Newsy
2016/01/07 10:34:10
Akceleratory dla start-upów

Rewolucja w podejściu do start-upów, jaka się dokonała w ostatnich latach na świecie, nie ominęła Polski. Młodzi przedsiębiorcy marzący o globalnym rynku mają wiele możliwości, choć nie wszystkie rozwiązania są łatwo dostępne. Przykładowo o miejsce w akceleratorach dla biznesu trzeba powalczyć z liczną konkurencją.    

Globalne akceleratory 1

Idea działania akceleratora jest prosta. Organizatorzy przyjmują grupę młodych start-upów o globalnym potencjale, które przez krótki czas (zwykle od kilku tygodni do 6 miesięcy) biorą udział w intensywnym szkoleniu. Inwestują w nie od kilkunastu do kilkuset tysięcy dolarów (w zamian za kilka procent udziałów w firmie) oraz organizują dla nich szereg spotkań z ekspertami, przedsiębiorcami działającymi w tej samej branży, inwestorami. Start-upy biorące udział w takim programie dostają więc trzy rzeczy – mentoring, inwestora oraz kontakty.

Skąd wzięła się idea tworzenia takich miejsc? Wkrótce po boomie na spółki internetowe końca lat 90. w światowej gospodarce zaszło kilka fundamentalnych zmian. Znacząco spadł koszt stworzenia firmy technologicznej mogącej rywalizować z najlepszymi. Do tego nastąpił zwrot w postrzeganiu roli marki. Choć nadal ma ona znaczenie, to równocześnie pojawiły się przykłady firm, które startując od zera, w kilka lat osiągnęły pozycję globalnych liderów (Google, Facebook). I wreszcie znalezienie odbiorców na całym świecie jest dziś nieporównywalnie prostsze i tańsze niż 20 lat temu. Dla produktów informatycznych praktycznie nie ma barier geograficznych, w przypadku innych dóbr – ich dostarczenie stało się na tyle łatwe, że proponując coś wyjątkowego, można liczyć na powodzenie niezależnie od tego, gdzie ma się siedzibę. Tu jednak jest pewien „haczyk”. Owszem, nie ma znaczenia miejsce powstania start-upu, ale dla jego rozwoju i tego, czy uda mu się odnieść światowy sukces, olbrzymią wagę ma to, w jakim środowisku będzie się rozwijać. W tym kontekście pojawia się kluczowy – ekosystem. Rolą akceleratora jest pomoc start-upowi, by stał się jego częścią. Świetny pomysł na biznes może mieć każdy, gdziekolwiek się znajduje, ale nie wszędzie znajdzie tych kilka kluczowych zasobów, by z małej firmy stworzyć międzynarodowego lidera – finansowanie, wiedzę i doświadczenie w poruszaniu się po bardzo konkurencyjnym rynku, a do tego współpracowników, którzy pomogą rozwinąć pomysł. Ranking takich najkorzystniejszych lokalizacji – ekosystemów – na świecie znajdziemy w publikowanym po raz trzeci raporcie firmy Compass Inc. „Global Startup Ecosystem Ranking 2015”(zob.: infografika).

Globalne centra - wykres 1

Niekwestionowanym liderem jest Dolina Krzemowa, następnie parę miejsc w Stanach Zjednoczonych, w Europie (tu prym wiedzie Londyn) oraz w Azji, a do tego pojedyncze lokalizacje reprezentujące resztę świata. Autorzy raportu podkreślają, że nie jest on kompletny. Nie zostały włączone do niego dane na temat miejsc, gdzie najdynamiczniej rozwijają się start-upy w Azji – w Chinach, Japonii i Korei Południowej. Miasta z tych krajów, które mogą powalczyć o miejsce w pierwszej dwudziestce, to Tokio, Tajpej, Pekin, Szanghaj, Shenzhen i Seul. W raporcie wymieniono również miasta, które aspirują do grona najważniejszych centrów powstawania start-upów w poszczególnych regionach świata. W tym zestawieniu znalazła się Warszawa, jako jedno z 14 miast europejskich – obok niej jest też Barcelona, Bruksela, Dublin, Helsinki, Kopenhaga, Jerozolima (Izrael analizowany był wspólnie z lokalizacjami europejskimi), Madryt, Mediolan, Oslo, Rzym, Stambuł, Sztokholm i Tallin.

Obecnie nie sposób policzyć wszystkich działających akceleratorów, bowiem oprócz tych stale funkcjonujących, jest też szereg programów akceleracyjnych, uruchamianych przez lub międzynarodowe koncerny informatyczne i telekomunikacyjne. Część z nich to inicjatywy jednorazowe, inne po przerwie uruchamiane są ponownie, pozostałe działają czasem w kilku krajach jednocześnie. Ponad 140 adresów akceleratorów z całego świata można znaleźć na poświęconej im stronie accelerat.io. Spośród polskich inicjatyw znalazła się tam tylko jedna – warszawski Orange Fab.

Co wyróżnia najlepsze akceleratory?

Globalne akceleratory 2

Pierwszy globalny akcelerator dla start-upów pojawił się 10 lat temu. To Y Combinator, do dziś uznawany za jeden z najlepszych. Nabór prowadzony jest dwa razy do roku i orientacyjnie przyjmowana jest co setna ze zgłaszających się firm. Biorące udział w programie start-upy na trzy miesiące przenoszą się do Doliny Krzemowej, gdzie przechodzą intensywny program szkoleń i spotkań z mentorami i inwestorami. Wartością dodaną jest to, że uczą się nie tylko od osób z zewnątrz, ale też wzajemnie od siebie – wiele spotkań odbywa się codziennie w grupach, np. przy wspólnym lunchu. Y Combinator inwestuje w firmy niewielkie sumy pieniędzy (ok. 120 tys. dolarów) w zamian za nieduże pakiety akcji, ale nie pobiera żadnych opłat dodatkowych. Przede wszystkim jednak pomaga start-upowi samemu znaleźć najlepszą dla niego strategię działania. Korzyści nie kończą się wraz z końcem trwania programu. oprócz kontaktów otrzymuje „stempel” spółki, która wyszła z Y Combinatora – wart tyle, co dla prawnika dyplom Harvardu. Wystarczy dodać, że od momentu powstania akceleratora wsparcie otrzymało ponad 800 start-upów, a ich obecna wartość to ponad 30 mld dolarów!

W 2010 r. powstał Global Accelerator Network (GAN) – największa na świecie sieć akceleratorów. Jego założyciele postanowili powiększyć zasięg oddziaływania poprzez włączenie w jedną strukturę akceleratorów z ponad 100 miast na całym świecie. Chcąc wejść w skład GAN trzeba spełniać kilka warunków. Konieczne jest posiadanie przynajmniej jednego przeprowadzonego z sukcesem programu akceleracyjnego. Taki program musi być krótkoterminowy (3-6 miesięcy), a grupa biorąca w nim udział jednorazowo nie może być większa niż 10-20 firm. Akcelerator powinien inwestować w start-upy, które przyjmuje i nie może pobierać od nich żadnych opłat. Musi też posiadać dużą grupę mentorów (40-80). Taki rodzaj standaryzacji to sposób na zagwarantowanie jakości.

W Europie najbardziej renomowanym akceleratorem jest założony w 2007 r. SeedCamp. W swojej ofercie ma zarówno inwestycje, szkolenia i warsztaty prowadzone w Londynie (notabene w kampusie Google), jak też programy akceleracyjne w Stanach Zjednoczonych. Jego sposób działania najlepiej pokazuje statystyka. Przez 8 lat zainwestował w swoje spółki około 280 mln dolarów. Na 156 firm – 111 wciąż jest w portfelu, 11 zostało sprzedanych (przejętych przez inwestorów z zewnątrz), a 34 zostały zlikwidowane. SeedCamp wyszukuje start-upy z całego świata i na początku inwestuje w nie do 200 tys. euro. Później, na dalszych etapach rozwoju, dopuszcza kolejne inwestycje.

Na polskim podwórku

Jakie możliwości w dziedzinie akceleratorów oferuje polskim start-upom rodzimy rynek? Jedną z najciekawszych inicjatyw jest program „Ready to Go!” (RTG!), prowadzony od kilku lat przez AIP Business Link (sieć akceleratorów dla biznesu), w ramach której działa 10 biur w największych polskich miastach (Gdańsk, Katowice, Kraków, Lublin, Łódź, Poznań, Szczecin, Toruń, Warszawa, Wrocław). Business Link to przedsięwzięcie prowadzone przez organizację Polska Przedsiębiorcza. Jest to kontynuacja i rozwinięcie istniejącej już od ponad 10 lat sieci Akademickich Inkubatorów Przedsiębiorczości. W ramach programu „Ready to Go!” ponad 20 młodych polskich start-upów (m.in. Brand24, Migam, Vintom, Intel Clinic, InPay) wzięło udział w programach akceleracyjnych w Dolinie Krzemowej, Szanghaju i Londynie. Wyjazddo USA trwa trzy tygodnie (tydzień w San Francisco, dwa w Paolo Alto), krótsze są wyjazdy do Londynu (tydzień) i Szanghaju (dwa tygodnie).

– Możliwość takiego wyjazdu zdobywa się, wygrywając jeden z naszych Business Mixerów, gdzie trzy firmy z ekosystemu prezentują gotowość do wyjścia ze swoim produktem na rynki zagraniczne. W trakcie całego pobytu zapewniamy spotkania z lokalnymi przedstawicielami władz, inwestorami, partnerami strategicznymi i klientami, a start-upu pokazywana jest na targach branżowych. Wszelkie te wydarzenia są dopasowane do specyfiki danej firmy. W tym roku wyślemy jeszcze 40 firm – opowiada Cezary Stacewicz, Chief Officer w Business Link Poland i Manager Business Link Łódź.

Najnowszą inicjatywą Polski Przedsiębiorczej jest stworzenie „Business Link Narodowy” –miasteczka start-upów, które ma powstać do końca tego rokuna terenie Stadionu Narodowego w Warszawie. Przedsięwzięcie jest reklamowane jako największy akcelerator biznesu w Europie (docelowo ma pomieścić 850 firm). W zamierzeniach jest też przyciąganie start-upów z zagranicy, dzięki czemu Polska ma stać się największym centrum przedsiębiorczości w regionie. Przedsiębiorcy będą mieć dostęp nie tylko do wspólnej przestrzeni biurowej, ale też do laboratoriów i serwerów. Będą mogli również korzystać z centrum konferencyjnego na 2 tys. osób.

Inną, ciekawą inicjatywą był prowadzony w 2013 i na początku 2014 r. program „Accelerate”, stworzony przez krakowski fundusz VC Innovation Nest. Fundusz ten specjalizuje się w inwestycjach w spółki informatyczne, działające na rynku SaaS (Software as a Service). Planując stworzenie własnego programu akceleracyjnego, wzorowano się na najprężniej działających akceleratorach w Stanach Zjednoczonych i Europie, ale jednocześnie starano się dostosować go do lokalnych potrzeb. Młodym polskim firmom funkcjonującym w branży SaaS zaproponowano więc program będący kombinacją miesięcznych warsztatów w Polsce i dwutygodniowego wyjazdu do Doliny Krzemowej, gdzie m.in. spotykali się z ekspertami oraz inwestorami. Po powrocie firmy brały udział w warsztatach, odbywających się w formule trzech zjazdów po dwa dni w ciągu kilku tygodni. Głównym ich tematem była pomoc w zdefiniowaniu ich modelu biznesowego – kto jest klientem, jaki ma on problem i jak chce pomóc w jego rozwiązaniu. Dodatkowo w wybrane spółki fundusz inwestował 25 tys. dolarów w zamian za 8% udziałów. W pierwszej edycji wzięło udział osiem zespołów, z czego do Doliny Krzemowej pojechały cztery.

– Dla nas był to swego rodzaju test. Czy nasze wyobrażenie na temat takiego programu akceleracyjnego w Polsce się sprawdzi? Czy są zainteresowane tym start-upy, które jednocześnie spełniają kryteria udziału w programie? Chcieliśmy też sprawdzić, czy osoby, które wezmą udział w programie, poradzą sobie w Stanach – mówi Marcin Szeląg, partner w funduszu Innovation Nest.

Chętni byli, a w Dolinie Krzemowej młodzi przedsiębiorcy nie bali się z zaangażowaniem przekonywać do swojego pomysłu rozmówców, nie przejmując się tym, że często były to osoby z największych światowych firm (np. Amazon). Dla właścicieli technologicznych start-upów wyjazd był cenną lekcją, przede wszystkim pokazał szerszy kontekst dla ich działań i dał im impuls do rozwoju.

W kolejnych edycjach postanowiono podnieść wymagania stawiane start-upom i skoncentrować się na bardziej zaawansowanych formach pomocy. Tu jednak natrafiono na pewną barierę. Organizatorom zależało na wyszukiwaniu firm, które chcą działać globalnie. Z tym jednak w Polsce jest kłopot – choć mamy wiele technologicznych start-upów, tylko część z nich myśli o światowych rynkach. Swego rodzaju mentalną pułapką jest to, że nasz rynek, choć w skali świata nie największy, jest jednak wystarczająco duży, by można było osiągnąć sukces, koncentrując się wyłącznie na nim (przykłady największych polskich portali czy serwisu Allegro). To demotywuje wielu młodych przedsiębiorców. Inna sprawa, że w tym czasie pojawiło się też dużo więcej możliwości. Polskim rynkiem zainteresowały się m.in. zagraniczne akceleratory. Na spotkaniach w Krakowie i w Warszawie do starania się o udział w programach akceleracyjnych zachęcali wspólnie austriacki fundusz VC Fiedler Capital i brytyjski akcelerator Oxygen. We wspieranie start-upów zaangażowały się też agendy rządowe. Od 2013 r. w San Francisco działa np. polskie biuro akceleracyjne w Dolinie Krzemowej, stworzone przez Wydział Promocji Handlu i Inwestycji Ambasady Polskiej w Stanach Zjednoczonych. Współpracuje ono m.in. z akceleratorem US Market Acces Center oraz kampusem dla start-upów RocketSpace. Biuro to brało udział w realizacji pilotażowego projektu PARP „Polski Most Krzemowy” (finansowanego z PO IG, a zakończonego w grudniu 2015 r.). Dzięki temu przedsięwzięciu 31 polskich firm, które się zgłosiły i przeszły proces selekcji, mogło nieodpłatnie skorzystać z powierzchni biurowej, usług doradczych i szkoleniowych (w tym analiza rynku, pomoc w poradzeniu sobie z prawnymi aspektami uruchamiania działalności w USA). Częścią tej oferty był typowy dla wszystkich akceleratorów intensywny program szkoleń oraz spotkań mentoringowych i networkingowych. Kontynuacją tego ma być szerszy – skierowany nie tylko na rynek amerykański – 5-letni projekt „Polskie Mosty Technologiczne” (zaplanowany na lata 2016-2020), finansowany z Programu Operacyjnego  Inteligentny Rozwój.

W Polsce, podobnie jak na całym świecie, rośnie znaczenie akceleratorów tworzonych przez duże międzynarodowe koncerny informatyczne czy telekomunikacyjne. Dobrym przykładem jest krakowski hub:raum oraz warszawski Orange Fab. Ten pierwszy to centrum innowacyjności grupy Deutsche Telekom (właściciela operatora telefonii komórkowej Mobile), drugi to akcelerator firmy Orange. Oba koncentrują się na start-upach rozwijających produkty, które mogłyby poszerzyć ich ofertę usług. Z kolei w Warszawie pod patronatem władz miasta i przy współudziale -Mobile oraz hub:raum uruchomiono program Waw.ac, skierowany do młodych firm z branży nowoczesnych technologii. Program warsztatów i spotkań trwa tu 6 tygodni, a na zakończenie spółki mogą zaprezentować się przed potencjalnymi inwestorami. Dodatkowo start-up, który wygra konkurs, otrzymuje nagrodę pieniężną (10 tys. zł i 5 tys. dolarów do wykorzystania na produkty, które można kupić w ramach Amazon Web Services).

Akceleratory bio i tech

W przypadku rynku międzynarodowego zauważyć można jeszcze jedną tendencję – rośnie również znaczenie akceleratorów specjalizujących się w dziedzinach, takich jak czy produkcja sprzętu elektronicznego (hardware).

Przykładem akceleratora biotechnologicznego jest amerykański Accelerator Corp w Seattle. To trochę kombinacja funduszu VC, parku technologicznego i akceleratora. W firmy biotechnologiczne inwestuje już od 10 lat. W portfelu ma szereg spółek pracujących nad innowacyjnymi rozwiązaniami, głównie z dziedziny medycyny – opracowujących leki onkologiczne, szczepionki, nowe terapie na choroby autoimmunologiczne. Firmom, które do niego trafiają, daje kombinację kilku rzeczy – inwestycję (ze strony funduszy VC), dostęp do laboratoriów, wsparcie eksperckie oraz kontakty biznesowe. Innym przykładem jest irlandzko-amerykański akcelerator Indie Bio, który wystartował na początku 2015 r. Jego celem jest inwestowanie w spółki biotechnologiczne będące na wczesnym etapie rozwoju. W obu siedzibach (Cork w Irlandii i San Francisco w USA) zapewnia dostęp do laboratoriów, przestrzeni biurowej oraz typowych dla akceleratora usług – inwestycji funduszu VC (konkretnie SOS Ventures, 50 tys. dolarów za 8% akcji start-upu), spotkań i szkoleń. Nabór będzie prowadzony trzykrotnie w ciągu roku, a program akceleracyjny trwa 100 dni. Wśród spółek, które trafiły do pierwszej edycji programu, znalazły się m.in. Orphidia, start-up rozwijający technologię taniej i szybkiej diagnostyki badań krwi (przenośne urządzenie za 10 dolarów na podstawie kropli krwi ma zdiagnozować do 50 chorób), Pembient – produkującą róg nosorożca na bazie m.in. jego DNA, dla której celem jest, by nieopłacalny stał się nielegalny prowadzący do wybijania tych zwierzą. To tylko przykłady pokazujące różnorodność firm, które mogą zakwalifikować się do tego akceleratora.

We wspieraniu firm produkujących sprzę (hardware) specjalizuje się z kolei Hax Accelerator (dawna nazwa HAXLR8R). Swoje siedziby ma w dwóch miejscach na świecie. W San Francisco odbywa się „Demo Day”, czyli prezentacja produktów uczestniczących w programie firm, a w Shenzhen w Chinach zlokalizowane są laboratoria, w których start-upy mogą pracować nad ich rozwijaniem i dopracowywaniem. Hax reklamuje się jako akcelerator, którego podopieczni pochodzą z trzech kontynentów (na 65 start-upów, w które zainwestował, 35 pochodziło ze Stanów Zjednoczonych, a po 15 z Europy i Azji) i dużo lepiej niż gdzie indziej udaje im się przetrwać (tylko 10% start-upów upada). W jeden projekt inwestuje średnio 300 tys. dolarów.

Akcelerator czy park?

Polskie start-upy mogą na równi z firmami z całego świata ubiegać się o miejsce w tego typu programach. Na razie jednak, przynajmniej w przypadku biotechnologii i sprzętu, gdzie do prac badawczych potrzebny jest dostęp do zaawansowanej aparatury i laboratoriów, często lepszą opcją jest park technologiczny. Dobrymi przykładami są Apeiron Synthesis z Wrocławskiego Parku Technologicznego, czy MpicoSys z Pomorskiego Parku Technologicznego w Gdyni. Obie z powodzeniem rozwijają swoją działalność na rynkach międzynarodowych.

Oprócz infrastruktury park do pewnego stopnia dostarcza też tych elementów, które dają akceleratory, choć robi to na mniejszą, lokalną skalę. Są to kontakty ze środowiskiem naukowym, funduszami VC i innymi podobnymi start-upami. Firmy działające w parkach mogą oczywiście wziąć udział w programie akceleracyjnym. Kwestią kluczową jest zdecydowanie się na to we właściwym momencie, tak by przyniosło to jak największe korzyści. Gdzie start-upy powinny szukać swojego miejsca i w jaki sposób to robić, podpowiadają autorzy wspominanego wcześniej raportu „Global Startup Ecosystem Ranking 2015”. Radzą m.in., by start-up, który chce rozwijać działalność na skalę globalną, w sposób świadomy wykorzystał silne punkty poszczególnych lokalizacji. W małym i tanim ekosystemie warto pracować, gdy produkt nie jest jeszcze w pełni dopracowany do wprowadzenia go na rynek. Do większego i silniejszego – szczególnie pod względem kapitałowym – ekosystemu (np. Dolina Krzemowa) przeprowadzić się dopiero, gdy jest na to gotowa. Jeśli z jakichś względów nie można tego zrobić, przynajmniej powinien się tam przenieść jej zarząd. Tylko w takich ekosystemach można bowiem pozyskać istotne finansowanie na rozwój. Warto też pomyśleć o założeniu drugiego biura w ekosystemie, w którym są świetnie wykwalifikowani pracownicy (m.in. Austin, Tel Awiw i Sydney). Z kolei biuro handlowe warto założyć tam, gdzie jest najłatwiejszy dostęp do rynku – tu szczególnie polecanym miejscem jest Nowy Jork.

Tekst został zaktualizowany 12.01.2016r.

Autor:Krzysztof Orłowski 


powrót | do góry | strona główna | kalendarium | regulamin serwisu | pliki cookies | kontakt
Portal jest współfinansowany przez Unię Europejską w ramach środków Europejskiego Funduszu Społecznego.

© 2005-2016 Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości