieć.

Park powinien być przede wszystkim dla tych firm. Może nie wyłącznie dla nich, bo dobrze zaprojektowany powinien mieć na swoim terenie dwie grupy firm – tą drugą są stabilnie działające przedsiębiorstwa. Park musi mieć stabilne źródło przychodów własnych, żeby nie stanowić ciężaru dla budżetu, więc pewien rodzaj działalności czysto komercyjnej musi w nim również występować. W tej sferze park nie powinien jednak absolutnie korzystać z zewnętrznych środków, powinna to być własna działalność gospodarcza parku. Ponieważ jest on instytucją non profit, to uzyskiwane z tej działalności nadwyżki powinny być przeznaczone na rzecz tych przedsiębiorstw, które nie mogłyby bez parku zaistnieć. Taki jest, moim zdaniem, cel jego istnienia.

Jeżeli ten przyjmiemy to napotykamy jednak na pewną barierę: grupa przedsiębiorstw, które korzystają z oferty parku po to, aby tworzyć rzeczy unikalne, a których stworzenie byłoby niemożliwe poza parkiem, jest w naszym kraju stosunkowo niewielka. W związku z tym, jeżeli stworzymy tych parków za dużo, to ten niewielki potencjał zostanie rozproszony. Tymczasem przynosi największą korzyść wtedy, gdy ten potencjał się w nim koncentruje.

W przypadku WPT udało się to osiągnąć?

Funkcjonuje u nas ponad sto podmiotów wysoko technologicznych z różnych branż, więc możliwości są naprawdę szerokie. To dzięki temu powstaje nowa jakość, której nie będzie nigdzie indziej. Ale tworzenie potencjału innowacyjnego jest możliwe tylko pod warunkiem, że koncentracja firm jest duża. Firmy te korzystają z infrastruktury technologicznej, laboratoryjnej, która jest własnością parku i której utrzymanie jest stosunkowo drogie. Jeżeli firm w parku jest dużo, to stopień jej wykorzystania jest wysoki i w efekcie ekonomika tego przedsięwzięcia jest korzystna. Jeżeli jest ich mało,  to znaczy, że albo tej infrastruktury być tam nie powinno, albo generuje ona bardzo wysokie straty. W związku z tym, przy bardzo niskim potencjale gospodarczym i innowacyjnym w naszym kraju rozproszenie tych firm po wielu instytucjach generuje po pierwsze straty czysto ekonomiczne, po drugie straty wynikające z niewykorzystanych możliwości, jakie dałaby ich koncentracja.

W jaki sposób należałoby, pana zdaniem, oceniać park?

Ocena parku powinna polegać na tym, że sumuje się wartość produktów, które zostały w nim wytworzone – ale tylko tych, których by nie było bez parku. Bierzemy do ręki coś, co zostało wytworzone i oceniamy. Jeżeli jest to np. but, to wiadomo, że wyprodukuje go każdy szewc, jeżeli jest to rakieta kosmiczna, to w warsztacie w garażu czy w fabryce wagonów nie można byłoby jej zrobić – powstała w parku właśnie dlatego, że park dał pomieszczenia wysokiej próżni, których nigdzie indziej nie ma, park sfinansował badanie, na którego sfinansowanie nie było innych szans. Taki produkt możemy więc uznać za produkt parku. Natomiast jeśli ktoś napisał książkę i ją wydał, to nie będzie to produkt parkowy – owszem, nikt jej twórcy z parku nie wyrzuca, ale on nie powinien otrzymywać od niego żadnej pomocy. Takie skanowanie produktów parkowych i ich wartości powinien być jedyną miarą efektywności parku.

Patrząc na liczbę zgromadzonych we Wrocławskim Parku Technologicznym firm i na to, jakie to są firmy, można powiedzieć, że udało się państwu osiągnąć sukces. Co było jego źródłem?

Wydaje mi się, że kluczowym czynnikiem jest podejście, które zdefiniowane zostało kilkanaście lat temu, gdy przystępowaliśmy do budowy parku. To zawsze była jednoznaczna wizja, polegająca na tym, że my nie tworzymy miejsca, które tylko nazywa się „”, nie tworzymy miejsca, gdzie tanio wynajmuje się biura firmom i które przeciwdziała bezrobociu. Założyliśmy, że nie będzie to specjalna strefa ekonomiczna, żeby firmy zachodnie, które wytwarzają proste produkty, korzystały ze zwolnień podatkowych. Ze specjalnej strefy ekonomicznej zrezygnowaliśmy świadomie wychodząc z założenia, że innowacyjna nie ma problemu z zyskiem i podatkiem od zysków, lecz z kosztem. Od samego początku skoncentrowaliśmy się więc na tym, żeby stworzyć narzędzie do funkcjonowania firm, którym byłoby trudno, lub dla których byłoby wręcz niemożliwe funkcjonowanie gdzie indziej. Ta wizja cały czas była utrzymana – nie wchodziliśmy w inne obszary aktywności. Dodam, że prawie cały czas nad tym pracuje ten sam zespół. A więc ważna jest konsekwencja działania. Inna sprawa, czy to, co się stało, można już nazwać sukcesem. Odpowiedź pozostawiam już czytelnikom Portalu Innowacji, ale moim zdaniem do sukcesu wciąż jeszcze daleka droga.

Są trzy elementy, od których zależy rozwój firm wysoko-technologicznych: kapitał ludzki, narzędzia, czyli dobre warunki działania i rynek na tego typu produkty. Kapitału ludzkiego nie musimy budować, bo to robią za nas uniwersytety. Budujemy natomiast narzędzia – mamy laboratoria z różnych dziedzin, dzięki czemu można np. umówić się z nami na realizację wspólnego projektu, który kończy się komercjalizacją produktu i jego sprzedażą na rynku. W tej chwili, wykorzystując ten potencjał, który już jest zgromadzony w obecnych w parku firmach, staramy się prezentować ofertę rynkową na świecie. Jeżeli to uda nam się zrealizować, to wtedy osiągniemy sukces.

Staramy się pokazywać potencjał parku nie jako instytucji zarządzającej, nawet nie jako poszczególnych firm, które w nim mają siedzibę, ale jako pewnej całości – tysiąca osób, które tu pracują, ponad stu firm, instytucji zarządzającej, kapitału, którym dysponujemy, hal, laboratoriów. Dopiero taka zaczyna być traktowana poważnie. Żaden inny podmiot takiej oferty nie jest w stanie składać na rynkach wysokich technologii.

Infrastruktura badawcza plus zgromadzone wokół niej firmy – widziany z tej perspektywy trochę przypomina .

to jest jednak coś innego, bo on nie ma wspólnego terenu działania – firmy są z reguły mocno rozproszone. Tutaj to właśnie zgromadzenie firm w jednym miejscu ma duże znaczenie, bo oznacza dostęp do infrastruktury, możliwość korzystania z hal, dysponowania powierzchniami, które można zaaranżować pod dany projekt. to powiązania firm geograficznie od siebie oddalonych.

A jaką rolę w przypadku parku technologicznego odgrywają powiązania z uczelniami? W Polsce wciąż narzekamy, że barierą rozwoju firm innowacyjnych jest brak więzi biznesu z akademią. Uczelnie są wraz z miastem współzałożycielami WPT. Czy dzięki temu udało się te bariery przełamać?

Jest pewna trudność obiektywna, która polega na tym, że tak naprawdę i naukowiec nie mają realnego interesu w tym, żeby ze sobą współpracować. Jedni i drudzy są ludźmi inteligentnymi  i zachowują się w sposób dla siebie optymalny. Sytuacja nie motywuje ich do nawiązywania jakiejś współpracy. Wracając jednak do WPT: uczelnie od pierwszego dnia, gdy park został założony w 1996 roku, uczestniczą w jego działalności i to jest dla nas bardzo ważne. Drugą bardzo ważną sprawą jest obecność banku – bo to właśnie instytucja finansowa jako pierwsza wyłożyła pieniądze na naszą działalność. Poza tym ta obecność banku sprowadza nas czasami na ziemię, a nasze pomysły na grunt ekonomii. To jest bardzo ważne – współdziałanie przy jednym stole miasta, uczelni oraz banku.

Uczelnie oczywiście są obecne, wiedzą o parku, informacje na temat jego działania trafiają do całego środowiska akademickiego, chociażby poprzez sprawozdania składane senatom uczelni. Oprócz tej obecności mamy też bardziej sformalizowaną współpracę polegającą na tym, że akademickie inkubatory przedsiębiorczości, istniejące na uczelniach naszych założycieli, delegują firmy do naszego inkubatora. Te firmy mogą korzystać przez okres dwóch lat z licznych ulg. Dzięki temu prawie bezkosztowo, bo mając do dyspozycji zaledwie kilkaset złotych miesięcznie  można rozpocząć działalność gospodarczą i to taką, która wymaga korzystania z poważnych laboratoriów. Takich firm przewinęło się przez nasz park około pięćdziesięciu. To jest już spora liczba. Niektóre z nich się bardzo dzięki temu rozwinęły i działają nawet na rynku międzynarodowym.

Mówiąc o roli banku dotknął pan drugiej, bardzo istotnej bariery rozwoju firm innowacyjnych - finansowej. Na ile ona jest przeszkodą w rozwoju parku? Jakie inne, najważniejsze bariery by pan wymienił?

Jeśli chodzi o bariery w samym tworzeniu parku to określiłbym je jako polityczne. W momencie kiedy park się tworzył, panujące poglądy w naszym kraju w dużej mierze odrzucały tego typu działalność, traktując ją jako interwencję państwa w wolny rynek, czego robić nie wolno. Cały świat łącznie ze Stanami Zjednoczonymi czy Chinami to robił, a u nas przeważał pogląd, że tego robić nie wolno, bo jest to naruszanie zasad wolnego rynku. Mówię tu o latach 90., które na szczęście odeszły już do przeszłości.

Natomiast jeśli chodzi o bariery w przyciąganiu firm to brak chęci współpracy przedsiębiorców z naukowcami i brak pieniędzy są dla mnie tym samym problemem, tylko definiowanym z różnych stron. Obie te rzeczy sprowadzają się bowiem do braku zamówień na produkty innowacyjne. Produkt innowacyjny to nie jest produkt, który najpierw zostanie sfinansowany, a potem sprzedany, bo on się na ogół nie udaje. Musi więc najpierw być sfinansowany, a potem ewentualnie, jeśli się uda, sprzedany, a jeśli się bardzo dobrze uda – to sprzedany z dużym zyskiem. Tego mechanizmu u nas nie ma. Proszę zwrócić uwagę – nie ma instytucji, organu czy funduszu, który by takie rzeczy zamawiał. Tego typu mechanizmy istnieją wszędzie na świecie, w państwach, które się rozwijają. I wtedy te wszystkie elementy do siebie pasują: ponieważ są pieniądze, to i , i naukowiec są zainteresowani skorzystaniem z tych pieniędzy. Motywacja finansowa w przypadku naukowca wsparta jest możliwością wdrożenia swojego pomysłu. To bardzo silny bodziec, choć w Polsce zaniedbany. Próbujemy ten problem rozwiązać, szukając możliwości znalezienia zamówień na świecie. Ale to jest możliwe dopiero po wielu latach działalności, kiedy już ma się zgromadzony duży potencjał – laboratoria, firmy, kapitał, zdolność kredytową. To są lata pracy, kontaktów. To, co my robimy, przypomina trochę działania harcerzy szukających przygody. Z punktu widzenia rozwoju państwa nikt takich działań nie podejmuje. Może się mylę, ale pracując w dużym parku nie zauważyłem, żeby taki mechanizm skutecznie funkcjonował. Owszem, są duże pieniądze na badania, na budowę infrastruktury w postaci parków technologicznych, kupuje się też na świecie rozwiązania wtórne, natomiast brakuje mechanizmu zamawiania własnych rozwiązań, dzięki którym można byłoby tworzyć wysoką wartość dodaną. To jest bardzo poważny problem – degradacja potencjału naukowo-gospodarczego państwa.

Czy tego szukania zamówień za granicą nie utrudnia kryzys gospodarczy?

Kryzys gospodarczy, np. w Stanach Zjednoczonych przejawił się tym, że zwiększono wydatki budżetowe na rozwój technologiczny. Nie tylko zresztą tam – również w budżetach innych państw, przynajmniej tych, które widziałem – wydatki na ten cel się nie zmniejszyły. Myślę jednak, że obszaru rozwoju technologicznego kryzys raczej nie dotyka. On uderza w konsumpcję, nie ma wpływu na B+R.

A pomijając wątek zagranicy, na ile państwo, jako , odczuliście kryzys?

Jeśli już, to raczej tylko w sferze psychologicznej.  W sferze realnej kryzys nie odbił się na działalności Parku.

Co będzie dalej? Jakie wyzwania stoją przed zarządem parku w 2010 roku?

Najważniejszym i najtrudniejszym wyzwaniem pozostaje wyłowienie potencjału, który drzemie na styku nauki i gospodarki. Będziemy się starali to robić jeszcze bardziej intensywnie niż do tej pory – chcemy podwoić przestrzeń, którą mamy do dyspozycji i ją dobrze wyposażyć. Koncentrować się będziemy bardziej na budowaniu wartości dodanej, która będzie powstawała w naszych firmach, niż na rozwoju ilościowym. Wreszcie, to co mówiłem wcześniej – czujemy, że pojawia się szansa żeby stać się takim pośrednikiem czy koordynatorem do spraw badań wysoko-technologicznych na rynkach światowych.

Autor:Krzysztof Orłowski 


powrót | do góry | strona główna | kalendarium | regulamin serwisu | pliki cookies | kontakt
Portal jest współfinansowany przez Unię Europejską w ramach środków Europejskiego Funduszu Społecznego.

© 2005-2016 Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości