Portal Finanse Firma Klastry Instytucje Promocja Polityka
Artykuły analityczne
2012/02/02 13:52:09
NewConnect – szanse i ryzyko

Mimo kryzysu na międzynarodowych rynkach finansowych, polski rynek kapitałowy w ciągu ostatniego roku rozwijał się dobrze. Szczególnie istotną rolę odgrywał w tym obszarzeNewConnect. To ponad 170 nowych firm na tym parkiecie zapewniło Warszawie wysunięcie się w 2011 roku na czoło pod względem liczby debiutów wśród europejskich giełd. Jednocześnie jest to rynek wyjątkowo wrażliwy na wahania, o czym świadczą większe niż w przypadku WIG spadki wartości głównego indeksu tego rynku.

Z publikowanego cyklicznie przez firmę doradcza PwC (dawniej PriceWaterhouseCoopers) raportu IPO Europe wynika, że Giełda Papierów Wartościowych w Warszawie w 2011 roku była najlepszą giełdą w Europie pod względem liczby debiutujących na niej spółek. Zajęła też bardzo wysokie – trzecie miejsce – pod względem wartości IPO (z ang. Initial Public Offerings, czyli pierwszych ofert publicznych). Przy powszechnej w Europie giełdowej stagnacji, aż 203 debiuty, które miały miejsce w Warszawie to bardzo dobry wynik – to prawie połowa publicznych ofert, które miały miejsce w tym czasie na wszystkich europejskich giełdach. Pod względem ich wartości Polska ustępowała w tej dziedzinie jedynie giełdom w Londynie i w Madrycie. O ile dobry wynik w kategorii ilościowej jest w pełni zasługą rynku NewConnect, o tyle wysoki wynik również w kategorii wartości debiutów był zasługą głównie jednej oferty na głównym rynku – wprowadzenia na GPW Jastrzębskiej Spółki Węglowej. Nie było to w istocie duże zaskoczenie – już w połowie zeszłego roku prezes GPW Ludwik Sobolewski komentował dużą liczbę ofert w wypowiedziach dla prasy (m.in. IAR), mówiąc, że w ostatnim czasie na rynku chce zadebiutować tak wiele firm, że zarząd giełdy nie nadąża z weryfikowaniem ofert. Spodziewał się, i jak się okazało słusznie, że do końca roku na rynku NewConnect pojawi się jeszcze kilkadziesiąt nowych firm. Zapowiadał też wprowadzanie na nim kolejnych nowych instrumentów (takich, jak indeks dla 50 największych firm czy indeks dla firm rozpoczynających działalność). Realizacja tych zapowiedzi jest obecnie w trakcie przygotowań.

Olbrzymia liczba spółek wchodzących na NewConnect to zjawisko wyjątkowe w skali europejskiej. Do pewnego stopnia tłumaczy je to, że w Polsce w odróżnieniu od większości krajów Zachodniej Europy w dużo mniejszym stopniu firmy odczuły wpływ kryzysu. Ale to nie jedyna przyczyna. Debiuty rozłożyły się stosunkowo równomiernie na cały zeszły rok (tylko nieco mniej było ich w czwartym kwartale). Jak oceniali eksperci PwC, w każdym kwartale minionego roku Warszawa była najbardziej aktywnym rynkiem w Europie pod względem liczby debiutów, podkreślając  zarazem, że było to w głównej mierze zasługą rynku NewConnect. Większość debiutujących tam spółek, ze względu na swoje rozmiary, nie miałaby szans uzyskania statusu spółki publicznej na innych najważniejszych giełdach europejskich.

To wszystko może być uznane za dobry prognostyk na przyszłość – raczej nie trzeba się spodziewać nagłego wyschnięcia dopływu nowych firm na ten parkiet. Nie ma wątpliwości co do tego, że NewConnect stworzył zupełnie nowe możliwości pozyskania finansowania dla całej rzeszy małych i średnich polskich firm. Czy jednak jest to rozwiązanie długoterminowe? Warunkiem tego, żeby obecny, wzrostowy trend został podtrzymany, jest po pierwsze to, żeby na akcjach notowanych na parkiecie spółek atrakcyjne stopy zwrotu osiągali inwestorzy, a po drugie, żeby rynek ten był płynny – tak, by możliwe było szybkie wycofanie z niego zainwestowanych środków. Niestety statystyki z podsumowania rocznego giełdy nie brzmią zbytnio optymistycznie w odniesieniu do tych dwóch kwestii. Co prawda w porównaniu do 2010 roku wzrosła liczba transakcji, ale zaledwie o niespełna 23%  (do 1,1 mln, wobec 13,9 mln transakcji w tym samym okresie na głównym rynku GPW), co jednak biorąc pod uwagę niemal dwukrotne zwiększenie się liczby spółek nie jest szczególnie dobrym wynikiem. Podobnie nie zachwyca wzrost obrotów: w okresie styczeń – grudzień wzrosły one o 5,6%, do 1,9 mld zł. Najgorszą informacją jest jednak to, że w ciągu dwunastu miesięcy do końca grudnia 2011,  główny indeks NewConnect - NCIndex stracił aż 34,4%. Był to spadek dużo większy niż ten, jaki zanotował w tym czasie WIG (-20,8%).

Nic dziwnego, że podstawowy indeks parkietu cały czas znajduje się na poziomie znacząco niższym od poziomu, z jakiego startował w 2007 roku. Przypomnijmy krótko jego historię - z początkowych 100 punktów NCIndex sięgnął na krótko na koniec 2007 roku poziomu 144 punktów, po to by później gwałtownie spaść w 2008 roku do około 40. W 2009 i 2010 roku odrobił część strat – sięgnął poziomu 60 punktów, po to by w ostatnim roku ponownie zanurkować, do niewiele ponad 40 pkt. Nieliczne są firmy, które debiutowały w pierwszych dwóch latach istnienia parkietu, a których kurs jest dzisiaj wyższy niż wtedy.   Niekorzystne wyniki spółek oraz niskie obroty, przekładające się na bardzo małą płynność tego rynku, to niestety nie wszystko. Wątpliwości związanych z jego funkcjonowaniem - z perspektywy inwestorów - jest więcej. Wśród nich jedną z najważniejszych jest to, że obecne regulacje pozwalają na to, by kapitał pozyskiwały firmy, których zarówno dane finansowe, jak i prognozy odbiegają od uznanych standardów rzetelności. Innymi słowy takie, których celem było pozyskanie kapitału w sposób nieuczciwy w stosunku do inwestorów. Zarzuty najczęściej dotyczą wyolbrzymionych prognoz, nierealnych planów finansowych a czasem wręcz zatajania przed inwestorami niekorzystnych informacji na temat spółki. Jednym z najświeższych przykładów firm, w których  inwestorzy utopili pieniądze jest spółka A., która zaledwie w lipcu 2011 roku zadebiutowała na NewConnect, a już w grudniu stała się niewypłacalna. Zarząd parkietu wykluczył ją z notowań na początku tego roku. Pojawiły się pytania inwestorów, na ile autoryzowany doradca wprowadzający tę firmę na rynek działał uczciwie.

 

Innym przykładem trudności związanych z NewConnect, na które w poświęconym temu rynkowi magazynie „NC Biuletyn” zwraca uwagę przedstawiciel Stowarzyszenia Inwestorów Indywidualnych jest casus firmy S., który pokazuje, że aby doszło do nieprawidłowości, nie musi nawet zadebiutować na NC. Wiele firm deklarując chęć wejścia na ten parkiet organizuje bowiem wcześniej prywatne emisje akcji (to tańsze i prostsze rozwiązanie, taka może być skierowana do maksymalnie 99 podmiotów i często jest wstępem do debiutu na NewConnect, gdzie później może, lecz nie musi przeprowadzać kolejne emisje). Tak właśnie zrobiła wspomniana wyżej spółka – w lecie 2010 roku przeprowadziła private placement - tyle, że zamiast wprowadzić później, jak obiecała, swoje akcje na NewConnect, zatrzymała pieniądze inwestorów i, nie realizując planów, którymi skusiła inwestorów – sprzedała najważniejszy składnik swojego majątku i przestała zajmować się wykonywaną dotychczas działalnością.

Oczywiście, nawet gdy spółka jest notowana na parkiecie, nie zawsze inwestorzy mają wystarczające instrumenty do obrony swoich interesów. Jednak gdy do debiutu w ogóle nie dochodzi, są oni w jeszcze trudniejszej sytuacji. Co można zrobić, żeby zmniejszyć prawdopodobieństwo tego typu przypadków w przyszłości? Przedstawiciele SII doradzają inwestorom kupującym akcje spółek, by dążyli oni do tego, by w umowach sprzedaży akcji zawrzeć zapisy zobowiązujące je do wprowadzania akcji do publicznego obrotu w określonym terminie, pod rygorem zapłaty kary umownej. Inne, podpowiadane przez przedstawiciela stowarzyszenia  rozwiązanie, to  np. zobowiązanie się spółki do wpłacenia zebranych od inwestorów w drodze oferty prywatnej środków pieniężnych na specjalnie utworzony oddzielny rachunek depozytowy, z którego pieniądze mogłyby zostać wypłacone dopiero w przypadku dojścia do debiutu spółki.

Innowacyjne firmy na NewConnect

Mimo wszystkich, niekorzystnych z punktu widzenia inwestorów zjawisk, obserwatorów tego rynku nie dziwi, że kolejne firmy chcą na NewConnect wchodzić, bardziej zaskakuje jednak to, że wciąż znajduje się wielu nowych inwestorów chętnych do kupowania akcji debiutantów.  Być może do pewnego stopnia wyjaśnieniem jest to, jakie firmy na NewConnect wchodzą. Przyjrzyjmy się najnowszym, tegorocznym debiutom. Od 1 do 30 stycznia na NewConnect pojawiło się 6 nowych firm. Pierwszą była spółka Uboat Line - istniejąca od 3 lat logistyczno-transportowa zajmująca się wyszukiwaniem i rezerwacją połączeń promowych na trasach morskich. Specjalizuje się ona w tanich przeprawach dla osób, samochodów ciężarowych oraz towarów niebezpiecznych, obsługuje głównie firmy transportowe, a działalność jej obejmuje głównie połączenia promowe na Morzu Bałtyckim i Północnym. Druga to spółka Media – świadcząca usługi w dziedzinie „marketingu sensorycznego”. Mieszczą się w tym określeniu takie usługi jak audiomarketing, produkcja reklam i materiałów promocyjnych - zarówno dźwiękowych (np. na potrzeby radia) jak też przeznaczonych do prezentowania na ekranach plazmowych oraz „aromamarketing”, czyli wykorzystywanie zapachu w działaniach marketingowych. Kolejna - SFD - zajmuje się hurtowym i detalicznym handlem odżywkami, suplementami diety dla osób uprawiających sport oraz akcesoriami sportowymi, a także sprzedażą związanych z tą dziedziną usług reklamowych. prowadzi też wyspecjalizowany w tej tematyce serwis internetowy. Następne firmy to istniejąca od ponad roku Socializer S.A., specjalizująca się w przygotowaniu i prowadzeniu kampanii na Facebooku i innych mediach społecznościowych oraz spółka Tilia SA - działające od ponad 6 lat budowlane, specjalizujące się w budownictwie sportowym (m.in. wyposażanie obiektów sportowych, naprawa i konserwacja nawierzchni, takich jak bieżnie, korty tenisowe, gumowe maty, sztuczna trawa). Ostatnią ze spółek, które zadebiutowały w tym czasie na NewConnect była Quart Development – funkcjonujący na dolnym Śląsku deweloper działający w obszarze budownictwa mieszkaniowego.

 

Powyższe zestawienie pokazuje, jaki profil działalności mają spółki ciągnące na alternatywny rynek giełdowy. Jak widać, nie brakuje wśród nich spółek działających w tradycyjnych sektorach gospodarki (budownictwo, handel) – chociaż mało jest firm zajmujących się produkcją przemysłową. Stosunkowo rzadko są to niestety firmy z branży high-tech, opierające swoje rynkowe plany na przełomowych wynalazkach czy najnowocześniejszych technologiach. Owszem, zdarzają się i takie - można je znaleźć zarówno wśród firm planujących debiut (np. bydgoska Vivid Games – producent gier na smartfony i przenośne konsole), jak też wśród firm już obecnych na NewConnect, ale zdecydowanie nie dominują one, lecz stanowią raczej mniejszość. Jednocześnie – nawet przyglądając się tym najświeższym debiutantom – trzeba zauważyć, że zwykle są to firmy w swoich branżach wyróżniające się przełomową działalnością, zagospodarowujące nowe obszary lub bardzo ciekawe nisze. Perspektywy ich rozwoju są zwykle trudne do jednoznacznej oceny – a równocześnie w wielu wypadkach dają nadzieje na spore zyski w przyszłości. To właśnie takie cechy predestynują je do trafienia na rynek giełdowy, na którym, żeby zadebiutować, nie trzeba wyłożyć znacznych środków, a inwestorzy godzą się z większym, niż na głównym parkiecie, ryzykiem.

Oczywiście wśród obecnych już na parkiecie spółek można wskazać też pozytywne przykłady. I tak np. jedną z nielicznych firm, które w ciągu ostatnich 3 lat swoim akcjonariuszom rok w rok przynosiła zyski jest PGS - wrocławska informatyczna oferująca m.in. outsoursing usług informatycznych. To jednocześnie przykład spółki, która działa w sektorze zaliczanym do najnowszych technologii, a zarazem w dziedzinie, która od mniej więcej dziesięciu lat traktowana jest jako jedna z branż, w której Polska jako kraj może i powinna się specjalizować – międzynarodowym outsourcingu usług. PGS pracuje zarówno dla polskich małych i średnich firm, jak też dla dużych korporacji amerykańskich i europejskich. Tworzy dla nich aplikacje komputerowe, wdraża oprogramowanie oraz zapewnia wsparcie techniczne. Pracują w niej informatycy wykształceni na Politechnice Wrocławskiej, ma również kontakty z Politechniką Rzeszowską.

Spośród najnowszych – zeszłorocznych debiutantów bardzo ciekawym przypadkiem firmy, która wyrosła z przedsiębiorczości akademickiej i zagospodarowała bardzo obiecującą niszę w dziedzinie wysokich technologii jest I3D. Założona została przez informatyków z Politechniki Śląskiej, powstała i rozwinęła się w inkubatorze technologicznym prowadzonym przez „Technopark Gliwice” (zapraszamy do zapoznania się z przedstawiającym park filmem wideo na portalu http://multimedia.pi.gov.pl). Zajmuje się tworzeniem komputerowych animacji, trójwymiarowych prezentacji na potrzeby edukacyjne, interaktywnych strony www czy wizualizacjiwszelkiego rodzaju obiektów. Wśród jej produktów wymienić można m.in. komputerową animacją ludzkiego serca w trakcie pracy – wykorzystywaną w kształceniulekarzy i studentów medycyny czy interaktywne wizualizacje wykonywane na zlecenie Boeinga. Na rynek NewConnect trafiła w czerwcu 2011. Od tego czasu rozbudowała swoją działalność przekształcając się w grupę spółek zajmujących się rozwojem technologii wirtualnej rzeczywistości. W ramach grupy wyłonione zostały firmy takie jak i3D Network, iHome czy i3D Science. Celem ich powołania było szukanie zastosowań dla opracowywanej w ramach grupy technologii w dziedzinie grafiki komputerowej w nowych obszarach biznesowych. Debiut na NewConnect oznaczał w jej przypadku silny impuls rozwojowy, o czym przekonuje chociażby to, że I3D planuje dalsze wykorzystywanie możliwości, jakie daje NewConnect.  Jedna ze spółek grupy – I3D Network - przygotowywana jest do samodzielnego wejścia na ten parkiet. Będzie się zajmowała budową sieci interaktywnych nośników reklamy pozwalającej na dynamiczne zarządzanie treścią, efektywne planowanie i pomiar kampanii reklamowych. Zarząd I3D zapowiada, że do debiutu powinno dojść jeszcze w tym roku.

W pewnym stopniu wytłumaczeniem fenomenu NewConnect jest zatem fakt, że znaleźć można na nim firm, które faktycznie stanowią okazję z punktu widzenia inwestora. Oczywiście zawsze będzie to inwestycja bardziej ryzykowna niż zakup akcji przedsiębiorstwa o ustabilizowanej pozycji rynkowej notowanego na głównym rynku giełdowym, ale jednocześnie w momencie gdy innowacyjna i dobrze zarządzana spółka się rozwinie i zechce przejść na główny parkiet GPW, wówczas można na niej dużo więcej zarobić, inwestując w jej akcje jeszcze w czasie gdy notowana jest na NewConnect. Przykłady takich firm, które przeszły tę drogę również można wskazać (na GPW bardzo dobrze radzi sobie np. wyrosła z NewConnect grupa ADV, która powstała na bazie ADV.pl - agencji zajmującej się e-marketingiem).

Być może o tym, że inwestorzy przyznają firmom sporą premię za ich innowacyjność świadczy też to, że generalnie lepiej niż przeciętnie radziły sobie w zeszłym roku firmy wchodzące w skład indeksu NCX Life Science. W ostatnich paru miesiącach mimo spadków zarówno na GPW, jak na NewConnect, indeks ten odnotował kilkuprocentowy wzrost. Możliwa jest też inna interpretacja: wynikało to z niedoskonałości tego indeksu – firm w nim zrzeszonych jest niewiele, a wyniki zaledwie czterech z nich decydują tak naprawdę o tym, jaką przybiera on wartość. W sytuacji gdy te największe akurat dobrze sobie radziły, może to prowadzić do niesłusznych wniosków że całej tej branży nie dotknęła w drugim półroczu gorsza koniunktura. Warto zatem pamiętać, że do innowacyjności obecnych na NewConnect firm i tego, w jaki sposób przekłada się ona na ich wyniki również niestety należy podchodzić ostrożnie.

Warto także przypomnieć badanie innowacyjności spółek notowanych na NewConnect, przeprowadzone w 2009 roku, kiedy to wybranych zostało 25 spółek wówczas postrzeganych jako najbardziej innowacyjne. Losy (a także obecna cena akcji i obroty) zdecydowanej większości z nich stanowić powinny swoiste ostrzeżenie dla inwestorów rozważających inwestycję w obecnie postrzeganych jako innowacyjnych debiutantów. Warto przytoczyć opinię z bloga poświęconego rynkowi NewConnect (newconnect-analizy.blogspot.com): „Ciekawe jak dziś inwestorzy oceniliby innowacyjność spółek notowanych na Newconnect? Mimo że liczba spółek od lipca 2009 wzrosła prawie czterokrotnie to czas trwania badania wcale nie musiałby zostać wydłużony - z ostatnich debiutów mało który ma cokolwiek wspólnego z innowacyjnością” – pisze bloga.

Krytyka ta brzmi chyba zbyt surowo, szczególnie po przyjrzeniu się temu, jak NewConnect wygląda na tle innych giełd. Szczególnie warto odnieść się do tych na których w momencie powstawania był wzorowany. New Connect w tym roku będzie obchodził juz piątą rocznicę powstania. W momencie, gdy był zakładany, w 2007 roku, wzorem dla niego był AIM – parkiet alternatywny stworzony w 1995 roku przez Giełdę Londyńską LSE i będący jego częścią. AIM to specjalny regulowany rynek przeznaczony dla małych spółek głównie działających w obszarze nowych technologii. Jak warszawski odpowiednik AIM wygląda na tle londyńskiego po niespełna pięciu latach? Szczególnie ciekawe jest porównanie osiągnięć obu parkietów po takim samym okresie funkcjonowania, a więc odpowiednio na koniec 2011 roku w przypadku NewConnect i na koniec 1999 roku w przypadku AIM. 

Pod jednym względem warszawski parkiet rozwijał się niemal w tym samym tempie, co londyński – po  tym samym czasie działania na AIM obecnych  było 347 firm, a na NewConnect 333 spółki. Gorzej sytuacja się przedstawiała jeśli chodzi o ich wartość. Obecne na koniec 1998 roku na AIM firmy warte były prawie 13,5 mld funtów, a notowane na NewConnect firmy niespełna 7,6 mld zł. Również daleko w tyle NewConnect pozostawał za swoim wzorcem pod względem obrotów – AIM miał 5,4 mld funtów obrotów ogółem w 1999 roku, a NewConnect ponad 1,8 mld zł w 2011 roku. Przyglądając się tym danym trzeba jednak pamiętać o dwóch rzeczach – po pierwsze o różnicach pomiędzy gospodarką brytyjską a polską – w tym o bardzo dużej dysproporcji w poziomie PKB na mieszkańca, pogłębianym jeszcze w tym wypadku przez różnice w poziomie cen pomiędzy Polską a Wielką Brytanią. Drugą sprawą wpływająca na dużo niższą kapitalizację polskich spółek jest różnica dotycząca czasu, w którym rozwijały się oba rynki – w przypadku NewConnect przypadł on na moment załamania się koniunktury i drastycznej przeceny akcji zarówno w Polsce, jak i na całym świecie.

Z tych dwóch powodów te wszystkie porównania, chociaż ciekawe, to jednocześnie mogą być też bardzo mylące dla inwestora. Kiedy zakładany był NewConnect, AIM był w pełni rozkwitu, a jednocześnie u progu najcięższych swoich lat - co widać oczywiście dopiero z perspektywy czasu. Liczba notowanych na nim spółek od tego czasu zmniejszyła się z 1347 na koniec 2007 roku do 918 w grudniu 2011. Jednocześnie kapitalizacja obecnych na nim firm spadła z 97,5 mld do 62,2 mld funtów. Zdecydowanie najbardziej dramatyczny dla AIM był rok 2008 a więc ten, w którym NewConnect rozkręcał działalność – wtedy to bowiem obecne na londyńskim parkiecie spółki zostały najbardziej drastycznie przecenione: utraciły prawie 2/3 swojej wartości. To pokazuje, w jak trudnych warunkach startował warszawski projekt i każe spoglądać zarówno na osiągnięcia, jak i porażki NewConnect bardziej przychylnie.  Wśród tych osiągnięć warto przede wszystkim wskazać jedno – olbrzymi, jak na polskie warunki, zastrzyk kapitału, jaki dzięki NewConnect trafia rocznie do rozwijających się niewielkich firm. W zeszłym roku 172 debiuty,  do których na nim doszło, przełożyły się na około 550 mln zł wydanych na nowe akcje firm. Dla porównania łączna kapitalizacja wszystkich 11 funduszy seed capital założonych w ciągu ostatnich kilku lat pod egidą Krajowego Funduszu Kapitałowego to około 750 mln zł.  A są to pieniądze, na których fundusze te mają 10 lat. Również skala ich działania mierzona liczbą dotychczas dokonanych inwestycji (15) jest znacznie mniejsza.

Porównanie poziomu finansowania, jakie otrzymały firmy wchodzące na NewConnect z finansowaniem przez fundusze seed capital ma o tyle sens, że w zamyśle NewConnect tworzony był jako alternatywa, czy uzupełnienie oferty właśnie dla firm, będących w stadium rozwoju, w którym to właśnie fundusze seed capital czy aniołowie biznesu są najbardziej naturalnym źródłem kapitału na rozwój. W założeniu trafiać tam miały przede wszystkim spółki młode – nie starsze niż 3-4 lata, szybko rosnące, relatywnie małe – o kapitalizacji rzędu maksimum 10-20 mln zł, których potrzeby kapitałowe  to od kilkuset tysięcy do kilku czy kilkunastu milionów złotych. Faktycznie założenia te nie w pełni odpowiadają temu, jakie firmy na rynek trafiały. Wiele z nich ma dłuższą historię, a co gorsza wcale nie rozwijają  się szybko.

Niemniej jednak, nawet jeśli uwzględni się fakt, że tylko część pieniędzy inwestowanych na NewConnect trafia do innowacyjnych młodych przedsięwzięć, oraz na to, że oprócz funduszy skupionych w KFK w obszarze tym inwestują również inni (m.in. szereg mniejszych funduszy typu start-up, dokapitalizowanych z funduszy europejskich, aniołowie biznesu), to i tak to właśnie NewConnect jest w tej chwili najważniejszym i dla wielu firm pierwszym źródłem kapitału na rozwój.

fot. Smartlink

:Krzysztof Orłowski 


powrót | do góry | strona główna | kalendarium | regulamin serwisu | pliki cookies | kontakt
Portal jest współfinansowany przez Unię Europejską w ramach środków Europejskiego Funduszu Społecznego.

© 2005-2018 Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości