Portal Finanse Firma Klastry Instytucje Promocja Polityka
Newsy
2010/06/04 12:22:44
Wywiad z dr Piotrem Tamowiczem
1. Robert Krupowicz: Panie Doktorze czy zaryzykuje Pan tezę, że w Polsce nie ma obecnie luki kapitałowej między projektami, które mają na celu wprowadzenie innowacji do gospodarki a funduszami kapitałowymi, które byłyby w stanie i wyrażałyby gotowość sfinansowania takiego przedsięwzięcia? Słowem, czy jesteśmy świadkami sytuacji równowagi popytu na kapitał finansujący innowacyjne przedsięwzięcia gospodarcze obarczone wysokim  stopniem ryzyka i podażą pomysłów na urynkawianie wiedzy?

Piotr Tamowicz: Takiej tezy bym jednak nie zaryzykował. Sytuacja w zakresie podaży kapitału znacznie się zmieniła w okresie ostatnich kilku lat szczególnie jeśli porównamy to do stanu z początku obecnej dekady. Nie jest jednak aż tak "różowo". Choć te strumienie finansowe dobrze wyglądają na papierze to wciąż mamy problem z ich uruchamianiem. Przykładowo Krajowy Fundusz Kapitałowy dysponuje kwotą 180 milionów Euro, ale od połowy zeszłego roku te środki jakoś nie mogą trafić na rynek, gdyż konkurs się przeciąga. Z kolei fundusze zalążkowe organizowane w ramach działania 3.1 PO IG dopiero od zeszłego roku zabrały się za działalność operacyjną. Większość ze 100 milionów Euro może jednak zostać skonsumowana na tzw. inkubację pozostawiając niedosyt po stronie realnych inwestycji. Poza tym martwi mnie, że wiele podmiotów dysponujących środkami inwestycyjnymi nie potrafi dotrzeć do przedsiębiorców.

2. R.K.: Wielu praktyków, reprezentujących instytucje otoczenia innowacyjnego biznesu uważa, że na rynku kapitałowym można znaleźć dostateczną ilość różnorodnych źródeł finansowania adekwatnych dla potrzeb poszczególnych etapów transferowania technologii ze środowiska uniwersytetu na rynek. Zgodnie z tą opinią problem polega bardziej na braku wystarczającej ilości dobrze przygotowanych projektów, które trafiają następnie do inwestorów. Tezę tę potwierdzają także menedżerowie firm konsultingowych, którzy mówią, że najczęstszymi mankamentami oferowanych inwestorom finansowym projektów są: brak opracowanej strategii rozwoju produktu lub przedsięwzięcia, próba wejścia na "słaby rynek", brak wykazania realnego popytu na produkt, ignorowanie interesu i ryzyka finansującego czy też brak realizmu biznesowego. Czy rzeczywiście problem leży po stronie podaży, profesjonalnie przygotowanych z punktu widzenia biznesowego, projektów ze sfery innowacyjnej gospodarki?

P.T.: Tak, tzw. gotowość inwestycyjna (czyli umiejętność opisania projektu w sposób zrozumiały dla inwestorów) to obecnie kluczowy problem. Jest to tym bardziej wyraźne, gdy na rynku pojawiło się więcej kapitału i zaczęła się o dobre projekty. Sytuację po stronie podaży kapitału można zmienić stosunkowo szybko, szczególnie jeśli ta podaż zostanie zasilona środkami publicznymi. Gorzej jest natomiast z mentalnością przedsiębiorców, a raczej kandydatów na przedsiębiorców. Choć w zasadzie to nie jest problem mentalności, ale pewnej nieznajomości reguł rynków finansowych i wynikającej stąd nieumiejętności takiego opisania swojego pomysłu, aby był przejrzysty i zrozumiały dla inwestorów. Na pocieszenie mogę powiedzieć, że słaba gotowość inwestycyjna to problem ogólnoeuropejski, a nie wyłącznie nasz polski.

3.  R.K.: Spójrzmy w takim razie na słabe strony rynku kapitałowego finansującego przedsięwzięcia innowacyjne. I znowu odniosę się do opinii konsultantów biznesowych, którzy twierdzą, że finansujący przedsięwzięcia innowacyjne szukają przede wszystkim tzw. "złotych ziaren", ponieważ lepiej jest zrealizować kilka, ale dużych projektów niż prowadzić dużo, ale małych przedsięwzięć. To tyle samo pracy, a rentowność w pierwszym przypadku jest większa. Wyliczając dalsze słabości należy wspomnieć o żądaniu nadmiernych zabezpieczeń dla inwestowanego kapitału, niechęć finansowania wczesnych faz przedsięwzięć (inkubacja, start-up), oczekiwanie wysokiego udziału własnego w biznesie, unikanie niestandardowych projektów. Czy Pan także dostrzega tego rodzaju bariery angażowania kapitału w przedsięwzięcia innowacyjne?

P.T.: Faktycznie, istnieje coś w rodzaju niechęci czy też nadmiernej ostrożności w inwestowaniu w początkowe fazy rozwoju. Ryzyko tu jest bardzo duże, nad każdym projektem trzeba się napracować co najmniej tyle ile nad jakimś średniakiem. To wszystko zniechęca i powoduje przesunięcie rynku w kierunku większych transakcji. Aby to się zmieniło potrzeba nam dwóch rzeczy (pominę w tym momencie problem gotowości inwestycyjnej). Po pierwsze trzeba konsekwentnie ten obszar rynku - powiedzmy gdzieś do 1 miliona Euro wartości inwestycji - dofinansowywać. Nie tylko po to, aby było z czego inwestować, ale przede wszystkim, aby zmusić fundusze do konkurencji. Po drugie potrzeba nam więcej - jak Pan powiedział - "złotych ziarenek". A te trzeba przede wszystkim wyłuskiwać z naszych uczelni, gdzie młode pokolenie ma coraz więcej do powiedzenia. Te "złote ziarenka" będą działać "zaraźliwie" na innych. Dobre inwestycje przyciągną kapitał, a ten z kolei trafi do obiegu, itd.

4. R.K.: Widząc jakie problemy rysują się po stronie przedsiębiorców innowacyjnych oraz funduszy kapitałowych finansujących transfer innowacji w sposób naturalny rysuje się koncepcja funkcjonowania trzeciego ogniwa w tym modelu - mam na myśli instytucje otoczenia innowacyjnego biznesu. Tego typu instytucje powinny w sposób skuteczny łamać wszelkie bariery przepływów kapitałowych. Powinny (1) skutecznie kojarzyć przedsiębiorców z różnorodnymi źródłami finansowania: od środków będących przedmiotem interwencji publicznej poprzez system kredytowania bankowego, fundusze zalążkowe, KFK czy też lub private equity. Powinny (2) także świadczyć pomoc w przygotowaniu i profesjonalizacji projektów oferowanych do sfinansowania przez fundusze. Z kolei dla rożnego rodzaju funduszy, w tym także dla , powinny (3) dostarczać informacji o projektach, które mogą wygenerować nadprzeciętne zyski. Czy taki trójczłonowy funkcjonowania: przedsiębiorcy innowacyjni, instytucje wspierające oraz fundusze kapitałowe, może usprawnić z jednej strony przepływy kapitałowe, a z drugiej dostarczać na rynek impulsy inicjujące i rozwijające innowacyjność?

P.T.:
Proces inkubowania innowacyjnych start-upów jest bardzo trudny i pracochłonny. Instytucje otoczenia biznesu mogą przynajmniej część tego typu obowiązków przejąć na siebie odciążając w ten sposób fundusze inwestycyjne. Niektóre instytucje, takie jak parki naukowo-technologiczne, mają dobre przełożenie na instytucje akademickie, a to dobry sposób na wgląd w projekty badawcze mogące się kończyć aplikacjami gospodarczymi. W sumie więc sprawność rynku inwestycyjnego w dużym stopniu zależy od tego typu instytucji pomostowych.

5. R.K.: Przed instytucjami wspierającymi innowacyjny biznes widzę jeszcze kilka wyzwań, które muszą być podjęte w formie konkretnych usług świadczonych na rzecz przedsiębiorców transferujących wiedzę na rynek. Wśród nich na plan pierwszy wysuwa się konieczność tworzenia globalnego networkingu, który zapewni możliwości docierania, jako wiarygodny partner, do potencjalnych klientów oraz dystrybutorów. Praktycy biznesu są zdania, że najbardziej rentowny może mieć miejsce tylko na rynku światowym. Ale żeby na taki rynek dotrzeć z produktem należy posiadać globalne marketingowe. W przeciwnym razie innowacyjni przedsiębiorcy doświadczają zjawiska, które Pan określił jako "country capture", czyli zamknięcia w kraju bez możliwości wyjścia na rynki światowe. Piotr Wilam jeden z polskich twierdzi, że w Polsce zdecydowanie brakuje globalnego marketingowego. Jego tworzeniem, rozwijaniem oraz wdrażaniem powinny zajmować się innowacyjnego biznesu. Widzi pan taką konieczność? Czy "country capture" to silna bariera dla rozwoju polskiej gospodarki opartej na wiedzy?

P.T.: Menedżerowie funduszy venture używają czasem takiego określenia jak "deal killer", co można w uproszczeniu przetłumaczyć jako zabójca projektów. Country capture to właśnie taki zabójca projektów. Wydaje mi się że coraz mniejszy problem będziemy mieli z generowaniem nowych pomysłów (szczególnie z sektora naukowego, który dzięki programom ramowym zyskał nową jakość), a coraz większy problem będzie z ich rozwojem. Biznes technologiczny aby był opłacalny musi osiągnąć odpowiedni efekt skali. Dlaczego? Bo tylko w ten sposób mogą się zwrócić już poniesione nakłady na B+R i tylko przy takiej skali można zapewnić sobie dalsze finansowanie badań. Ale jak wejść nieznanej spółce, z kraju kojarzonego głównie z Papieżem i Wałęsą, a nie wysoką technologią, na amerykański rynek high-tech? Do tego potrzebna jest elementarna renoma naukowa (którą można zyskać publikując w czasopismach z listy filadelfijskiej) i sieć lokalnych (tj. amerykańskich dla przykładu) kontaktów. Szczególnie w tej ostatniej kwestii widzę duże pole do popisu dla instytucji otoczenia biznesu. Dla przykładu, jeśliby w radzie naukowej lub programowej jakiegoś polskiego parku naukowo-technologicznego znalazł się jakiś obcokrajowiec z tzw. dobrym nazwiskiem i przełożeniem (tj. kontaktami) na określony rynek, to wiele problemów z dostępem do rynku dałoby się szybko rozwiązań. Inny przykład: w programach operacyjnych wiele pieniędzy idzie na doradców piszących różne plany i strategie rozwoju. Może warto jednak pomyśleć o dofinansowywaniu innej formuły doradztwa: sprowadzanie do rad nadzorczych polskich technologicznych start-upów utytułowanych obcokrajowców (najlepiej tzw. ex-pats) dysponujących olbrzymią wiedzą kontaktami i doświadczeniem, naukowym, biznesowym i inwestorskim w danym sektorze. Budowa tego typu "mostów" jest bardzo opłacalna.

6. R.K.: Drugim wyzwaniem dla instytucji wspierających innowacyjny biznes jest - moim zdaniem - konieczność przygotowywania odpowiedniego mixu kapitałowego dla potrzeb finansowania indywidualnych przedsięwzięć. Problemem polskiej gospodarki innowacyjnej - na który Pan zwraca także uwagę - jest brak logiki w uruchamianiu instrumentów finansowych chociażby ze źródeł interwencji publicznej. Zwiększenie skuteczności instrumentów finansowych może polegać na stosowaniu ich w odpowiednim czasie, odpowiedniej fazie rozwoju projektu, odpowiednich wysokościach itd. np.: dla inkubacji i start-up szukamy środków europejskich, kapitałów z rodzaju seed, kapitałów aniołów biznesu i może jakiś ścieżek w VC. Jeżeli jesteśmy na etapie ekspansji to może należałoby rozważyć już pierwsze kredyty bankowe. Jeżeli weszliśmy w fazę rozwoju to dalej projekty są interesujące dla VC itd. Czy taki sposób myślenia powinien budować praktykę postępowania instytucji z otoczenia innowacyjnego biznesu?

P.T.:
Dokładnie tak powinno być. wsparcia w zakresie finansowania musi być kompleksowa zaczynając od pieniędzy na inkubację a skończywszy na pożyczkach i kredytach. Niestety zbyt mało instytucji otoczenia biznesu myśli w tych kategoriach. Wiele z nich za bardzo poszło w proste usługi informacyjne, doradztwo i szkolenia. Często było to podyktowane dostępnością grantów na tą działalność, a nie wyborem strategicznym. "Finansowych delikatesów" dla MSP jak na razie nikt nie stworzył choć warto wspomnieć, że działająca w Szczecinie Polska Fundacja Przedsiębiorczości czy Podlaska Fundacja Rozwoju Regionalnego chyba o takim czymś myślą.

Materiał pozyskany w ramach realizacji projektu "Skuteczne Otoczenie Innowacyjnego Biznesu" - działania na rzecz profesjonalizacji ośrodków innowacji oraz rozwiązań systemowych dla innowacji w Polsce. Organizatorem projektu jest PARP w ramach projektu "Rozwój zasobów ludzkich poprzez promowanie wiedzy, transfer i upowszechnianie innowacji" finansowanego z Europejskiego Funduszu Społecznego.
Autor:Robert Krupowicz 


powrót | do góry | strona główna | kalendarium | regulamin serwisu | pliki cookies | kontakt
Portal jest współfinansowany przez Unię Europejską w ramach środków Europejskiego Funduszu Społecznego.

© 2005-2018 Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości