Portal Finanse Firma Klastry Instytucje Promocja Polityka
Artykuły analityczne
2012/06/26 13:55:05
praw własności intelektualnej

Własność intelektualna w Polsce jest chroniona kilkoma ustawami (ustawą o prawie autorskim, prawem własności przemysłowej, ustawą o ochronie baz danych i ustawą o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji). Ale kwestia praw własności intelektualnej dotyczy nie tylko tego, co dzieje się w granicach naszego państwa. Wpływają na nas także ustalenia innych krajów. Po pierwsze, w sytuacji, gdy chcemy chronić patentem nasz zagranicą. Po drugie, wtedy, gdy Unia Europejska, której jesteśmy członkiem, chce wprowadzenia wspólnego prawa dotyczącego IP.

Światowe zainteresowanie kwestią ów wynika z tego, że wiązane są one z podniesieniem innowacyjności danego państwa, a więc także jego dobrobytu i przewagi konkurencyjnej nad innymi krajami, co ma zapewnić ten dobrobyt także w przyszłości. Pojawia się tu jednak kilka pytań. Czy rzeczywiście patenty są tym, co pobudza innowacyjność firm, społeczeństw i państw? Czy na patentach zarabiają państwa, czy firmy, które ponoszą na badania? Czy w kontekście innowacyjności bardziej opłaca się rywalizacja (restrykcyjne strzeżenie własności intelektualnej), czy współpraca (udostępnianie wiedzy w zamian za czerpanie z bezpłatnych zasobów innowacyjności)?

Co uczelni lub przedsiębiorstwu daje ? W aspekcie gospodarczym wyłączne prawo m. in. do komercjalizacji wynalazku na terenie kraju, w którym został zgłoszony oraz w tzw. docelowych krajach ochrony (jeśli zgłoszono w trybie międzynarodowym). Ten swoisty – i na przykład wyłączne prawo do zarabiania na patencie – będzie przysługiwał właścicielowi przez 20 lat. Po upływie tego czasu stanie się dostępny dla wszystkich.

We współczesnej dyskusji na temat ów zarysowują się dwie postawy. Zgodnie z pierwszą z nich patenty są nie tylko skutecznym narzędziem ochrony własności intelektualnej, ale także wzmagają innowacyjność potencjalnych wynalazców. Według drugiej nie tylko nie można wskazać pozytywnej zależności pomiędzy polityką patentową a innowacjami, ale zbyt rygorystyczne może wręcz hamować innowacje.

Zależność między polityką patentową a innowacyjnością

Według opublikowanego w lutym tego roku badania dra Kennetha L. Judda, specjalisty w zakresie numerycznych metod w ekonomii, profesora Karla Schmeddersa, wykładowcy na Uniwersytecie Zuryskim i doktora ªevina Yeltekina, specjalisty w zakresie ekonomii, innowacyjność jest pochodną tak zwanego wyścigu patentowego, czyli rywalizacji akademickich ośrodków badawczych lub centrów badawczych firm o pierwszeństwo zgłoszenia patentu w jakiejś dziedzinie. Dlatego, zdaniem autorów, tym, co wymaga ulepszeń, jest system przyznawania ów. Kluczowa jest tu odpowiedź na pytanie, kiedy (na jakim etapie badań nad wynalazkiem) powinien być przyznawany . Wpływa ona na i możliwość czerpania korzyści z innowacji. tu opisany tworzą nie tylko rywalizujące firmy, ale także zewnętrzny wobec nich podmiot odpowiedzialny za nakreślenie polityki patentowej i decydujący o przyznaniu patentu.

Innowacyjność można stymulować albo wyznaczając wysoką nagrodę dla jednego innowatora (zwycięzcy wyścigu), albo, jak właśnie w wyścigu patentowym, przewidując nagrodę (w mniejszej kwocie) dla tego, kto zdystansuje konkurencję. Wybór wyścigu patentowego jako podstawy polityki patentowej wymaga jednocześnie wyważenia pomiędzy korzyściami płynącymi ze zwiększonego tempa innowacyjności a ryzykiem przeinwestowania w badania nad jednym wynalazkiem (prowadzone przez konkurujące ze sobą ośrodki).

Badacze stwierdzają, że nie istnieje lepszy polityki patentowej niż ta oparta na wyścigu ów. Ich zdaniem ma on dwie zalety. Po pierwsze, motywuje firmy do inwestowania i szybkiego ukończenia procesu innowacyjnego. Po drugie, odsiewa słabszych innowatorów, którzy nie mogą konkurować z tymi bardziej wydajnymi.

Jest to , który zakłada dużą rolę państwa w procesie innowacji (a także badań, nauki itp.) — scentralizowany i dość autorytarny. Wydaje się, że w szeroko pojętej sferze wiedzy (w społeczeństwie opartym na wiedzy) on sam może przynieść więcej szkody niż pożytku. Jest oparty na dwóch niebezpiecznych założeniach: że innowacje powinny być odgórnie sterowane (pobudzane przez zewnętrzna instytucję) poprzez odpowiednio skonstruowany system nagród (i kar — karą jest tu nieotrzymanie patentu lub wręcz „odpadnięcie z wyścigu”) oraz że wyścig podtrzymuje współzawodnictwo pomiędzy firmami. Tymczasem natura innowacji wydaje się być spontaniczna: pojawiają się one raczej jako metoda na dostosowanie się do niekorzystnych lub zmieniających się warunków (jugaad w Indiach czy rozwiązania firm logistycznych polegające np. na wydajniejszym wykorzystaniu posiadanych samochodów). Wydaje się także, że innowacyjność największych korporacji amerykańskich czy japońskich wynika raczej z wewnętrznej potrzeby zdystansowania konkurencji i utrzymania się na rynku niż z chęci wygrania wyścigu po . Jednocześnie premiowanie wciąż tych samych uczestników wyścigu — a do tego musi doprowadzić nagradzanie najsilniejszych, najlepszych, najbardziej zaawansowanych technologicznie — może doprowadzić do sytuacji odwrotnej do zamierzonej, to znaczy takiej, w której okażą się oni bezkonkurencyjni, a więc odebrany im zostanie najważniejszy bodziec do innowacji.

praw własności intelektualnej

Problem polega na tym, że opisany przez Judda-Schmeddersa-Yeltekina jest modelem powszechnym. Dopóki jednak obowiązuje w jednym państwie, z jego konsekwencjami muszą mierzyć się tylko jego obywatele. Co jednak w sytuacji, gdy podmiotem ustalającym reguły patentowej gry nie jest partykularny rząd, ale Komisja Europejska, której decyzje wpływają na życie mieszkańców 36 krajów? Wydaje się, że tu właśnie tkwi przyczyna kontrowersji wokół najnowszego projektu wspólnego europejskiego patentu.

W założeniu miał on uprościć procedurę zgłaszania i otrzymywania ów w Unii Europejskiej, a także obniżyć jej . Dziś, jeśli chce się starać o ochronę swojego wynalazku na terenie Unii, musi uwierzytelnić otrzymany europejski w poszczególnych państwach zgodnie z procedurą obowiązującą w każdym z nich. Kosztuje to 32 tysiące euro. Na tę kwotę składają się głównie tłumaczeń patentu na języki krajowe — do tego dochodzą opłaty roczne za utrzymanie patentu, bez wniesienia których ochrona przestaje obowiązywać. Wprowadzenie wspólnego patentu miało obniżyć operacyjne do około 6 tysięcy euro.

Włochy i Hiszpania zareagowały pierwsze: odmówiły przystąpienia do systemu ze względu na fakt, że ma być składany w języku angielskim, niemieckim lub francuskim (równocześnie wniosły skargę do Trybunału Sprawiedliwości UE). Dla przedsiębiorcy, który przed zgłoszeniem własnego wynalazku musi zapoznać się z informacjami na temat wynalazków już opatentowanych, oznacza to lekturę tysięcy dokumentów w obcym języku. Chyba, że zapłaci tłumaczowi przysięgłemu. Ale w takim przypadku nie można już mówić o oszczędnościach, które miał zapewnić nowy system patentowy.

W niekorzystnej sytuacji są też państwa, które nie zaliczają się do czołówki krajów zaawansowanych technologicznie. Do tej pory obowiązywała tylko w państwach wskazanych przez wynalazcę — po wprowadzeniu jednolitego patentu będzie automatycznie obowiązywać we wszystkich. Wspólny europejski to rozwiązanie tańsze dla państw zamożniejszych, a droższe dla uboższych. Niemcy i Francja już choćby ze względów językowych zyskują na czasie: nie potrzebują o na tłumaczenia, a to może dawać im przewagę w sytuacji, gdy o przyznaniu patentu i prawie do pobierania za jego używanie opłat licencyjnych decyduje pierwszeństwo zgłoszenia. Wprowadzanie nowych technologii stanie się dla przegranych jeszcze kosztowniejsze. Może tu niestety zadziałać prawo opisanego przez Judda-Schmeddersa-Yeltekina modelu: słabsi wypadną z gry.

W Polsce przeciwko jednolitemu patentowi europejskiemu protestowały m. in. Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych Lewiatan, Business Centre Club oraz Polska Izba Rzeczników Patentowych. Niepokój Lewiatana, oprócz już wymienionych kwestii, budzi także propozycja powołania Jednolitego Sądu Patentowego. Komisja Europejska nie gwarantuje umieszczenia lokalnego oddziału sądu w Polsce, a to oznacza, że w przypadku oskarżenia polskiej firmy o , rozprawa będzie się toczyć zagranicą. Dla polskiego przedsiębiorcy oznacza to bardzo wysokie prowadzenia procesu (tłumaczenie, zagraniczni pełnomocnicy itp.) PIRP wskazuje także na wadliwość projektu od strony prawnej: według cytowanej przez Izbę profesor Aurelii Nowickiej z Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza planowane regulacje są niezgodne z Konstytucją RP, Konwencją o Ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności oraz Kartą Praw Podstawowych Unii Europejskiej. Jednocześnie Polska nie wycofała się z prac nad wspólnym patentem, natomiast do ostatecznego porozumienia w tej sprawie nie doszło. Prace nad jednolitym patentem trwają w Unii od 50 lat.

Ciemne strony globalizacji

Polityce wzmacniania ochrony patentowej przeciwstawiają się zwolennicy otwartych innowacji. Profesor Daniele Archibugi, dyrektor we Włoskiej Radzie ds. Badań, oraz Andrea Filipetti, doktor nauk ekonomicznych i Włoskiej Rady ds. Badań w opublikowanym w 2010 roku artykule praw własności intelektualnej zauważają, że  sama ochrona własności intelektualnej nie gwarantuje innowacyjności (nie tworzy sprzyjającego jej powstawaniu środowiska, nie ułatwia jej przyswajania). Badania statystyczne przeprowadzone w firmach pokazują poza tym, że patenty, czyli najbardziej kontrowersyjny sposób ochrony własności intelektualnej, odgrywają ważną rolę tylko w przemyśle farmaceutycznym i, w mniejszym zakresie, w przemyśle chemicznym. Ale nie stanowią już najważniejszego bodźca do rywalizacji na obszarze elektroniki, telekomunikacji czy przemysłu samochodowego. W takich sektorach zaawansowanych technologii jak przemysł lotniczy czy przemysł energii jądrowej patenty nie mają większego znaczenia – wynalazki chroni tu tajemnica przemysłowa. Z kolei firmy informatyczne, rozwijając tak zwane otwarte oprogramowanie, w coraz większym stopniu korzystają z nowych form ochrony własności intelektualnej, takich jak GPL (General Public License). ta pozwala każdemu używać i modyfikować dane oprogramowanie.

Archibugi i Filipetti zauważają, że patenty raczej chronią konkretny produkt (i prawa jego właściciela) niż stymulują innowacyjność. Jednocześnie nadprodukcja ów prowadzi do zakłóceń w obiegu informacji i zagraża kreatywności, na przykład z powodu lęku przed procesem o . Nie jest to lęk bezpodstawny: badacze stwierdzają ironicznie, że w Stanach Zjednoczonych szybciej rośnie populacja prawników specjalizujących się w prawie ochrony własności intelektualnej niż liczba badaczy.

Rafał Woś, publicysta Dziennika Gazety Prawnej, w artykulePatenty to wojna na wyniszczenie (listopad 2011 r.) pisze: „Często nie chodzi tu o zwycięstwo, ale o narażenie przeciwnika na ” i  podaje kilka spektakularnych przykładów, z których wynika, że argument za utrzymaniem ów (badaczom lub firmom należy się zwrot kosztów poniesionych na badania) coraz bardziej traci na znaczeniu. Microsoft na przykład twierdzi, że komórkowy system operacyjny Android powstał przy użyciu jego software’owych ów. Na tej podstawie domaga się opłaty licencyjnej od każdego sprzedanego egzemplarza Androida (system w momencie pisania artykułu przez Wosia miał 190 mln użytkowników). Google, właściciel firmy produkującej Androidy, wybrnął z sytuacji wykupując Motorolę, która jako niegdysiejszy pionier na rynku telefonii komórkowej jest w posiadaniu 17 tysięcy ów – mają one posłużyć jako broń w ewentualnych procesach z Microsoftem. Z kolei tak zwanym trollom patentowym (czyli firmom, które wykorzystują niedoskonałość przepisów prawa patentowego do uzyskiwania korzyści finansowych) udało się kilka lat temu zdobyć 100 mln dolarów z tytułu opłat licencyjnych. Trolle twierdziły, że są właścicielami popularnego formatu zdjęć JPG. Zanim okazało się, że nie mówią prawdy, zapłaciło im trzydzieści firm, które chciały uniknąć kosztownego procesu (skuteczna obrona przed oskarżeniem o kosztuje w USA 3 mln dolarów).

Archibugi i Filipetti zauważają, że prawdziwymi beneficjentami międzynarodowych sytemów patentowych są duże korporacje i przodujące gospodarczo państwa. W swoim artykule odwołują się do kwestii związanych z The ‘Trade Related Aspects of Intellectual Rights’ () Agreement, czyli Porozumienia w sprawie Handlowych Aspektów Praw Własności Intelektualnej zawartego w 1994 roku. W swoich założeniach porozumienie to miało przyczyniać się do promocji innowacji technicznych oraz transferu i upowszechniania technologii i dawać korzyści zarówno producentom, jak i użytkownikom wiedzy technicznej. W praktyce jednak, jak zauważają Aleksandra Auleytner, radca prawny i Jacek Pakuła, radcowski z kancelarii Domański Zakrzewski Palinka (IP Blog, luty 2012 r.) „stało się jednym z najbardziej kontrowersyjnych instrumentów prawa międzynarodowego”. Chodzi o to, że narzucone (państwo nie może stać się członkiem Światowej Organizacji Handlu bez akceptacji ) standardy ochrony praw własności intelektualnej obowiązują jednakowo państwa rozwinięte i rozwijające się: jednak stopień rozwoju tych drugich nie pozwala na ścisłe przestrzeganie tych standardów. Autorzy podają dane Banku Światowego, z których wynika, że implementacja przyniosła krajom rozwijającym się duże straty finansowe: w Brazylii 530 mln dolarów US, w Chinach 5 mld dolarów US, w Indiach 903 mln dolarów US, w Korei Płd 15 mld dolarów US (roczne straty netto). Jednocześnie w tym okresie kraje rozwijające płaciły łącznie netto 17 mld dolarów US z tytułu opłat licencyjnych w większości na rzecz państw rozwiniętych. Porozumienie zwiększyło dystans pomiędzy państwami rozwiniętymi a rozwijającymi się, a także podniosło dostępu do nowych technologii.

Według włoskich badaczy silna ochrona praw własności intelektualnej jest raczej rezultatem niż przyczyną rozwoju cywilizacyjnego. Postulaty wzmocnienia tej ochrony pojawiają się wtedy, gdy państwa stają się wytwórcami innowacji i technologii. Podnoszą je rządy tych państw i środowiska biznesowe. Od XVIII wieku polityka patentowa poszczególnych krajów stanowiła istotną część polityki handlowej i przemysłowej poszczególnych krajów. Na ochronie praw własności intelektualnej korzystają państwa posiadające pewną zdolność przyswajania wiedzy i solidną infrastrukturę technologiczną – służy im ona do podnoszenia kosztów i ograniczania transferu technologicznego do krajów uboższych. Transfer ten na szczęście nie zależy wyłącznie od rozstrzygnięć w zakresie ochrony praw własności intelektualnej; wpływają na niego także wielkość docelowego rynku, obecność na nim wykwalifikowanych ów czy istnienie otoczenia instytucjonalnego.

Dlatego Archibugi i Filipetti nie głoszą rewolucyjnego poglądu o konieczności odrzucenia jako jedynego sposobu podniesienia jakości życia w krajach rozwijających się. Podkreślają, że wiele niegdyś ubogich krajów – jak choćby wschodnioazjatyckie tygrysy – zawdzięcza swój cywilizacyjny awans polityce nabywania wiedzy. Rządy tych krajów dostrzegły zależność pomiędzy wzrostem ekonomicznym a edukacją, przejmowaniem wiedzy z zagranicy, przyciąganiem zewnętrznych inwestorów i wspieraniem rodzimej innowacyjności.

Polska wobec globalizacji praw własności intelektualnej

Nikt rozsądny nie lekceważy tendencji we współczesnych regulacjach dotyczących własności intelektualnej. Archibugi i Filipetti, przedstawiając porozumienie w krytycznym świetle, podkreślają jednocześnie jego wagę jako najważniejszej próby stworzenia światowej harmonizacji praw ochrony własności intelektualnej. Także wiele polskich protestów przeciwko wprowadzeniu jednolitego patentu zaczynało się od stwierdzenia, że samą ideę jego stworzenia trzeba oceniać pozytywnie (np. wystąpienie Anny Korbeli, prezes PIRP, na posiedzeniu Komisji Innowacyjności i Nowych Technologii w lutym tego roku czy dezyderat tejże Komisji do Prezesa rady Ministrów z marca tego roku). Środowisko polskiej nauki zna przypadki, gdy zlekceważenie zgłoszenia patentu zagranicą odbiło się niekorzystnie na finansach naszych wynalazców. Można tu przywołać przykład wynalazku w postaci nowego testu DNA, opracowanego w 1999 roku przez zespół naukowców z Pomorskiej Akademii Medycznej w Szczecinie. Test pozwala na bardzo efektywne wykrywanie ryzyka wystąpienia raka piersi lub jajnika. Dzięki zastosowaniu nowego testu czas oczekiwania na wyniki skrócił się z 2 miesięcy do 2 dni. Jednocześnie jego cena jest 60 razy niższa od ceny wcześniej używanych testów. Ponieważ jednak ten nie został w odpowiednim czasie zgłoszony do ochrony w innych państwach, producenci zagraniczni nie muszą płacić polskim naukowcom za licencje na jego używanie.

Obecnie polski może zgłosić w trybie krajowym, europejskim lub międzynarodowym. Pierwsza procedura dopuszcza, a dwie pozostałe zakładają objęcie wynalazku ochroną patentową także poza granicami kraju, w którym został zgłoszony. Najkosztowniejsza jest ścieżka krajowa, wymagająca odrębnego zgłoszenia wynalazku w każdym z państw, w którym ma być on chroniony. Wymaga to ponoszenia opłat za tłumaczenie na język urzędowy każdego z krajów oraz kosztów obowiązkowego korzystania z pośrednictwa rzeczników patentowych tych państw. Dotychczas obowiązujące europejskie zgłoszenie patentowe (nie jest ono tożsame z jednolitym patentem europejskim) umożliwia obniżenie kosztów zgłoszenia: na przykład ścieżka elektroniczna jest tańsza od tradycyjnej, a zgłoszenie dokonane w jednym z języków konwencyjnych uprawnia do 20% zniżki opłat za  zgłoszenie i przeprowadzenie badania merytorycznego. Z kolei zaletą systemu (zgłoszenie międzynarodowe) jest wydłużony czas postępowania (możliwość przedłużenia procedury zgłoszeniowej w wybranych przez wnioskodawcę krajach do 30 miesięcy od daty pierwszeństwa), który umożliwia zgłaszającemu dokładne rozważenie celowości poszczególnych zgłoszeń.

Zgłoszenie patentu musi być poprzedzone wnikliwą analizą stanu techniki, to znaczy upewnieniem się, czy ktoś już nie opatentował podobnego wynalazku. Konieczność ta jest główną przyczyną kontrowersji związanych z projektem jednolitego patentu unijnego. Jeśli bowiem polski chcący opatentować swój produkt w Polsce musi zapoznać się z dokumentacją dotyczącą naszego kraju, to dążąc do zapewnienia mu ochrony na przykład w Szwajcarii, będzie zobowiązany do przewertowania bazy danych zawierającej odesłania do szwajcarskiego stanu techniki. Jednak po wprowadzeniu patentu jednolitego ta obligatoryjna kwerenda będzie musiała objąć bazy danych wszystkich państw Unii. Czas potrzebny na zapoznanie się z dotychczasową literaturą patentową opóźni nie tylko czas zgłoszenia – będzie to również czas zmarnowany, nie przeznaczonystricte na badania.

Polska nie przoduje niestety w dziedzinie zaawansowanych technologii. Zgłaszamy rocznie kilka tysięcy ów, podczas gdy po stronie Japonii ta liczba wynosi kilkadziesiąt, a w USA nawet kilkaset tysięcy. Nie oznacza to jednak braku zdolności do innowacji: polscy naukowcy mogą się poszczycić autorstwem rozwiązań docenianych na całym świecie (jak na przykład łódzkie nanowłókna czy toruński tomograf spektralny). Zdaje się to potwierdzać tezę o innych niż ochrona praw intelektualnych źródłach innowacyjności. Co nie zmienia faktu, że pozycja silnego gracza na rynku patentowym jest tym, do czego warto dążyć.

 

Definicja i źródła prawa

W polskim prawie przez własność intelektualną (WI) należy rozumieć wszystko to, co powstało w drodze intelektualnego procesu i zostało ujęte w postaci materialnej (zapis, rysunek, szkic, przedmiot, plan, projekt, książka itp.). Własność intelektualna to inaczej pisząc zbiór praw będący wynikiem rozmaitej aktywności człowieka, zwłaszcza w dziedzinie literackiej, artystycznej, naukowej i przemysłowej. Z tego też względu wymienione obszary podlegają ochronie w ramach czterech aktów prawnych. I tak należy w tym miejscu wymienić następujące ustawy:

  • w zakresie prawa własności artystycznej, naukowej i literackiej – z dnia 4 lutego 1994 r. o prawie autorskim i prawach pokrewnych (Dz. U. z 1994 r., Nr 24, poz. 83 z późn. zm.) oraz z dnia 27 lipca 2001 r. o ochronie baz danych(Dz. U. z 2001 r., Nr 128, poz. 1402 z późn. zm.);
  • w zakresie prawa własności przemysłowej – z dnia 30 czerwca 2000 r Prawo własności przemysłowej (tekst jednolity - Dz. U. z 2003 r., Nr 119, poz. 117 z późn. zm.) oraz z dnia 16 kwietnia 1993 r. o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji (Dz.U. z 2003 r., Nr 47, poz. 211 z późn. zm.).

Do powyżej wymienionych dziedzin aktywności człowieka mają zastosowanie ponadto liczne akty prawa międzynarodowego, których omówienie można znaleźć m.in. na stronie Urzędu Patentowego RP. Chodzi tu szczególnie o te kwestie, które nie zostały wprost uregulowane w polskim prawie, ale w praktyce gospodarczej można na takie zapisy się powoływać, gdyż Polska ratyfikowała je i implementowała je do swojego wewnętrznego systemu prawnego, a tym samym są w naszym kraju obowiązującym prawem. Z ochrony prawnej własności intelektualnej mogą korzystać na takich samych zasadach osoby fizyczne jak i osoby prawne. Celem ochrony jest zapewnienie uprawnionej osobie (fizycznej lub prawnej) wyłączności na osiąganie korzyści materialnych z przedmiotu ochrony, czyli własności intelektualnej (np. innowacyjnej technologii, nowatorskiego oprogramowania itd.). Z drugiej strony ma ona zagwarantować jej twórcy prawa do zidentyfikowania go jako autora.

Według art.1 Ustawy o prawie autorskim i prawach pokrewnych (dalej stosowany będzie skrót PAPP) przedmiotem prawa autorskiego jest utwór, czyli każdy przejaw działalności twórczej o indywidualnym charakterze, ustalony w jakiejkolwiek postaci, niezależnie od wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia. Utwór jest przedmiotem prawa autorskiego od chwili ustalenia, chociażby miał postać nieukończoną. Inaczej pisząc utwór (dzieło) jest dobrem niematerialnym, który wyrażony jest w postaci materialnej, czyli na jakimś nośniku (papier, taśma, zapis cyfrowy itp.).

Czytaj więcej na Portalu Innowacji – w dziale poświęconym prawu własności przemysłowej: http://www.pi.gov.pl/iob/chapter_86493.asp

Fot. Smartlink

Autor:Monika Kaczorowska 


powrót | do góry | strona główna | kalendarium | regulamin serwisu | pliki cookies | kontakt
Portal jest współfinansowany przez Unię Europejską w ramach środków Europejskiego Funduszu Społecznego.

© 2005-2018 Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości