Portal Finanse Firma Klastry Instytucje Promocja Polityka
Artykuły analityczne
2010/08/12 14:46:53
Zanim urośnie, trzeba zasiać

Dwadzieścia pięć działających funduszy zasiewowych dysponuje kwotą ponad 300 mln zł na inwestycje. A kolejne powinny ruszyć jeszcze w tym roku, co oznacza, że do rozdysponowania będzie jeszcze więcej pieniędzy. To olbrzymia zmiana, bo ten rynek jeszcze kilka lat temu praktycznie nie istniał. Jeśli środki z funduszy zostaną dobrze zainwestowane, to skorzystają na tym nie tylko pojedyncze firmy, ale również cała polska gospodarka.

Nazwa „kapitał zasiewowy” prowokuje do rolniczych (a wręcz i biblijnych) metafor. Od momentu zasiania ziarna do zebrania plonów musi upłynąć sporo czasu. To, czy plon będzie obfity, zależy między innymi od jakości ziarna, od tego czy trafi ono na podatny grunt, a wreszcie od pogody. Tak samo od wielu czynników zależy, czy tworzone w ciągu ostatnich dwóch lat za pieniądze unijne fundusze kapitału zasiewowego spełnią swoje zadanie – czy spowodują wysyp młodych, prężnych firm, które za następnych kilka, kilkanaście lat zawojują polski i światowy rynek, czy też skończy się na ledwie kilkunastu rachitycznych gałązkach.

Fundusz zasiewowy (zwany też seed fund, seed capital lub funduszem kapitału zalążkowego) to rodzaj funduszu . Działa on na tych samych zasadach co pozostali uczestnicy branży – inwestuje w przedsięwzięcie, obejmując w nim udziały po to, aby po kilku latach sprzedać je z atrakcyjnym zyskiem. Są jednak i różnice. Najważniejsza polega na tym, że z założenia inwestycje zasiewowe to inwestycje w najwcześniejszą fazę rozwoju firmy, najczęściej wtedy, gdy spółki jeszcze nie ma, a pomysł na biznes dopiero się rodzi. Kolejnym poziomem rynku jest inwestowanie w start-up’y, czyli inwestycje w założoną już firmę, która jednak jeszcze nie przynosi dochodu. Następne fazy to już inwestycje, które można roboczo nazwać „ – rozwój”, „ – ekspansja”. Na końcu czeka cały szereg inwestycji private equity w najbardziej dojrzałe firmy. Po drodze oczywiście może nastąpić jeszcze pozyskanie kapitału z giełdy, skorzystanie z kredytów bankowych czy wejście inwestora branżowego.

W praktyce granice pomiędzy funduszami typu seed, a tymi, które inwestują w start-up’y są płynne. Wiele z funduszy, które w nazwie mają zasiew, faktycznie inwestuje również, a czasem przede wszystkim, w start-up’y, nie unikając też transakcji na bardziej zaawansowanych etapach rozwoju firm, które teoretycznie powinny być obszarem zainteresowania funduszy specjalizujących się w spółkach w fazie wzrostu.

Efekt kuli śniegowej

Pierwsze fundusze zakładające finansowanie najwcześniejszych etapów rozwoju firmy, powstały w Polsce mniej więcej pod koniec lat 90. Były to bardzo nieliczne inicjatywy, specjalizujące się w wyłącznie w przedsięwzięciach z obszaru technologii informatycznych. Dwa najbardziej znane przykłady to założony przez Tomasza Czechowicza MCI Management i stworzony przez Rafała Stycznia Investment Fund.

O potrzebie stworzenia tego typu instytucji finansowanych z funduszy publicznych od dawna wiele się mówiło. Luka kapitałowa i brak miejsc, z których można byłoby pozyskać fundusze na rozpoczęcie działalności, były jedną z najczęściej wskazywanych barier w rozwoju polskich małych i średnich firm.  A jednocześnie specyfika działania tego typu funduszy – bardzo duże ryzyko, konieczność poświęcenia małym spółkom porównywanej ilości czasu i energii, co większym i mniej ryzykownym projektom – sprawiała, że prywatny kapitał nie palił się do większego zaangażowania w tego typu przedsięwzięcia. Z funduszy publicznych powstały wówczas, co prawda, zaczątki tego typu instytucji (warto tu wymienić łódzkie Regionalne Fundusze Inwestycji), ale skala ich działalności była minimalna. Przełom w tej dziedzinie przyniosło dopiero wejście Polski do Unii Europejskiej i pieniądze unijne, które zostały przeznaczone na ten cel.

Pierwsze większe środki znalazły się w działaniu 1.2.3 Sektorowego Programu Operacyjnego  „Wzrost Konkurencyjności Przedsiębiorstw”, prowadzonym przez PARP. W 2007 roku powstało sześć funduszy, do których trafiło w sumie ponad 65 mln zł. Przyjęte zostało założenie, że środki publiczne stanowić będą połowę kapitału, drugą zaś dołożą prywatni akcjonariusze. Z okazji tej skorzystały istniejące już na rynku fundusze prywatne (m.in. wspomniane wcześniej MCI i IIF). Stworzonym w ten sposób funduszom zostały narzucone pewne ograniczenia – musiały one finansować firmy we wczesnych etapach rozwoju, a w jedną firmę nie mogły zainwestować więcej niż równowartość 1 mln euro. Długość inwestycji nie mogła przekraczać 10 lat. Zakładano, że po tym czasie nastąpi ich rozliczenie.  

- Eksperyment o nazwie SPO WKP 1.2.3 uważam za udany – mówi dr Piotr Tamowicz z firmy doradczej Initiative for Capital and Governance. – Fundusze zostały dobrze skonstruowane, środki, które otrzymały zostały szybko zainwestowane, a w efekcie pojawiło się sporo ciekawych projektów.

Ekspert zwraca uwagę na fakt, że wśród tych sześciu funduszy aż dwa (MCI Bioventures i BIB Seed Capital) postawiły na bardzo cenną dla polskiej gospodarki specjalizację – biotechnologie. Te sześć funduszy stało się swoistym poligonem doświadczalnym dla całej branży.

Doświadczenie z SPO WKP przydało się przy uruchamianiu kolejnych funduszy.  Tym razem finansowanych z pieniędzy z Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka, a dokładniej z działania 3.1 (Inicjowanie działalności innowacyjnej). W sumie na owo działanie przeznaczonych zostało 110 mln euro. W poprzednich naborach rozdana już została większość tej kwoty – dofinansowanie otrzymało 25 funduszy. Do rozdysponowania na rok 2010 pozostało jeszcze kolejne kilkadziesiąt mln zł. O te pieniądze ubiega się aż 69 podmiotów, które złożyły wnioski o dofinansowanie na kwotę aż 592,7 mln zł.

Gdzie już działają?

Istniejące już fundusze zalążkowe utworzone na podstawie umów zawartych w roku 2008 i 2009 dysponują 385 mln zł. Jak rozlokowane są na terenie kraju, pokazuje mapa stworzona przez dr Piotra Tamowicza:

 

Jak widać, nie są one rozłożone równomiernie. Najłatwiej jest o kapitał w Krakowie i w Warszawie, sporo jest go na Śląsku, czy w województwie warmińsko-mazurskim. Zdecydowanie najsłabiej wygląda wschód Polski. mapy przyznaje, że w niektórych regionach funduszy jest więcej, a w innych nie ma ich wcale. Jednocześnie zaznacza, że bliskość geograficzna w przypadku zaczynających działalność firm ma pewne znaczenie, ale nie jest czynnikiem krytycznym. Fundusze bowiem wcale nie muszą się ograniczać do własnych regionów, a szukając cennych projektów, często poza nie wychodzą. Poza tym obecny rozkład może się wkrótce zmienić. Będzie to jednak zależało od tego, jakie instytucje uzyskają dotacje w tym roku.

Patrząc na to, kto się ubiegał o dofinansowanie na stworzenie funduszu zalążkowego z działania 3.1 PO IG, widać zasadniczą różnicę pomiędzy tym programem, a funduszami stworzonymi w ramach SPO WKP. Chociaż w niektórych projektach uczestniczą również podmioty prywatne już wcześniej zajmujące się taką działalnością, to jednak ton nadają publiczne instytucje działające w obszarze wsparcia biznesu – agencje rozwoju regionalnego, parki technologiczne czy fundacje. Program ten różni od SPO WKP jeszcze kilka ważnych rzeczy, między innymi to, że beneficjent nie dokłada własnych środków, lecz inwestuje wyłącznie pieniądze publiczne.

Martwić może jedynie to że stosunkowo niewiele jest projektów, w które zaangażowały się uczelnie. Jednym z nielicznych przykładów jest krakowski JCI Venture, dla którego pośrednio instytucją-matką  jest Uniwersytet Jagielloński. Tymczasem to właśnie fundusze umocowane w sferze naukowej miałyby największa szansę na to, żeby móc skutecznie wyłuskiwać i wspierać projekty oparte o nowoczesne technologie, stworzone na polskich uczelniach.

Na mapie Piotra Tamowicza nie zostały uwzględnione fundusze stworzone w ramach SPO WKP, przede wszystkim dlatego, że większość posiadanych pieniędzy już zainwestowały. Nie ma też tam funduszy tworzonych w ramach działania 3.2 PO IG, czyli tych zakładanych przez Krajowy Fundusz Kapitałowy wspólnie z prywatnymi partnerami. W tym wypadku są to (lub będą – część jest dopiero w trakcie organizacji, a część dopiero zostanie założona) fundusze nastawione w dużej mierze na projekty większe i w późniejszej fazie rozwoju.

Jak działa fundusz zasiewowy?

Fundusze zalążkowe, utworzone za pieniądze z działania 3.1 PO IG, wyróżnia, poza wcześniej wymienionymi kwestiami, także to, że środki im przyznane  nie będą przeznaczone wyłącznie na inwestycje, ale również na przygotowanie do niej kandydatów na biznesmenów – a więc doradztwo, pomoc w skonkretyzowaniu wstępnego pomysłu, stworzenie biznesplanu czy załatwienie formalności związanych z założeniem firmy.

Fundusze te działają dwuetapowo. Pierwszy etap (po wyselekcjonowaniu spośród zgłaszanych pomysłów tych najlepszych) to preinkubacja. Dopiero po niej możliwa jest inwestycja kapitałowa w wybrane spółki.

Drugi etap to dofinansowanie projektu. „Wejście kapitałowe następuje w sytuacji, gdy wyniki działań podjętych w zakresie preinkubacji wskażą na ekonomiczną zasadność prowadzenia przez nowopowstałe działalności gospodarczej opartej na innowacyjnym rozwiązaniu i zaistnieje prawdopodobieństwo osiągnięcia zysku przez nowopowstałe . Wejście kapitałowe może objąć wyłącznie podmioty, które przeszły etap preinkubacji (nie jest możliwy udział wyłącznie w drugim etapie wsparcia)” – czytamy w opisie działania 3.1 PO IG.

Co następnie czeka nowo powstałą firmę? Fundusz zalążkowy, podobnie jak czysto komercyjne fundusze , nie jest inwestorem na zawsze – jego zadaniem jest rozwinąć spółkę i doprowadzić ja do momentu, gdy będzie można sprzedać udziały w niej prywatnemu inwestorowi.  Ten proces powinien zająć od 3 do 7 lat. Wówczas środki uzyskane w efekcie wyjścia z inwestycji trafić mają z powrotemdo puli i mają być wykorzystane na inwestycje w kolejne młode firmy.

Przykładem funduszu działającego w oparciu o działanie 3.1 jest olsztyński InQbe – inkubator projektów technologicznych i internetowych. Spółka ta powstała w 2006 roku i jest podmiotem zależnym notowanego na New Connect funduszu technologicznego IQ Partners S.A. Jak działa w praktyce taki fundusz? Chcąc skorzystaćz oferty InQbe trzeba złożyć wniosek o inkubację swojego projektu. Można to zrobić przez , zaś we wniosku trzeba w sposób zwięzły (trzy strony A4) zaprezentować swój pomysł.

Wniosek trafia następnie do biura projektu, gdzie jest oceniany pod kątem kluczowych kryteriów: innowacyjności rozwiązania, na którym się opiera projekt i możliwości wykorzystania go w biznesie. Projekt musi się mieścić w ramach branży, na którą nastawia się dany fundusz (w tym wypadku technologie IT i ), a wysokość pomocy finansowej, o którą się starają wnioskodawcy, musi być uzasadniona ekonomicznie. Co ważne, pomysłodawca powinien realizować swój projekt docelowo w nowej, specjalnie w tym celu zarejestrowanej spółce, a nie w już istniejącym podmiocie. Sam pomysł także powinien być nowy.

Od momentu podpisania umowy o inkubację mija miesiąc do 6 miesięcy, w którym to czasie opracowywany jest biznesplan, weryfikowane są jego założenia, przeprowadzane są badania i analizy, przygotowany jest ewentualny i koncepcja technologiczna projektu.

Zespół funduszu oferuje w tym czasie pomoc doradczą, zarówno jeśli chodzi o sferę technologiczną, jak też z zakresu rachunkowości, finansów czy marketingu.

Po okresie inkubacji założona już powinna przenieść się poza inkubator i działać samodzielnie. Fundusz zaś podejmuje decyzję, czy zaangażuje się w dany projekt kapitałowo. Może to uzależnić na przykład od pozyskania przez założycieli dodatkowych środków finansowych z innych źródeł. Wkład kapitałowy funduszu nie może przekroczyć równowartości 200 000 euro (wliczane w to są również wydatki z okresu inkubacji). Zaangażowanie funduszu jest ograniczone czasowo.

InQbe chwali się 9 projektami, w które już zainwestował oraz 11, które przebywają w inkubatorze. Przeważają tam różnego rodzaju projekty związane z Internetem, np. serwis Power Price tworzący własną platformę handlową B2B, Obiadowo.pl umożliwiające grupowe zamawianie posiłków przez pracowników firm, czy Ponolo, podmiot, który zamierza  uruchomić globalny serwis internetowy umożliwiający współdzielenie plików oraz sporządzanie i przechowywania ich kopii bezpieczeństwa.

Innym przykładem funduszu zalążkowego sfinansowanego z działania 3.1 PO IG jest Fundusz Kapitałowy prowadzony przez Agencję Rozwoju Pomorza SA. Umowę z PARP ARP podpisała w 2008 roku, a fundusz formalnie działa od stycznia 2009 roku. Pierwszej inwestycji dokonał w listopadzie 2009 roku. W ciągu półtora roku trafiło do niego ponad 370 projektów.  Liczba robi wrażenie, gorzej niestety jest z ich jakością.

- Projekty te są bardzo często nierealne, są to tylko wizje, niepodparte ani analizą rynku, ani doświadczeniem biznesowym osób, które zgłaszają do nas swoje propozycje – mówi Mieszko Bisewski, kierownik działu Inwestycji Kapitałowych i Konsultingu w ARP.

To, że są to projekty obarczone dużym ryzykiem nie wzbudza sprzeciwu naszego rozmówcy, ostatecznie fundusze zalążkowe są powołane do tego, żeby angażować się właśnie w projekty ryzykowne. Problem w tym, że pomysłodawcy często nie potrafią udowodnić, że są w stanie swój pomysł zrealizować i osiągnąć sukces rynkowy.

Spośród zgłoszonych 370 projektów, do etapu preinkubacji w Funduszu Kapitałowym ARP trafiło ponad 30 projektów. Z tych 30 do inwestycji kapitałowej wytypowanych zostało 7, z czego do tej pory założonych zostało 5 spółek. Cztery z nich to spółki informatyczne. Założona w październiku 2009 roku Pastel Games zajmuje się tworzeniem gier komputerowych w oparciu o własną technologię tworzenia aplikacji multimedialnych na platformę iPhone. Stworzona w tym samym czasie spółka MoDe zajmuje się tworzeniem urządzeń umożliwiających osobom nieposiadającym specjalistycznego przygotowania wykonywanie w profesjonalnych zdjęć reklamowych (również w 3D) dla potrzeb handlu internetowego. Jedyny pozainternetowy rodzynek w tym gronie – EMS zajmuje się projektowaniem i sprzedażą innowacyjnych systemów wytwarzających energię ze źródeł odnawialnych i skojarzonych.

Warto pamiętać, że już działające firmy to prawdziwi liderzy, którzy przeszli sito dwukrotnego wstępnego przesiewu. Osoby odpowiedzialne za zarządzanie tego typu funduszami podkreślają jednak, że zdecydowana większość projektów, z którymi zgłaszają się pomysłodawcy, do niczego się nie nadaje.

- Zapotrzebowanie na tego typu kapitał jest bardzo duże, ale większość zgłaszanych pomysłów to koncepcje kosmiczne. Głównym wyzwaniem stojącym przed osobami zarządzającymi funduszem jest jak najszybsze odsiewanie tych nierealnych pomysłów, po to aby do tych etapów pracy z projektami, które wymagają większego zaangażowania, trafiały projekty, nad którymi naprawdę warto pracować – mówi  Marcin Hoffman, prezes funduszu kapitału zalążkowego BIB Seed Capital – jednego z funduszy stworzonych jeszcze w ramach SPO WKP.

BIB Seed Capital to akurat jeden z niewielu przykładów funduszy ściśle ukierunkowanych wyłącznie na biotechnologie. Przykładem firmy, w którą zainwestował jest Medicalgorithmics. ta stworzyła technologię pozwalającą przy pomocy telefonu komórkowego, w sposób ciągły, przez dłuższy czas (trwający nawet do kilku tygodni) przesyłać zapis akcji serca. BIB zainwestował w nią w czerwcu 2008. była wówczas start-up’em, i starała się o pozyskanie certyfikatu dopuszczenia do sprzedaży w Europie. Dzisiaj, po dopracowaniu produktu i pozyskaniu kolejnych certyfikatów spółka zaczęła już zarabiać, przy czym większość jej przychodów pochodzi z rynku amerykańskiego.

Czy spełnią swoją rolę?

W opisie działania 3.1 PO IG możemy przeczytać, że jego celem jest zwiększenie liczby przedsiębiorstw działających w oparciu o innowacyjne rozwiązania: „Polska charakteryzuje się bardzo niskim poziomem innowacyjności oraz niewystarczającym poziomem finansowania działań innowacyjnych przez przedsiębiorców. Wobec niewystarczającej liczby nowo powstających innowacyjnych przedsiębiorstw konieczne jest wprowadzenie nowych instrumentów wspierających powstawanie przedsiębiorstw na bazie innowacyjnych pomysłów zarówno w zakresie doradztwa, jak i wsparcia finansowego. Ich wprowadzenie stworzy warunki sprzyjające odblokowaniu potencjału MSP” – przekonują autorzy PO IG. Czy fundusze założone w ramach działania 3.1 spełnią pokładane w nich nadzieje?

- O ich efektywności nie da się jeszcze wiele powiedzieć. To, czy dobrze spełnią swoją funkcję inkubacyjną i inwestycyjną, zależeć będzie od tego, jakie zgromadzą zasoby ludzkie – uważa Piotr Tamowicz. Obawy naszego rozmówcy wzbudza to, że wymagania postawione przez PARP osobom zarządzającym tymi funduszami były, jego zdaniem, zbyt niskie. By móc takim funduszem zarządzać, wystarczy rok doświadczenia w działalności inwestycyjnej. Ta niska poprzeczka może sprawiać, że instytucje będą sięgać po ludzi, którzy potrzebnego w tej dziedzinie doświadczenia mają zbyt mało. To z kolei może prowadzić do tego, że inwestycje będą słabe, co zostanie obnażone w momencie, gdy fundusze będą chciały sprzedać udziały w założonych przez siebie firmach inwestorom zewnętrznym. Trzeba jednak przyznać, że ustalając wymagania, PARP nie miał zbyt szerokiego pola manewru. Rynek pracy tego typu specjalistów jest w Polsce siłą rzeczy niewielki, więc ustawienie poprzeczki zbyt wysoko groziłoby tym, że wiele funduszy w ogóle by nie powstało.

Inną potencjalną barierą w rozwoju funduszy zalążkowych, na którą wskazuje Mieszko Bisewski, jest nie do końca jasna kwestia podatkowa. Otóż przy obowiązującym modelu działania funduszy seed capital, założonym w ramach działania 3.1 POIG, fundusze te, zakładając wspólnie z pomysłodawcą spółkę, wnoszą do niej gotówkę i obejmują w niej 50% udziałów. Natomiast wkład przedsiębiorcy, który dostaje drugie 50% udziałów w założonej wspólnie firmie, to bardzo często po prostu jego wnoszony aportem. Jednocześnie te udziały przedsiębiorcy wyceniane są tak samo jak gotówkowy udział funduszu. Istnieje ryzyko, że akcje, które otrzyma zostaną potraktowane przez urząd skarbowy jako jego dochód, od którego musi on zapłacić podatek. Cóż z tego, że mogą one za jakiś czas, jeżeli przedsięwzięcie się nie powiedzie (a takie ryzyko zawsze istnieje), stać się nic nie wartym kawałkiem papieru? Urzędu skarbowego to nie interesuje. Takie obawy ze strony potencjalnych udziałowców mogą część z nich zniechęcić do prób realizacji swoich pomysłów z pomocą funduszu seed capital.

Zasypując lukę kapitałową

Zdaniem Mieszka Bisewskiego kapitał na rozpoczęcie działalności jest już w tej chwili w Polsce dosyć szeroko dostępny i stosunkowo łatwy do zdobycia. Dostarczyć go mogą już istniejące fundusze zalążkowe, kolejnym źródłem będą fundusze tworzone przez Krajowy Fundusz Kapitałowy, jeszcze innym instrumenty finansowe dostępne dzięki inicjatywie (Joint European Resources for Micro to Medium Enterprises. Pieniądze z tego programu w Polsce będą przeznaczone m.in. na fundusze pożyczkowe).Jednak nie wszyscy obserwatorzy polskiego rynku funduszy venture podzielają optymizm Mieszka Bisewskiego.

- Luka kapitałowa wciąż istnieje w dużym zakresie - uważa Marcin Hoffman, wskazując przede wszystkim na obszar, w który specjalizuje się BIB Capital.  Komercjalizacji odkryć naukowych (tzw. spółki albo spin-out) wymaga dużo większego wsparcia i pomocy ze strony kapitało dawców. Potencjał polskiej nauki jest, zdaniem Marcina Hoffmana, bardzo duży, problem w tym, że nie ma zbyt wielu wzorców komercjalizacji, więc naukowcy, nawet jeśli pracują nad bardzo ciekawymi z punktu widzenia biznesu pomysłami, często nie są gotowi do tego, żeby czerpać z nich biznesowe korzyści.

Pomysły są często na tak wczesnym etapie rozwoju, że nie nadają się do tego, by prowadzić od razu działania inwestycyjne – mówi prezes funduszu kapitału zalążkowego BIB Seed Capital.  Często wymagają one dalszych prac badawczych jeszcze przez wiele miesięcy, zanim będzie można przystąpić do zakładania opartej o pomysł technologiczny firmy.

Odpowiedzią na ten problem jest właśnie koncepcja „preinkubacji”, do prowadzenia której zmuszone są fundusze zalążkowe tworzone z PO IG. Problem rozwiązany? Niekoniecznie. Jak zauważają eksperci i osoby z funduszy ,większość podmiotów prowadzących fundusze nie pozyskuje projektów w sposób aktywny. Zdają się raczej na to, co „samo” do nich przyjdzie. Tymczasem, szczególnie w przypadku firm, które miałyby posiadać korzenie akademickie, poszukiwanie ich u źródła jest najbardziej skutecznym i potrzebnym działaniem. Czy więc można mieć nadzieję na to, że współpraca ludzi nauki z biznesem nabierze w Polsce tempa?

- Mam nadzieję, że tak, ale to zależy od aktywności zarządzających funduszami, ich kontaktów w świecie akademickim i od postawy władz uczelni – mówi Piotr Tamowicz. Jego zdaniem, byłoby dobrze, gdyby za tworzenie funduszy zalążkowych zabrały się same uczelnie. Na razie przykładów takiego podejścia jest niewiele. Dr Tamowicz zwraca uwagę, że podaż projektów trzeba wykreować, nie można czekać, aż naukowcy sami zapukają do drzwi funduszy.

- Trzeba samemu jeździć po uczelniach, instytucjach naukowych, organizować  prezentacje, spotkania, nawiązywać kontakty – doradza.

Mimo wątpliwości istnieje szansa, że pojawienie się dużych pieniędzy w funduszach zalążkowych przyniesie pozytywne efekty. Większa pomiędzy funduszami zalążkowymi powinna też doprowadzić do aktywnego poszukiwania nowych projektów. A im więcej będzie ich powstawać, tym więcej będzie też okazji do inwestowania dla funduszy specjalizujących się w kolejnych etapach rozwoju spółek. Brak silnego filaru w postaci funduszy zasiewowych był dotychczas problemem całego rynku funduszy VC/PE.

- Zmierzamy więc w stronę właściwej segmentacji rynku - od seed capital poczynając, poprzez start-up, – rozwój aż po private equity. Wszystko znajdzie się na swoim miejscu – konkluduje Piotr Tamowicz.

fot. K.Lallier/flickr.com

:Krzysztof Orłowski 


powrót | do góry | strona główna | kalendarium | regulamin serwisu | pliki cookies | kontakt
Portal jest współfinansowany przez Unię Europejską w ramach środków Europejskiego Funduszu Społecznego.

© 2005-2018 Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości