Portal Finanse Firma Klastry Instytucje Promocja Polityka
Artykuły analityczne
2012/06/12 10:39:30
Efektywna komunikacja w procesach komercjalizacji wiedzy i transferu technologii

W XXI wieku – a nie zasoby naturalne czy tania siła robocza – staje się kluczowym źródłem przewagi konkurencyjnej. Tradycyjne jest ona wytwarzana w ośrodkach naukowych (uczelnie, jednostki badawczo-rozwojowe, laboratoria), a praktyczne zastosowanie znajduje w gospodarce (przedsiębiorstwach, na rynku, w przemyśle). By się jednak tak stało, nauka i biznes muszą się ze sobą komunikować. Po obu stronach potrzebni są więc partnerzy, którzy będą się nawzajem rozumieć, szanować i sobie ufać.  

Tymczasem wzajemne relacje nauki z biznesem ciągle nacechowane są dużą dozą niechęci, ciążą im stereotypowe wyobrażenia, które znakomicie identyfikuje w toczącej się właśnie debacie na temat tej współpracy prof. Wojciech Cellary z Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu, pisząc: W tej chwili na styku przemysłu i nauki mamy do czynienia ze wzajemną nieufnością, która w dużej mierze uniemożliwia innowacyjność. Czym bowiem jest innowacyjność? Wdrożeniem nowości do praktyki. A w Polsce naukowiec, który poświęci się innowacjom, nawet jeśli odniesie wielki sukces komercyjny i przemysł skorzysta na jego badaniach, najpewniej zostanie wyrzucony z uczelni za brak publikacji, bo z tego jest w świecie naukowym rozliczany. Tymczasem prace naukowe kończące się artykułem, nawet bardzo prestiżowym dla badacza, nie mają dla przemysłu żadnego znaczenia. A że doba ma 24 godziny - jednego i drugiego robić nie można. Przedsiębiorcy zainteresowani nie pomysłami, a praktycznymi zastosowaniami przynoszącymi pieniądze wychodzą więc często z założenia, że naukowcy potrafią wprawdzie zapisywać papiery, ale nic z tego nie wynika. Z drugiej strony, jeśli naukowiec przyjdzie do przemysłowca z ciekawym pomysłem, często słyszy: "Gdyby to było naprawdę takie dobre, jak pan mówi, to już dawno Amerykanie by to wymyślili", co oczywiście jest nieprawdą. Naukowcy także mają wiele uprzedzeń. Traktują przemysł jako branżę niezainteresowaną niczym ambitnym, chcącą podejmować minimalne ryzyko i rozwijać po prostu to, co już się sprawdziło. Obie strony są więc skażone wzajemną nieufnością i mają różne cele, z których są rozliczane(cyt. za link ).Najwyższy czas, by nauką z biznesem pożenić. To małżeństwo – jeśli nawet dojdzie do niego nie z miłości, a jedynie z rozsądku – musi zostać zawarte, bo tylko w ten sposób mamy szansę zbudować nowoczesną gospodarkę wiedzy, zapewniającą trwały innowacyjny rozwój.

„Okrągły stół” nauki i biznesu

Transfer wiedzy i technologii ze sfery nauki do sektora biznesu będzie się dokonywał tylko wtedy, gdy reprezentanci obu tych środowisk zaczną mówić o swoich oczekiwaniach i potrzebach w jednym języku, rozumiejąc przez określone pojęcia to samo. Obecnie w Polsce mamy z tym ogromny problem, który – jeśli chcemy zacząć nadrabiać dystans do globalnych liderów innowacyjnej gospodarki – powinniśmy, jak najszybciej rozwiązać. Dlatego z dużą satysfakcją i nadzieją należy przyjąć inicjatywę Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego „okrągłego stołu” środowisk akademickich i biznesowych. 17 maja br. na wspólnym spotkaniu oba światy miały szansę do siebie przemówić – nie za pośrednictwem mediów, ale w szczerej, rzeczowej i bezpośredniej rozmowie.  Barbara Kudrycka, minister nauki, otwierając spotkanie stwierdziła: - Dziś w interesie każdej uczelni jest, by umiały porozumieć się z pracodawcami i biznesem i wypracowały wspólne obszary współpracySpotykamy się w wyjątkowym momencie w historii szkolnictwa wyższego. Uczelnie właśnie teraz tworzą nowe programy kształcenia, których filarami są , umiejętności i kompetencje społeczne.  To szansa, by kształcenie zostało dostosowane do potrzeb rynku pracy (cyt. za link ). Na efekty tego naukowo-biznesowego „okrągłego stołu” zapewne trzeba będzie nieco poczekać, ważny jest jednak już sam sygnał i chęć prowadzenia dialogu. A że ten jest potrzebny, pokazują liczne przykłady. Sytuację dobrze opisuje prof. Andrzej Barczak, zauważając, że kariery osobiste tych dwóch stref przebiegają jakby odrębnymi drogami. Kariera naukowa jest w większości "introligatorska", a biznesowa zupełnie inna. nie wie, po co zabiegać o ekspertyzy, o współdziałanie z jakimś kołem badawczym, skoro można kupić nowość, wystawiając tylko fakturę (cyt. za link ).

Od monologu do dialogu

Między nauką a biznesem ciągle istnieje swoisty mur zbudowany z niewiedzy. Uczelnie nie do końca rozpoznają chociażby potrzeby rynku pracy, firmy nie do końca wykorzystują osiągnięcia naukowców; przedmiotem projektów badawczych jest to, co interesuje akademików, a nie to, co chcieliby przebadać przedsiębiorcy; innowacje zamiast w bardziej odpowiadających współczesnym uwarunkowaniom modelach sprzężeń zwrotnych i interakcji Kline’a czy holistycznym Mahodjoubi’ego zbyt często powstają w nieefektywnym, powszechnie krytykowanym modelu „pchanym”. W modelu tym proces wymyślenia innowacyjnego rozwiązania i wdrożenia go w realnej gospodarce przebiega liniowo od badań, poprzez prace rozwojowe, produkcję, marketing, aż do sprzedaży, czyli wprowadzenia na rynek, co obrazuje poniższy schemat.

Schemat 1. Liniowy innowacji

 

Źródło: opracowanie własne na podstawie M. Stawicki, W. Pander (red.), Metody ewaluacji  i kierunki wspierania innowacyjności ze środków Unii Europejskiej,

Ministerstwo Rozwoju Regionalnego, Warszawa 2010, s. 10.

Analizując liniowy, łatwo dostrzec jego słabość, której wyrazem jest proste pytanie: Skoro innowacyjne rozwiązania są wynikiem badań, czyli pracy naukowców, skąd ci uczeni czerpią inspiracje? Najprostsza i niestety często prawdziwa odpowiedź brzmi – z głowy. Efekt jest łatwy do przewidzenia – w uczelnianych laboratoriach powstają nikomu niepotrzebne wynalazki i technologie. Na szkoleniu w zakresie transferu technologii, w którym miałem przyjemność ostatnio uczestniczyć, omawialiśmy interesujący case study. Oto w ramach pewnego projektu badawczego powstał – jak się wydawało jego twórcom – innowacyjny, automatycznie wstrzykujący w ciało chorego aplikator do iniekcji podskórnych. Aplikator trafił do ekspertów w dziedzinie komercjalizacji wiedzy, którzy mieli wycenić nową technologię i zweryfikować jej potencjał, dając odpowiedź, czy warto angażować dalsze siły i środki na urynkowienie tej innowacji. Nowoczesny aplikator szybko okazał się urządzeniem po pierwsze niedopracowanym, po drugie – nikomu niepotrzebnym. By to stwierdzić, wystarczyły dwie rozmowy z praktykami, w tym przypadku pielęgniarką i lekarzem. Okazało się, że twórcy innowacyjnego aplikatora zaniedbali tak oczywiste kwestie, jak choćby konieczność zmieszczenia w jego obudowie fiolek/ampułek różnych producentów (różne rozmiary, kształty, itp.). Najważniejsze jednak, że projektując nowe urządzenie, nikt nie zadał podstawowego pytania: komu i po co  jest ono potrzebne? Iniekcje podskórne stosuje się w większości przypadków w warunkach ambulatoryjnych, co znacząco ogranicza użyteczność automatycznego aplikatora. W warunkach domowych samodzielnie można stosować insulinę i heparynę drobnocząsteczkową, potencjalną grupą docelową nowego urządzenia paramedycznego mogliby więc być diabetycy. Kłopot w tym, że na rynku od lat funkcjonują sprawdzone, mniej skomplikowane aplikatory insulinowe, tak zwane „peny”, dla których nowy apliaktor nie byłby żadną alternatywą ani tym bardziej konkurencją. Przykład ten pokazuje, jak ważna jest komunikacja na linii nauka-biznes/rynek. Liniowy innowacji nie sprzyja nawiązywaniu dialogu, interakcji i wymianie informacji, a tylko to może stać się podstawą udanych wdrożeń.

Znacznie bardziej efektywny jest sprzężeń zwrotnych, w którym to właśnie komunikacja odgrywa decydującą rolę. Nowatorskie rozwiązania – technologie, produkty, usługi – są tutaj postrzegane jako wynik wzajemnego oddziaływania na siebie poszczególnych elementów/aktorów całego systemu innowacji: sektora nauki, podmiotów gospodarczych, instytucji otoczenia biznesu, rynku, społeczeństwa (klientów/konsumentów), co ilustruje poniższy schemat.

Schemat 2. sprzężeń zwrotnych innowacji

 

Źródło: opracowanie własne na podstawie A. Matczewski, Popyt i podaż polskiego systemu innowacji a szanse podnoszenia poziomu innowacyjności gospodarki i budowania gospodarki opartej na wiedzy,  [w] E. Okoń-Horodyńska (red.) Rola polskiej nauki we wzroście innowacyjności gospodarki,  Wyd. Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, Warszawa 2004, s. 236.

W modelu sprzężeń zwrotnych podstawowym czynnikiem sukcesu jest elastyczność i umiejętność odpowiadania sektora nauki na aktualne potrzeby oraz wyzwania gospodarki i konsumentów. Umiejętności komunikacyjne są więc tutaj niezbędne – po pierwsze słuchać, po drugie odpowiadać. Taki interaktywny układ wymaga oczywiście także zmiany nastawienia po stronie przedsiębiorców. Z badań przeprowadzonych na zlecenie PARP wynika, że niespełna 9% firm z sektora MŚP współpracuje z uczelniami wyższymi, jednostkami B+R i centrami transferu technologii (źródło: Innowacyjność 2010, raport PARP, Warszawa 2010, s. 53). Zainteresowanie współpracą należy więc pobudzić po obu stronach, a podstawą wzajemnych relacji powinien być dialog, a nie monolog.

Luka komunikacyjna

Współpraca nauki z biznesem w dzisiejszych uwarunkowaniach gospodarczych jest z jednej strony koniecznością, z drugiej – wyzwaniem. Mamy tutaj bowiem do czynienia z zupełnie różnymi strukturami, odmiennymi kulturami organizacyjnymi, racjonalnościami. Parafrazując tytuł znanej książki, można powiedzieć, że przedsiębiorcy są z Marsa (muszą walczyć o zysk), a naukowcy z Wenus (dla nich liczy się już sama myśl, idea, a niekoniecznie działanie). Różnice te są tak diametralne, że niektórzy mówią wręcz o „genetycznych” barierach współpracy świata nauki z sektorem gospodarczym, tworzących tzw. „lukę komunikacyjną”: Występujące różnice w podejściu do realizowanych zadań oraz charakterze pracy prowadzą do specyficznej „luki komunikacyjnej” między nauką a biznesem, która ma długą i skomplikowaną genezę. Przyczyn należy szukać przede wszystkim w akademickich tradycjach i wartościach, stawianych celach oraz modelu kariery i oceny pracownika naukowego, a także w rynkowych priorytetach, kulturze biznesu, ciągłej niepewności czy horyzoncie czasowym podejmowania decyzji w podmiotach gospodarczych (źródło: Rekomendacje zmian w polskim systemie transferu technologii i komercjalizacji wiedzy, red. K. Matusiak i J. Guliński, PARP, Warszawa 2010, s. 135). Przedsiębiorcy przy każdej okazji podkreślają nieelastyczność jednostek naukowych, narzekają na skostniałe struktury uczelni, wytykają brak procedur, które mogłyby ułatwić współpracę. Zwykle, gdy szuka wsparcia naukowego, na pytanie na kiedy? odpowiada na wczoraj. Co więcej, wykładając własne pieniądze na badania, chce wyników nie tylko szybkich, ale także wiarygodnych.  Z drugiej strony stoi naukowy, który również nie jest wolny od wątpliwości, który nawet chciałby zaangażować się w projekt wdrożeniowy czy badania stosowane, ale czuje wewnętrzny opór i obawę, czy aktywność na tym polu nie zahamuje jego kariery naukowej. Jeśli naukowiec zacznie badać na potrzeby rynku, kiedy znajdzie czas na publikacje i pracę dydaktyczną? Takich dylematów po obu stronach jest wiele. W rezultacie i i naukowiec rezygnują z siebie i z szans, jakie sobie nawzajem stwarzają. W ten sposób pogłębia się „luka komunikacyjna”: Odmienność kultury organizacyjnej świata akademickiego i biznesu prowadzi do utrwalania krzywdzących dla obydwu środowisk stereotypów o: (1) „nawiedzonym naukowcu” pracującym nad nikomu niepotrzebnymi rozwiązaniami oraz (2)„niedouczonym przedsiębiorcy” niezdolnym do tego, aby poznać się na wartościowych pomysłach. Zmiana tego stereotypu ma kluczowe znaczenie dla budowy gospodarki wiedzy i rozwoju powiązań nauki i biznesu (źródło: j.w.).

Lista wzajemnych żalów i oskarżeń jest długa, co pokazują liczne badania dotyczące współpracy naukowców z przedsiębiorcami. Ci pierwsi wskazują najczęściej na takie bariery, jak: brak zainteresowania ze strony przedsiębiorców i ich niechęć do „wyłożenia” pieniędzy, brak profesjonalnych pośredników ułatwiających kontakt z firmami (np. brokerów innowacji i technologii), krępujące przepisy prawne (dziś w Polsce z prawnego punktu widzenia jedynym legalnym sposobem na z uczelni do przemysłu jest założenie spółki celowej), deficyt finansów, niedostateczna instytucjonalizacja współpracy. Z kolei przedsiębiorcy wskazują na zniechęcający do inwestowania w prace badawczo-rozwojowe system fiskalny, zbyt wygórowane oczekiwania finansowe po stronie uczelni i ośrodków badawczych, niedostosowanie oferty naukowej do specyficznych wymagań firmy, ignorancję ów naukowych w zakresie realiów biznesowych, biurokrację, wolne tempo pracy na uczelniach i ogólną niechęć naukowców do wchodzenia w projekty komercyjne. Porównanie barier utrudniających komunikację i współpracę nauki z biznesem zgłaszanych przez każdą ze stron pozwala stworzyć swoisty protokół rozbieżności, co przedstawia poniższa tabela.

Tabela. Kooperacja nauki i biznesu – protokół rozbieżności

Kryterium

Nauka

Biznes

Kultura organizacyjna

kultura wiedzy

kultura przedsiębiorczości

Perspektywa czasowa

kilka lat

kilka miesięcy

Perspektywa przestrzenna

kraj/świat

rynek

Wynagrodzenie

uznanie/prestiż/publikacje/tytuły

zysk

Źródło: A. Poszewiecki, Budowa strategii współpracy jednostek naukowych z biznesem. Analiza wybranych przypadków, [w] Poprawa współpracy nauki z biznesem, wyd. pokonferencyjne, Instytut Badań nad Demokracją i Przedsiębiorstwem Prywatnym, Warszawa 2010.  

Nauka w stronę biznesu, biznes w stronę nauki

Przynajmniej część z tych problemów już stała się przedmiotem prac odpowiednich instytucji, w tym zwłaszcza resortu nauki i szkolnictwa wyższego. Na przykład sygnalizowany przez środowiska akademickie problem braku brokerów innowacji i technologii, którzy mogliby być swoistym łącznikiem czy też pomostem pomiędzy światem nauki a biznesem, powinien rozwiązać rozpoczęty niedawno ministerialny projekt „Top 500 Innovators”, w ramach którego kandydaci na brokerów – zwykle są to młodzi naukowcy – na dwu- i trzymiesięcznych stażach w zagranicznych ośrodkach innowacji poznają praktyczne aspekty transferu technologii. Ta nauka jest niezbędna po to, byśmy potrafili przekuć efekty badań naukowy w sukces wdrożeniowy. Brokerzy znający techniki komercjalizacji wiedzy są niezbędni, jeśli współpraca nauki z biznesem ma być rzeczywista, a nie tylko deklarowana. Pierwsi uczestnicy programu już zebrali doświadczenia, które ciekawie opisuje Katarzyna Zachariasz: Do Doliny Krzemowej pojechali w październiku. Przed nimi było 60 dni wypełnionych wykładami, ćwiczeniami z kreatywnego myślenia, poznawaniem firm, laboratoriów. Były spotkania z przedsiębiorcami, inwestorami, przedstawicielami venture capital. Już pierwszy kontakt z Doliną wzbudził ich zdziwienie.Po pierwsze, przestrzeń. Na korytarzach uczelni i firm wygodne pufy, kanapy, fotele. Sale do odpoczynku. W pomieszczeniach do pracy wyposażenie takie, jakiego chcą pracownicy. Chcą hamak i krzesła barowe? Nie ma -sprawy. Jacek:Tam uważają, że jeśli siedzimy przy biurku, na krzesłach, pod krawatem, to jesteśmy mniej kreatywni niż wtedy, kiedy siedzimy w wygodnym fotelu i atmosfera sprzyja rozmowiePowód drugi, zespół. Nad projektami pracuje się w grupie. Ale nie jednolitej. W jednym zespole spotykają się studenci z różnych lat i kierunków.Przemysław:Kiedy usłyszałem, że wszyscy - fizycy, chemicy, lekarze, leśnicy - jedziemy razem w jedno miejsce, pomyślałem, że kogoś w -ministerstwie mocno pogięło. Myliłem się. Dopiero kiedy rozmawiałem z ludźmi z innych kierunków, okazało się, że pewne rzeczy nie istnieją. Teraz mogę je wymyślić i zbudować wokół nich firmę (źródło: link ). Istnieją już przykłady, że także w polskich warunkach współpraca na linii nauka-biznes za pośrednictwem profesjonalnych brokerów innowacji jest możliwa, np. ośrodek EIT+ we Wrocławiu, który bazuje na sieci brokerskiej. Plany zbudowania podobnej siatki powiązań między uczelniami a przedsiębiorcami w oparciu o brokerów ma Białostocki Park Naukowo-Technologiczny. Jej dyrektor, dr Jolanta Koszelew, wskazuje na jeszcze jednej istotny dla przezwyciężenia problemów komunikacyjnych aspekt: - Myślę, że pomocne byłoby wykreowanie takiej swoistej mody na obecność przedsiębiorców na uczelniach. To ważne, ponieważ dzięki temu to kształcenie stanie się bardziej praktyczne. Studenci nadal zdobywają przede wszystkim wiedzę teoretyczną, prace magisterskie i inżynieryjne ciągle mają charakter opracowań mocno teoretycznych, opierających się na źródłach bibliograficznych, a w mniejszym stopniu na własnych badaniach i analizach. Ten trend powoli się zmienia, ale jeszcze wiele w tym zakresie musimy zrobić. Mówiąc wprost, musi być stałym elementem procesu kształcenia, a nie tylko rzadkim gościem, który pojawia się na uczelni jedynie przy okazji realizacji jakiegoś wspólnego, zwykle dotowanego przez Unię Europejską, projektu. Te postulowane przez środowiska akademickie i biznesowe zmiany są już wprowadzane. Po reformie przepisów dotyczących szkolnictwa wyższego przedsiębiorcy mogą realnie wpływać na kształt programów studiów. Resort nauki wręcz wymaga od uczelni opinii przedsiębiorców na temat ich programów kształcenia. Uniwersytety czy politechniki mogą w ramach swoich struktur tworzyć tzw. konwenty, czyli zespoły strategicznych doradców, w których ważny głos otrzymają pracodawcy, przedsiębiorcy, praktycy. Firmy i uczelnie mogą również tworzyć konsorcja badawcze, realizować wspólne projekty, umawiać się co do praktyk studenckich, programów stażowych, itp. Kooperacja nauki z biznesem może przybrać różnorodne formy poczynając od klasycznej usługi na zlecenie, poprzez dotację badawczą z prawem wykorzystania wyników badań w działalności gospodarczej, spółkę uczelni z firmą, konsorcjum, a kończąc na spin-off.

Dla zdynamizowania kontaktów nauki z biznesem – poza tym, co już udało się zrobić –  warto wprowadzić szereg zmian strukturalnych i systemowych, takich jak:

  • wpisanie w oficjalne dokumenty statutowe uczelni działań na rzecz przedsiębiorczości akademickiej i komercjalizacji wiedzy;
  • działania na rzecz większej mobilności kadr naukowych;
  • promocja prorynkowego modelu nauki.

Na taki prorynkowy postawiono w Wielkiej Brytanii, gdzie stanowi standardową, często wykorzystywaną formułę kontaktów między światem nauki a sektorem biznesu. Dobrym przykładem ilustrującym praktyczne funkcjonowanie tego modelu jest działalność spółki ISIS Innovation LTD. Spółka ta jest własnością Oxford University, a jej podstawowe zadanie polega na wspieraniu ów uczelni w procesach komercjalizacji wiedzy. Wsparcie to obejmuje m.in. takie obszary, jak: pomoc prawna w zakresie ochrony własności intelektualnej (spółka pokrywa wszystkie związane z patentowaniem), wsparcie przy wycenie technologii i negocjacjach z potencjalnymi inwestorami (spółka negocjuje kontrakty i umowy), doradztwo biznesowe oraz bieżąca obsługa (księgowość i finanse). Co ważne i co znacząco odróżnia brytyjski od rozwiązań stosowanych zwykle w Polsce, chociaż ISIS Innovation LTD jest spółką w pełni należącą do Uniwersytetu, nie jest w żaden sposób wpisana w struktury uczelni, nie stanowi jej oddziału, jednostki organizacyjnej. Dzięki temu funkcjonuje w kulturze organizacyjnej odpowiadającej potrzebom i uwarunkowaniom rynkowym, a nie akademickim – dominuje w niej więc orientacja komercyjna, czas realizacji poszczególnych projektów i zadań mierzy się w dniach i tygodniach, a nie semestrach. Pracownicy naukowi Oxford University czerpią korzyści w postaci umów licencyjnych, indywidualnych konsultacji na rzecz biznesu i udziałów w spółkach (to rozwiązanie odpowiednie dla tych „akademików, którzy mają zmysł biznesowy). Spółka zarabia na marży, jaką narzuca na każdy sfinalizowany/skomercjalizowany projekt czy każdą usługę konsultingową wykonaną przez pracownika uczelni na rzecz biznesu. Korzyści są więc obustronne, twórcy (pracownicy naukowi) wnoszą swój kapitał intelektualny, spółka natomiast dostarcza struktury i procedury, które ułatwiają lub wręcz umożliwiają komercjalizację wiedzy. W efekcie z  Oxford University do gospodarki nie jest deklaracją, a nabiera realnego wymiaru, czego wyrazem są choćby rosnąca liczba zgłoszeń patentowych (średnio 60-70 rocznie), nowych projektów komercjalizacji i transferu (co roku ok. 100), zakładanych spółek (średnio 3-4 rocznie) i wreszcie rocznych obrotów spółki (z 0,9 mln fontów w 2000 r. do 7,5 mln w 2010 r.). Warto jednak zaznaczyć, że te „plony” są osiągane dzięki dużym i systematycznym „zasiewom” – spółka w bieżącej działalności prowadzi bowiem średnio ponad 1000 projektów. W przypadku transferu technologii mamy do czynienia z ostrą selekcją – duża liczba projektów generuje niewiele patentów, które przeradzają się w nieliczne umowy licencyjne i/lub spółki i spin-off. Sukces ISIS Innovation LTD jest konsekwencją zastosowania rozwiązań, które umożliwiły efektywną komunikację między wszystkimi interesariuszami procesu komercjalizacji wiedzy i transferu technologii:

  • komunikacja z badaczami/naukowcami;
  • komunikacja z uczelnią/administracją wydziałową;
  • komunikacja z osobami kluczowymi (rektor, kwestor, kanclerz).

W komunikacji wewnętrznej – z pracownikami naukowymi zaangażowanymi do realizacji projektów na rzecz gospodarki – spółka stosuje takie kanały komunikacyjne, jak m.in. spotkania robocze, raportowanie, kontakty nieformalne. W efekcie ISIS Innovation LTD stanowi wzór budowania i utrzymywania trwałych, efektywnych relacji na linii nauka-biznes.  

Skazani na współpracę

Niezbędnym warunkiem wykorzystania tego potencjału i nawiązania realnej współpracy w oparciu o efektywną komunikację jest zatem przełamanie stereotypów i utartych schematów myślowych oraz zmiana o charakterze mentalnościowym. Obie strony – nauka i biznes – zbyt często zachowują się tak, jakby nie wiedziały lub nie chciały wiedzieć o swoim istnieniu. Widoczny jest strach przed zainicjowaniem kontaktu, wykonaniem tego pierwszego, kluczowego kroku – kto do kogo ma przyjść? Odpowiedź jest prosta: ten, kto ma jakąś potrzebę, zgłasza się do tego kto może ją zaspokoić ( do pracownika naukowego); ten, kto ma jakiś pomysł zgłasza się do tego, kogo może on zainteresować ( naukowy/wynalazca do przedsiębiorcy/inwestora). Nauka i biznes we wzajemnych relacjach wykazują jeszcze zadziwiającą pasywność, podczas gdy obie strony są na siebie skazane i to – biorąc pod uwagę współczesne trendy gospodarcze – bez prawa apelacji.

Źródła:

M. Stawicki, W. Pander (red.), Metody ewaluacji i kierunki wspierania innowacyjności ze środków Unii Europejskiej, Ministerstwo Rozwoju Regionalnego, Warszawa 2010

A. Matczewski, Popyt i podaż polskiego systemu innowacji a szanse podnoszenia poziomu innowacyjności gospodarki i budowania gospodarki opartej na wiedzy, [w] E. Okoń-Horodyńska (red.) Rola polskiej nauki we wzroście innowacyjności gospodarki, Wyd. Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, Warszawa 2004

Rekomendacje zmian w polskim systemie transferu technologii i komercjalizacji wiedzy, red. K. Matusiak i J. Guliński, PARP, Warszawa 2010

Innowacyjność 2010, raport PARP, Warszawa 2010

Poprawa współpracy nauki z biznesem, wyd. pokonferencyjne, Instytut Badań nad Demokracją i Przedsiębiorstwem Prywatnym, Warszawa 2010

http://m.wyborcza.biz/biznes

http://www.nauka.gov.pl

http://www.slideshare.net

http://www.wnp.pl/wiadomosci/109341.html

http://wyborcza.biz/biznes/2029020,101716,11463130.html

Fot. Smartlink

Autor:Waldemar Wierżyński 


powrót | do góry | strona główna | kalendarium | regulamin serwisu | pliki cookies | kontakt
Portal jest współfinansowany przez Unię Europejską w ramach środków Europejskiego Funduszu Społecznego.

© 2005-2018 Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości