Portal Finanse Firma Klastry Instytucje Promocja Polityka
Newsy
2015/11/24 13:42:48
Start-upy na eksport

Polskie start-upy przekraczają granice i to nie tylko w sensie dosłownym, przenosząc się m.in. do Doliny Krzemowej. Budują mosty między rzeczywistością wirtualną a realną, stają się rozpoznawalne na całym świecie, usuwają bariery utrudniające komunikację, naukę i zabawę.

Startupy na eksport 1

Estimote

Najlepszym tego dowodem jest założony przez absolwentów krakowskich uczelni– Jakuba Krzycha i Łukasza Kostkę – start-up Estimote. Choć powstał raptem 3 lata temu, dziś jest najbardziej rozpoznawalny i najczęściej wymieniany wśród kilkudziesięciu firm zajmujących się produkcją beaconów (niewielkich urządzeń korzystających z ulepszonej technologii smart bluetooth, umożliwiających precyzyjną lokalizację smartfonu w zamkniętych pomieszczeniach). Według prognoz Business Insider,beacony to najważniejsza w dziedzinie sprzedaży detalicznej od czasu wprowadzenia przenośnych czytników kart kredytowych. Potencjał wykorzystania tej technologii jest olbrzymi. Przykładowo dzięki rozmieszczeniu odpowiedniej liczby beaconów w sklepie, osoba posiadająca przy sobie smartfon z uruchomioną funkcją bluetooth może otrzymywać szereg informacji o oglądanych produktach czy rabatach.

Startupy na eksport 2

Analitycy Business Insider spodziewają się w tej dziedzinie rewolucji – gwałtownego wzrostu liczby instalowanych beaconów w tempie 287% rocznie (por. wykres).

Startupy na eksport - wykres

Wzrost ten w najbardziej spektakularny sposób będzie widoczny w największych detalicznych sieciach sprzedaży – wg prognoz BI, wśród 100 największych sieci w tym roku beacony zainstalowane zostaną w 32% wszystkich tego typu miejscach sprzedaży, a w 2016 r. urządzenia te mają być obecne aż w 85% lokalizacji. Coraz liczniej beacony wykorzystuje się też w celach niekomercyjnym, m.in. Estimote stworzyła instalację wykorzystującą beacony w Muzeum Neonów w Warszawie.

Historia Estimote, choć krótka, obfituje w ważne wydarzenia. – Pierwsze prace nad prototypem Beaconów Estimote ruszyły w 2012 r. Momentem przełomowym było jednak dostanie się do prestiżowego akceleratora Y Combinator w Dolinie Krzemowej latem 2013 r. – wyjaśnia Wojtek Borowicz, Community Manager. W krótkim czasie udało im się zebrać ponad 3 mln dolarów od znanych funduszy – Innovation Endeavors Erica Schmidta, Homebrew czy Bessemer Venture Partners. We wrześniu 2013 r.na konferencji TechCrunch Disrupt w San Francisco zdobyli nagrodę. Doceniono, że potrafili błyskawicznie wykorzystać możliwości, jakie stworzyła świeżo wprowadzona wtedy przez Apple iBeacon. – Byliśmy pierwszą firmą na świecie wspierającą Apple iBeacon, a teraz jesteśmy wśród pionierów technologii Eddystone wdrożonej przez Google. Będziemy dalej dostarczać najlepsze narzędzia do budowania aplikacji wykorzystujących mikrolokalizację i kontekst świata rzeczywistego – mówi Wojtek Borowicz. prowadzi działalność przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych, tam też ma główną siedzibę (w Mountain View – sercu Doliny Krzemowej). Przy czym produkcja urządzeń to tylko część działalności – ich sprzedaż to dla spółki wstęp do budowy sieci internetowych usług.

Sher.ly i Sherlybox

Równie zaawansowany technologicznie produkt ma inny wywodzący się z Krakowa start-up – Sher.ly. To spółka założona w 2013 r. przez dwóch informatyków – Błażeja Marciniaka i Cieśli, którzy odeszli z korporacji (zajmowali się m.in. bezpieczeństwem danych w projektach prowadzonych dla banków) po to, by na własny rachunek rozwijać swoje pomysły. Czym jest ich produkt? – Sher.ly to prywatna chmura plików, która jest przechowywana na naszych własnych urządzeniach pamięci masowych.Nie wysyłamy plików prywatnych lub firmowych gdzieś w chmurę, jak odbywa się to w przypadku Dropboxa czy Google Drive, ale z własnych urządzeń przechowujących dane tworzymy chmurę poprzez Sher.ly, do której mamy zawsze dostęp z wewnątrz i zewnątrz sieci. Sami też wskazujemy osoby, którym chcemy udostępniać nasze pliki – tłumaczy Błażej Marciniak, prezes firmy. Dodatkowo Sher.ly pozwala połączyć informacje rozsiane na wielu nośnikach w spójną wirtualną bibliotekę. Możemy je w każdej chwili udostępnić wybranej osobie, nawet nie mając ich przy sobie.

Dla Błażeja Marciniaka i Cieśli nie jest to pierwsze wspólne przedsięwzięcie. Od 2009 r. rozwijali produkt o nazwie PrivacyProtector, na który pozyskali środki z Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka. Zbyt mocne skoncentrowanie się na rozwoju technologii, kosztem zaniedbania strony marketingowej, spowodowało, że projekt nie odniósł sukcesu. Zebrane wówczas doświadczenia krakowscy przedsiębiorcy wykorzystali jednak przy tworzeniu Sher.ly. Przedewszystkim pozyskali inwestorów – fundusze seed capital. Na kolejnych etapach rozwoju w firmę zainwestowały Fundusz Zalążkowy Krakowskiego Parku Technologicznego, Satus oraz Innovation Nest. Wstępną wersję swojej technologii przedstawili na konferencji TechCrunch Battlefield w październiku 2013 r. Przewagą ich oprogramowania – nad podobnymi działającymi na bazie chmury – było to, że nie wymagało ono wysyłania danych na zewnątrz. Jest to nie tylko bezpieczniejsze, ale i bardziej praktyczne, zwłaszcza gdy dotyczy dużej liczby danych, z których tylko część zostanie wykorzystana. Była jednak i słaba – w przypadku danych, które powinny być dostępne non stop, trudno z nich korzystać z indywidualnych komputerów. Dlatego uzupełnieniem oferty jest zewnętrzny nośnik pamięci podłączony do sieci, na którym mogą być one przechowywane. Inspiracją do stworzenia tego typu rozwiązania było pojawienie się na rynku Raspberry Pi, taniego minikomputera stworzonego z myślą o nauce programowania oraz podobnego – Banana Pi. Na bazie tego drugiego przedsiębiorcy opracowali własny sprzęt, który nazwali Sherlybox. Funduszy na sfinansowanie „pudełka Sherly” postanowili poszukać na platformie Kickstarter. Powody takiej decyzji w dużym stopniu były natury PR – firmie zależało na spopularyzowaniu pomysłu i pozyskaniu klientów z całego świata. Obie te rzeczy udały się. Na produkcję Sherlybox zdobyli ponad 150 tys. dolarów (próg minimalny ustalono na 69 tys.). Błażej Marciniak ocenia kampanię na Kikstarterze jako bardzo ważny impuls dla rozwoju firmy, istotny przede wszystkim ze względu na promocję i pozytywne zweryfikowanie produktu pod kątem potrzeb jego użytkowników. – Mamy teraz klientów rozsianych po niemal całym globie: od Hawajów po Japonię i Australię – mówi. Dodatkowym efektem kampanii było pojawienie się ofert współpracy ze strony dystrybutorów tego typu produktów oraz potencjalnych przyszłych inwestorów. jest w trakcie przeprowadzki głównego biura z Krakowa do Doliny Krzemowej.

Intelclinic: NeuroOn

Udana kampania w grudniu 2013 r. na platformie Kikstarter miała także ogromne znaczenie dla warszawskiego start-upu Intelclinic. Było to najbardziej spektakularne osiągnięcie polskiej firmy w sferze crowdfundingu – zaplanowany cel osiągnięto w ciągu 24 godzin i w sumie zebrano ponad 500 tys. dolarów. Interclinic jest producentem urządzenia wymyślonego wspólnie przez Janusza Frączka i Krzysztofa Chojnowskiego (absolwentów elektroniki na Politechnice Warszawskiej) oraz Kamila Adamczyka, studenta Uniwersytetu Medycznego. Maska NeuroOn wyposażona jest w czujniki monitorujące sen, które analizują takie dane, jak fale mózgowe, napięcie mięśniowe, ruch gałek ocznych. Skomunikowana z wyposażonym w odpowiednie oprogramowanie smartfonem budzi właściciela we właściwym momencie. Działa tak, by sen był jak najbardziej efektywny i zapewniał regenerację organizmu. Urządzenie pozwala też zarządzać czasem snu – możliwe jest jego ograniczenie do 3-4 godzin na dobę (a w wersji maksymalnej nawet do 2). Nie jest to zresztą rozwiązanie, które twórcy propagują jako alternatywę dla normalnego wysypiania się w nocy, lecz raczej propozycja przeznaczona dla osób, które zmuszone są ograniczyć przez pewien okres czas, jaki mogą poświęcić na sen (np. okoliczności związane z nauką czy pracą). NeuroOn pozwala im to zrobić w sposób efektywny i bezpieczny, bez uszczerbku dla zdrowia. Idea zastąpienia nocnego snu kilkoma krótszymi drzemkami nie jest oczywiście nowym odkryciem. Wkładem twórców NeuroOn jest wykorzystanie najnowszych technologii i oparcie swojego produktu na badaniach naukowych.

Obecnie Intelclinic jest w trakcie zbierania zamówień na urządzenie i dalszego jego udoskonalania. Spółka nie chce być też tylko firmą działającą w sektorze B2C, a więc sprzedającą swój produkt końcowym konsumentom, lecz również B2B – obecnie realizuje już dwa projekty we współpracy z innymi firmami.

Game Technologies: Dice+

Wymyślenie przełomowej innowacji w tak konkurencyjnej branży, jak gry komputerowe, to wyjątkowe osiągnięcie. Udało się to Patrykowi Strzelewiczowi i Michałowi Bąkowi – twórcom elektronicznej kostki do gry. Chcąc wprowadzić ją na rynek, założyli firmę Game Technologies. Dice+ to pierwszy polski gadżet elektroniczny sprzedawany w internetowym sklepie Apple. Dla pomysłodawcy, 30-letniego Patryka Strzelewicza, nie był to jednak debiut w biznesie, lecz w pewnym sensie kontynuacja tego, co robił przed 2011 r. Współtworzył i prowadził wówczas firmę Q-Workshop, która w ciągu paru lat od założenia stała się jednym z największych na świecie producentów kostek do gier planszowych i fabularnych (RPG).

Historia wynalazku Dice+ sięga 2010 r. Pomysł wziął się z rosnącej popularności gier komputerowych, a jednocześnie z refleksji nad tym, czego im często brakuje – możliwości dotknięcia, fizycznego kontaktu z widocznym na ekranie światem. Dice+ to jeden z pomysłów na to, jak przekroczyć barierę pomiędzy światem realnym a wirtualnym. Inaczej niż kostki, do których przywykli użytkownicy gier planszowych, Dice+ na ściankach nie ma kropek, a numer od 1 do 6 wyświetla się dopiero po dokonaniu rzutu. Rezultat jest automatycznie przesyłany na elektroniczną planszę. A może nią być tablet, smartfon, laptop czy telewizor. Kostka w środku naszpikowana jest elektroniką, dzięki czemu ma więcej niż jedną funkcję – nie tylko generuje losowo numery, ale może również służyć jako bezprzewodowe urządzenie sterujące grami.

Prototyp Dice+ powstał w 2011 r. Przy czym prace nad nim okazały się na tyle skomplikowane i kosztowne, że samo jej wymyślenie było dopiero początkiem drogi. Kluczową sprawą okazało się zainteresowanie tym produktem producentów i użytkowników. Na dopracowanie i wprowadzenie kostki na rynek konieczne było też pozyskanie finansowania, co również okazało się niełatwym zadaniem. Pierwszym inwestorem w 2012 r. został Krzysztof Trzebuniak, szef poznańskiego funduszu VC Financial Support Group. Potem doszli kolejni. Produkt, który wzbudził olbrzymie zainteresowanie na świecie, na razie nie jest w stanie wykorzystać w pełni całego swojego potencjału – nie ma wystarczającej liczby gier, do których elektroniczna kostka mogłaby być wykorzystywana. Szefowie firmy krok po kroku budują swą pozycję rynkową – w pierwszej kolejności podpisując umowy z producentami gier na licencji. W ten sposób zostały już wprowadzone na rynek gry dla dzieci oraz specjalne przeznaczone do nich wersje kostki. – Obecnie skupiamy się na implementacji Dice+ na licencji The Walt Disney na region CEE i przygotowujemy się do wprowadzenia kolejnej gry na polski rynek. Razem z DICE+ cały czas prężnie podbijamy rodzimy rynek i na podstawie badań wiemy, że jej potencjał jest na tyle duży, by w niedalekiej przyszłości była ona sukcesem sprzedażowym nie tylko na polskim, ale i zagranicznym rynku – mówi Leszek Kobyliński, prezes Game Technologies.

Kolejne gry na licencji są w przygotowaniu. Równolegle otworzyła zakład produkcyjny w Piotrkowie Trybunalskim, w którym będą powstawać urządzenia elektroniczne na zlecenie innych polskich firm (w tym, np. Sherlybox). Game Technologies rozpoczyna też współpracę z zewnętrznymi studiami przy projektach licencyjnych.

Fun Media

Na jedną ze specjalizacji polskich firm technologicznych działających za granicą wyrasta edukacja. Wśród najciekawszych działających na tym rynku młodych start-upów jest wrocławska Funmedia. Założyli ją 5 lat temu, jeszcze w trakcie studiów, Bartłomiej Postek (studiujący wówczas zarządzanie) oraz Krzysztof Wojewodzic (student pedagogiki). Ten ostatni z zagranicznych podróży (m.in. studiów w Wielkiej Brytanii i USA) wrócił z ciekawą obserwacją. Choć powszechniej niż w Polsce wykorzystywany jest tam do nauki bardzo nowoczesny sprzęt, to brakuje do niego równie nowoczesnych atrakcyjnych treści. była jedną z pierwszych, która stworzyła coś w rodzaju szkoły języków obcych online z indywidualnym kontem użytkownika dostępnym zarówno z komputera stacjonarnego, jak też poprzez aplikacje mobilne. Na rozkręcenie biznesu młodzi przedsiębiorcy pozyskali pieniądze z Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka. Jak wspominał Bartłomiej Postek w jednym z wywiadów, środki te dały firmie olbrzymie przyspieszenie – dzięki nim była ona w stanie rozwinąć się o 2 lata szybciej, niż byłoby to możliwe przy starcie od zera.

Po pięciu latach Funmedia zatrudnia ponad 40 osób, ma przeszło 300 tys. użytkowników, a swoje produkty sprzedaje w niemal 30 krajach. Najważniejsze z nich to seria kursów do nauki języków obcych – angielskiego, niemieckiego hiszpańskiego, włoskiego i francuskiego pod wspólną marką „kursy 123”. Oprócz tego ma też w ofercie dwa kursy języka angielskiego dla dzieci oraz szereg specjalistycznych. Równolegle korzysta z możliwości jakie stwarza start-upom w Polsce i na świecie rozwijająca się akceleratorów biznesu. W zeszłym roku wygrała w konkursie „Ready To Go”, organizowanym przez sieć AIP Business Link. Nagrodą była możliwość uczestnictwa w międzynarodowym programieakceleracyjnym w Dolinie Krzemowej, którego celem jest przygotowanie polskich spółek technologicznych do wejścia na rynek USA. Dwaj przedstawiciele firmy spędzili 3 tygodnie w San Francisco i Palo Alto. Skorzystali z mentoringu branżowego, uczestniczyli w licznych spotkaniach biznesowych. Udział w programie przyniósł firmie wymierne efekty, m.in. nawiązano kontakt z kilkoma potencjalnymi dystrybutorami produktów Funmedia w Stanach Zjednoczonych. We współpracy z jednym z poznanych tam partnerów Funmedia planuje zaistnieć też na rynku brazylijskim. Równolegle z udziałem w „Ready to Go” w tym samym czasie prowadziła inny międzynarodowy projekt akceleracyjny – kilku jej pracowników pojechało do Dubaju, aby rozwijać przeznaczony na tamten rynek produkt edukacyjny o nazwie Lingly.

CTAdventure: Professor Why

Śladami Funmedia, choć w nieco innej specjalizacji, podąża założona na początku 2013 r. CTAdventure. Stworzyli ją dwaj absolwenci informatyki Politechniki Gdańskiej – Marek Trojanowicz i Mateusz Marmołowski. Za cel postawili sobie zrewolucjonizowanie podejścia do edukacji, która ich zdaniem w klasycznym wymiarze przestaje być efektywna. A jak dowodzi wiele badań, przyswajalność informacji zwiększają odpowiedni nastrój i zabawa, a do najlepszych rezultatów dochodzi się, wykorzystując elementy rywalizacji. W produktach zastosowali technologię rozszerzonej rzeczywistości (augmented reality), która na realny obraz z kamery nakłada obiekty generowane komputerowo. Jednym z ich pierwszych produktów była wirtualna wystawa wynalazków Leonarda da Vinci, stworzona dla Centrum Nauki Experyment. Największym osiągnięciem firmy, które zdobyło już uznanie zarówno w Polsce, jak i za granicą, jest gra edukacyjna „Professor Why”. Umożliwia ona przeprowadzanie eksperymentów chemicznych częściowo w rzeczywistości, a częściowo na ekranie komputera.

Podejście firmy do edukacji zostało docenione przez kapituły różnych konkursów. Największym sukcesem było wygranie zeszłorocznego światowego finału Creative Business Cup. Obecnie przechodzi proces przekształceń organizacyjnych – z CTAdventure ma być wydzielona Professor Why SA. Pierwsza z nich nadal ma się skupiać na rozwijaniu technologii przetwarzania obrazu oraz związanych z tym projektach naukowych. Natomiast spółka Professor Why będzie pracować nad swoim flagowym produktem. – W obu przypadkach szukamy partnerów za granicą. Mamy nadzieję rozwinąć skrzydła i pokazać, na co nas stać również na tamtych rynkach – mówi Dawid Jereczek, menedżer w CTAdventure. – W przypadku Professora Why są to głównie dystrybutorzy i wydawcy, a dla CTAdventure zarówno klienci, jak i potencjalni partnerzy. Professor Why intensywnie pracuje nad kolejną częścią swojej gry, tym razem powiązanej z fizyką. Nowa, znacznie ulepszona i jeszcze bardziej efektowna odsłona gry będzie dostępna na święta. W planach jest też kolejna część oraz Professor Why w wersji przygodowej – dodaje.

Migam

Działalność firmy Migam lokuje się na styku edukacji, nowych technologii i komunikacji. Jest to projekt wyjątkowy, ponieważ obok celów biznesowych ma też wymiar społeczny. W 2011 r. 30-letni wówczas Przemek Kuśmierek założył serwis migam.pl, stworzony z myślą o osobach głuchoniemych. Wyróżniona w konkursie „Start-up Fest 2011” spółka w następnym roku przeżywała ciężkie chwile (m.in. włamanie i kradzież całego sprzętu) i pewnie by nie przetrwała, gdyby nie pozyskanie 500 tys. zł na rozwój oprogramowania z Polskiego Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych. W projekt zaangażowała się również Microsoft. Oprócz stworzenia tłumacza online (usługa darmowa dla osób indywidualnych, za jego używanie płacą firmy) rozpoczęła pracę nad swym flagowym projektem. Jest to automatyczny tłumacz języka migowego, który ma działać w obie strony a osoba głuchoniema może mieć go zawsze przy sobie, np. na smartfonie. Projekt już został dostrzeżony m.in. w 2013 r. zdobył prestiżową nagrodę Virgin Mobile Academy.

Dodatkowo spółka uruchomiła szereg komercyjnych przedsięwzięć, np. liczne usługi w dziedzinie tłumaczenia z języka migowego i na niego dla firm telekomunikacyjnych, banków, urzędów. Od początku nie ograniczała się tylko do rynku polskiego – nawiązała szereg kontaktów zagranicznych, a swój automatyczny translator chce wykorzystać, by tworzyć rozwiązania we współpracy z wybranymi kluczowymi partnerami w różnych krajach europejskich. Docelowo – przy wykorzystaniu rozwiązań opartych o cloud computing – ma zamiar dotrzeć ze swoimi usługami do 70 mln ludzi głuchych i niedosłyszących na całym świecie. Dotychczas ma swoje przedstawicielstwa w trzech krajach – USA, Pakistanie i Wielkiej Brytanii. Zatrudnia 11 osób – informatyków, trenerów języka migowego, tłumaczy i menedżerów. W maju i czerwcu tego roku przeprowadziła emisję akcji, przedstawiając prognozę przychodów. W tym roku ma to być 1,5 mln zł, a w przyszłym 3 mln zł. W ciągu 2-3 lat planuje też wejście na giełdę. Jednocześnie cały czas rozwija swój produkt – na ten cel stara się pozyskać środki z Programu „Horyzont 2020”.

Wszystkie opisane młode firmy łączy jedno – od początku planują ekspansję globalną. Dla części z nich to po prostu konieczność, np. na produkty Estimote czy Sher.ly na polskim rynku nie ma jeszcze wystarczającego popytu. Inne zaczynają od rynku krajowego, ale ich pomysły mają światowy potencjał, choć nie zawsze łatwo jest go przekuć na wyniki finansowe.

Autor:Krzysztof Orłowski 


powrót | do góry | strona główna | kalendarium | regulamin serwisu | pliki cookies | kontakt
Portal jest współfinansowany przez Unię Europejską w ramach środków Europejskiego Funduszu Społecznego.

© 2005-2018 Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości