Portal Finanse Firma Klastry Instytucje Promocja Polityka
Newsy
2015/11/26 10:28:24
w sieci – między dobrem prywatnym a wspólnym

Prawo autorskie 1

Rozwój Internetu i wynikające z tego procesu zmiany w sposobie konsumpcji dóbr kultury wymagają nowego spojrzenia na kwestię prawa autorskiego. W cyberprzestrzeni dominuje poczucie wspólnoty, które sprzyja dzieleniu się i korzystaniu przez wszystkich z tego, co jest wytworem jednostek. Natomiast , w generalnym ujęciu, stoi na straży interesu prywatnego. Warto zastanowić się, czy i przede wszystkim w jaki sposób te sprzeczności są do pogodzenia. Nie ulega bowiem wątpliwości, że chociaż powinien pozostać przestrzenią wolności, nie może być miejscem ignorowania prawa.

Naturą Internetu jest nieustanna zmiana, nieprzerwany rozwój, i to niezależnie od tego, jak go zdefiniujemy – jako nowy rodzaj środowiska społecznego, odmienny od dotychczasowego gospodarki, czy wreszcie jako zaawansowaną technologię komunikacyjną. W każdym z tych obszarów zmienia się szybciej niż obowiązujące w nich regulacje prawne. Szczególnie istotnym i trudnym problemem jest wzajemne dopasowanie rzeczywistości wirtualnej i prawnej. stał się najważniejszym medium w komunikacji masowej, a tym samym jest kluczowym polem eksploatacji wszelkiego rodzaju utworów. Jego rola wydaje się jednak dwuznaczna – łatwość i szybkość rozpowszechniania (dystrybuowania) treści w świecie cyfrowym umożliwia twórcom dotarcie do znacznie większego grona odbiorców (słuchaczy, czytelników, widzów) niż w czasach, gdy istniały jedynie tradycyjne mass-media. Z drugiej jednak strony kontrola nad tym, kto i jak używa tych treści, staje się często iluzoryczna, co stanowi wyzwanie w kontekście ochrony praw autorskich.

, jak żadne inne wcześniejsze medium (prasa, radio, telewizja), stwarza olbrzymie pole do nadużyć w obszarze eksploatacji utworów. Zwielokrotnienia, , niekontrolowane posługiwanie się i używanie wytworów pracy twórczo-intelektualnej innych ludzi jest tu w zasięgu kilku kliknięć. Jeśli nazywamy rewolucją, to trzeba pamiętać, że jej istotną częścią stała się radykalna zmiana w zakresie „technik pirackich”. Nielegalne kaset magnetofonowych, następnie płyt CD czy DVD w porównaniu z tym, co się obecnie dzieje w Internecie, okazuje się działalnością chałupniczą. Wprawdzie istota problemu pozostaje ta sama – jest nią nieuprawnione użycie cudzego dzieła – ale już skala zjawiska staje się diametralnie inna. Mówiąc wprost, zrewolucjonizował nie tylko sposoby komunikacji międzyludzkiej (portale społecznościowe) i prowadzenia działalności gospodarczej (e-biznes), ale także, w szerszej perspektywie, konsumpcji dóbr kultury i stosunek do cudzej własności intelektualnej. Zrozumienie tych skomplikowanych relacji wymaga uwzględnienia specyfiki zarówno Internetu, jak i prawa. Chronologicznie pierwszeństwo należy się prawu, zacznijmy więc od ustalenia podstawowych kwestii w tym obszarze.

Podstawowe pojęcia prawa autorskiego

jako usystematyzowane, wyodrębnione i skodyfikowane normy powstało i rozwijało się systematycznie od XVIII w. Jednak jego korzeni – jak wszystkiego, co z prawem związane – można się doszukiwać już w starożytności, a zwłaszcza w systemie rzymskim. Zasadniczo jednak za pierwsze akty prawne wprost regulujące kwestie ochrony praw autorskich uznaje się angielskie „Statute of Anne” (1710 r.) i francuskie ustawy z końca XVIII w. o wystawianiu dzieł w teatrach i sprzedaży utworów artystycznych. Nie wchodząc w historyczne i prawne zawiłości, można stwierdzić, że od początku miało charakter przywileju i w takiej też formie było rozwijane. Ma to duży wpływ na jego współczesne oblicze i z pewnością jest jedną z istotnych przyczyn niedopasowania do realiów cyfrowego świata XXI w.

Dla uporządkowania terminologicznego warto jeszcze pokrótce omówić podstawowe na gruncie prawa autorskiego pojęcia. Konieczne jest rozgraniczenie między autorskim prawem osobistym a autorskim prawem majątkowym. To pierwsze, ogólnie mówiąc, chroni więź twórcy z utworem, jest nieograniczone w czasie i nie podlega wyzbyciu się ani zrzeczeniu przez autora. Natomiast to drugie służy ochronie ekonomicznych uprawnień twórcy. majątkowe w praktycznym wymiarze ma podobną rangę jak prawo własności – cechuje się bezwzględnością i skutecznością erga omnes, czyli wobec wszystkich. Z tego względu majątkowe często nazywa się monopolem autorskim. Należy też ujednoznacznić pojęcie utworu, ponieważ wyznacza ono zasadniczy zakres przedmiotowy prawa autorskiego. Z uwagi na to, że funkcjonuje w powszechnym obiegu językowym, wydaje się terminem prostym i oczywistym. Zwykle utożsamia się go z jakimiś dziełem artystycznym (utworem muzycznym, książką, obrazem itp.). Takie intuicyjne omawianie pojęcia jest oczywiście w pewnej mierze trafne, niemniej jednak wymaga uzupełnienia. Odwołując się do regulacji ustawowej, utwór należy zdefiniować jako każdy przejaw działalności twórczej, który ma indywidualny charakter, został ustalony w jakiejkolwiek postaci, przy czym uznanie konkretnego dzieła za utwór jest niezależne od jego wartości, przeznaczenia i sposobu wyrażenia. Ustawowa definicja utworu jako przedmiotu ochrony prawnoautorskiej abstrahuje więc co do zasady od samej treści dzieła, koncentrując się na jego formalnych i technicznych cechach. To istotna różnica między potocznym rozumieniem a prawną definicją utworu. Podczas gdy w powszechnym, społecznym odczuciu utworem nazywa się coś, co przedstawia jakąś wartość artystyczną, na gruncie prawa ten aspekt jest zupełnie pomijany. Z punktu widzenia prawa wartość artystyczna i związane z nią doznania estetyczne nie stanowią przesłanki do uznania bądź nieuznania konkretnego efektu pracy twórczej za utwór. Wartość artystyczna jest elementem innego, pozaprawnego porządku, przynależy do sfery sztuki i kultury oraz wiąże się bezpośrednio z indywidualną wrażliwością oraz subiektywnymi odczuciami odbiorców. Jako taka nie może więc być cechą konstytutywną utworu definiowanego w kategoriach prawnych.

Tak jak pojęcie utworu wyznacza podstawowy zakres przedmiotowy prawa autorskiego, tak dla określenia jego zakresu podmiotowego kluczowe jest zdefiniowanie autorstwa. na gruncie prawa jest definiowany jako twórca utworu i beneficjent ochrony prawnoautorskiej. Należy przy tym podkreślić, że uznanie kogoś za twórcę danego dzieła nie jest czynnością prawną, lecz fatyczną. Oznacza to, że sam fakt stworzenia utworu jest wystarczającą przesłanką do uznania autorstwa i zapewnia ochronę prawnoautorską. W określaniu autorstwa stosuje się zasadę domniemania – twórcą danego utworu jest ta osoba, czyjej nazwisko lub widnieje na egzemplarzu (egzemplarzach) utworu, lub której zostało podane do publicznej wiadomości w jakikolwiek inny sposób w związku z rozpowszechnianiem utworu. Zasada domniemania służy maksymalnemu uproszczeniu procesu wykazywania autorstwa.

Analizując w kontekście jego stosowania w cyberprzestrzeni, należy jednak dostrzegać nie tylko przywileje i uprawnienia twórców, ale także ograniczenia w stosowaniu ochrony prawnoautorskiej. Podstawową instytucją jest tutaj tzw. dozwolony użytek. Obecnie, w wyniku rozwoju Internetu i jego rosnącego oddziaływania w sferze społecznej oraz gospodarczej, pojawia się coraz silniejsza presja do ograniczania, a przynajmniej łagodzenia ochrony prawnoautorskiej. jest przestrzenią, w której przydatność i racjonalność prawa autorskiego w pewnych aspektach zostaje negatywnie zweryfikowana, a to rodzi potrzebę nie tylko dostosowania niektórych przepisów do realiów świata cyfrowego, ale wręcz fundamentalnego namysłu nad samą ideą praw autorskich.

Co moje, to i twoje – specyfika Internetu

U podstaw globalnej sieci komputerowej legła nie tylko technologia, ale także pewien specyficzny klimat społeczno-kulturowy, który uformował coś, co niektórzy autorzy nazywają „duchem Internetu”. Sieć komputerowa powstała i rozwijała się jako przestrzeń szeroko rozumianej wolności i swobody, obszar w pewnym sensie wyjęty spod prawa, świat bez ograniczeń i rygorów. W rezultacie wśród internautów rozpowszechnione jest przekonanie, że w cyberprzestrzeni można więcej, że nie wszystkie zasady obowiązujące w świecie analogowym są równie wiążące w rzeczywistości wirtualnej. Sprzyja temu sama specyfika Internetu jako medium, które daje swoim użytkownikom – czasami złudne – poczucie anonimowości, co w połączeniu z jego „wolnościowym” duchem stwarza warunki zachęcające do podejmowania aktywności na granicy prawa, a nawet poza nimi. Ilustrację tego problemu znajdzie się praktycznie na każdym forum internetowym, w komentarzach zamieszczanych na profilach społecznościowych, które często przekraczają granice rzeczowej dyskusji, dobrego smaku i nierzadko prawa. W cyberprzestrzeni wielu pozwala sobie na więcej – to, czego nigdy byśmy nie powiedzieli drugiej osobie w publicznej rozmowie, w internecie nagle zostaje wyartykułowane. W cyberprzestrzeni wobec samych siebie stosujemy często mniej restrykcyjne wymagania moralne, a wobec innych stajemy się nadmiernie krytyczni i wymagający. Postawa taka manifestuje się nie tylko w aktywności internautów na różnego rodzaju forach i portalach społecznościowych, ale przekłada się także na sposób konsumpcji internetowych treści, dostępnych cyfrowo dóbr kultury, sztuki, rozrywki, własności intelektualnej itd.

Warto w tym kontekście przytoczyć wyniki badań Centrum Cyfrowego Projekt: Polska. Okazuje się, że ponad 90% polskiego społeczeństwa swobodny dostęp do treści w internecie (muzyki, filmów, książek, itp.) uznaje za oczywisty, naturalny i ważny element codziennego życia. Z kolei 2/3 Polaków uważa, że korzystanie na własny użytek z udostępnianych w sieci dóbr kultury nie może być nazywane kradzieżą. Taka sama część społeczeństwa twierdzi, że skoro umożliwia swobodne i korzystanie z cudzych utworów, to wykorzystywanie tego w celach prywatnych czy niezarobkowych nie powinno być moralnie, ale i prawnie piętnowane.

Dane te oznaczają, że w świadomości społecznej funkcjonuje jako przestrzeń, w której obowiązuje zasada „co moje, to i twoje”. Wszystko stanowi więc tutaj nie „moją” ani nie „twoją”, lecz „naszą” własność. Jak pisze Justyna Hofmokl, w XXI w. coraz silniejsza jest tendencja, by traktować globalną sieć i jej zasoby jako „dobro wspólne”. Ma to swoje poważne konsekwencje dla funkcjonowania prawa autorskiego w cyberprzestrzeni.

w sieci

Prawo autorskie 1

Fakt umieszczenia utworu w rozumieniu prawa autorskiego w przestrzeni internetowej nie powoduje zniesienia przysługujących jego twórcy przywilejów. jest po prostu kolejnym polem eksploatacji efektów pracy twórczej, chociaż od razu trzeba podkreślić, że w dzisiejszych uwarunkowaniach technologicznych, kulturowych i gospodarczych jest to często pole najważniejsze. Dodatkowo, w cyberprzestrzeni funkcjonują utwory charakterystyczne tylko dla niej, takie, które nie występują w świecie analogowym. Są to chociażby programy komputerowe, aplikacje mobilne, elektroniczne bazy danych, strony www, dokumentacje wdrożeniowe itp. Oznacza to, że ochrona prawnoautorska w sieci powinna być dostosowana do cyfrowego charakteru znajdujących się tam zasobów, treści, dzieł, utworów. Tymczasem , które powstało poza cyberprzestrzenią i zostało napisane dla świata analogowego, nie zawsze uwzględnia tę specyfikę.

Klasycznie ujmowane narzuca pełną kontrolę nad korzystaniem z rezultatów pracy twórczej innych osób. W świecie cyfrowym, szybkiej, bezpośredniej transmisji danych, lajkowania, multiplikowania tego rodzaju kontrola jest trudna do utrzymania i wyegzekwowania. jest środowiskiem, w którym panuje klimat nie dla wyłączności, lecz raczej dla niewyłączności wytworów intelektu. W rezultacie stosowane w tradycyjnej formule przestaje być tu skutecznym narzędziem regulującym praktyki korzystania z cudzej twórczości. Co więcej, zdaniem wielu staje się narzędziem niepotrzebnych restrykcji, anachronizmem hamującym rozwój nowoczesnego społeczeństwa informacyjnego. Jak zauważa dr Krzysztof Siewicz w swoim tekście i wolne licencje”: „ nie pozwala bibliotekom, szkołom i archiwom na udostępnienie swoich zbiorów w postaci cyfrowej przez , wymagając, aby dostęp był ograniczony do terminali znajdujących się na terenie tych jednostek. W czasach, gdy dla większości społeczeństwa naturalnym sposobem wyszukiwania informacji jest przeglądanie Internetu w domowym zaciszu (lub coraz częściej na własnym telefonie, gdziekolwiek się znajdują), przepis taki oznacza, że zbiory wielu bibliotek i archiwów stają się prawie całkowicie nieznane”. W konsekwencji powstaje dysonans między społecznymi potrzebami i techniczno-technologicznymi możliwościami w zakresie korzystania z twórczego oraz intelektualnego dorobku ludzkości, a ochroną tegoż dorobku przed nieuprawnionym użyciem.

W poszukiwaniu kompromisu

W debacie na temat roli i miejsca prawa autorskiego we współczesnym, zdygitalizowanym świecie da się wyodrębnić dwa przeciwstawne stanowiska. Pierwsze można określić mianem legalizmu, a zakłada ono, że ochrona prawnoautorska w przestrzeni internetowej nie powinna być traktowana inaczej niż w świecie analogowym. Natomiast stanowisko drugie uwzględnia specyfikę cyberprzestrzeni i w związku z tym postuluje zmiany prawa autorskiego w kierunku dostosowania jego przepisów do uwarunkowań ery cyfrowej. Wydaje się, że zarysowany konflikt ma charakter nie tyle prawny, ile aksjologiczny. Linia sporu przebiega między tym, co uznamy za wartość nadrzędną – interes prywatny czy raczej dobro wspólne. Tradycyjne podejście do ochrony prawa twórców i innych podmiotów posiadających uprawnienia do dzieła (osobiste lub majątkowe) ma na celu zapewnienie im godziwego zysku. Pomija jednak związany ze swobodnym dostępem do dóbr kultury. Z kolei stanowisko przeciwstawne cechuje się dużą wrażliwością na potrzeby społeczne, być może jednak zbyt nonszalancko traktuje kwestię zabezpieczenia interesów tych, którzy owe dobra wytwarzają. Konieczne wydaje się zatem odpowiednie zbilansowanie tych sprzecznych wartości i ustalenie między nimi nowych, adekwatnych do współczesnych uwarunkowań, proporcji.

Próby znalezienia równowagi między dobrem prywatnym a dobrem wspólnym są już podejmowane. Sztandarowym przykładem takiego działania jest system wolnych licencji (Creative Commons, w skrócie CC). To prawny, który z jednej strony pozwala obywatelom zaspokoić potrzeby w zakresie swobodnego korzystania z efektów pracy twórczej innych osób, z drugiej – chroni interesy samych twórców. Wolna jest niczym innym jak rodzajem umowy, którą zawiera z resztą ludzkości. Twórca zachowuje swoje prawa osobiste do dzieła, natomiast ochronę majątkowych praw autorskich może ustalić w dowolnym, odpowiednim dla siebie zakresie. Może więc zezwolić na zwielokrotnianie swojego utworu lub jego dowolną redystrybucję, ustalić zakres tworzenia utworów zależnych, określić, czy i ewentualne jakie przeróbki własnego dzieła dopuszcza itd. System licencji CC jest rozwiązaniem, które w dużym stopniu godzi potrzebę zapewnienia swobodnego dostępu do dóbr kultury z koniecznością ochrony interesów ich twórców. To sam decyduje o tym, czy i ewentualnie w jakim stopniu chce swój utwór chronić.

System wolnych licencji dostarcza wiele rozwiązań różniących się między sobą poziomem ochrony prawnoautorskiej. Podstawowe i najczęściej stosowane w praktyce licencje typu CC przedstawia poniższa grafika.

Prawo autorskie - Wykres 1

Wolne licencje wydają się rozwiązaniem, które jest dostosowane do realiów cyfrowego świata. Z jednej strony przynoszą one korzyści samym twórcom, np. poprzez zwiększenie grupy odbiorców, wzrost cytowalności, co jest szczególnie ważne w przypadku twórczości naukowej. Z drugiej zaś – umożliwiają internautom swobodny i bezpieczny dostęp do wartościowych treści. System wolnych licencji nie rozwiązuje w sposób kompleksowy wszystkich związanych z tym procesem problemów, jednak wskazuje interesujące kierunki i przede wszystkim dowodzi, że znalezienie kompromisu jest możliwe.

:Waldemar Wierżyński 


powrót | do góry | strona główna | kalendarium | regulamin serwisu | pliki cookies | kontakt
Portal jest współfinansowany przez Unię Europejską w ramach środków Europejskiego Funduszu Społecznego.

© 2005-2018 Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości