Portal Finanse Firma Klastry Instytucje Promocja Polityka
Wywiady
2011/03/28 11:49:37
Prawne aspekty procesu komercjalizacji wiedzy i transferu technologii

O prawnych aspektach procesu komercjalizacji wiedzy i transferu technologii - w rozmowie z Moniką Krupowicz - opowiada Rafał Malujda, radca prawny, prowadzący Kancelarię Radcy Prawnego w Szczecinie.

Większość specjalistów wskazuje, że jednym z powodów marginalizowania ochrony własności przemysłowej przez firmy z sektora MŚP jest brak wiedzy o funkcjonowaniu systemu patentowego i nieznajomość przepisów prawnych. Proszę powiedzieć – na podstawie własnych doświadczeń - czy przedsiębiorcy rzeczywiście nie posiadają wiedzy na temat zasad korzystania z praw własności przemysłowej i jakie prawa zdobywa w wyniku opatentowania własnego pomysłu?

Z mojego doświadczenia wynika, że bywa bardzo różnie. Istnieje grupa przedsiębiorców, którzy wiedzą, w jaki sposób chronić swoją własność przemysłową i jakie prawa im na mocy tej własności przysługują. Ale jest to niestety nieduża grupa i składają się na nią bardziej doświadczeni przedsiębiorcy, którzy mieli już z tą tematyką do czynienia. Jednak system przepisów jest dość skomplikowany, ponieważ mamy polskie prawo patentowe, przepisy prawa europejskiego, a dodatkowo także konwencje międzynarodowe, co razem tworzy  spójny system i aby skutecznie chronić własność przemysłową, trzeba mieć holistyczną wiedzę na temat funkcjonowania tego systemu. Niestety, małe i średnie przedsiębiorstwa, a w szczególności te początkujące, tzw. start-up’y, nie posiadają wiedzy o funkcjonowaniu systemu patentowego. W związku z tym nie wiedzą, w jaki sposób i na jakich zasadach mogą chronić posiadane dobra (termin „dobra” oznacza tu wytwory intelektu z zakresu własności intelektualnej, które regulowane są przede wszystkim przez i prawo własności przemysłowej). chroniący , jest tylko jednym z praw. Cały ten rozbudowany system przepisów umożliwia szeroką ochronę własności intelektualnej, np.  jedno dobro może być chronione na podstawie kilku przepisów. Dobrym przykładem jest napój Coca- Cola. Jest to substancja, która z pewnością  zostałaby uznana za i jej twórcy bez przeszkód mogliby uzyskać . Ale z uwagi na to, że chroni rozwiązanie jedynie przez 20 lat, a przy aplikacji o niego trzeba ujawnić całą istotę innowacyjnego rozwiązania, to Coca-Cola nigdy nie zdecydowała się na opatentowanie swojego produktu i chroni go na zasadach ochrony przed nieuczciwą konkurencją. Sposób tworzenia napoju stanowi tajemnicę przedsiębiorstwa. To pokazuje, iż ochrona wynalazków poprzez   jest jednym z możliwych sposobów ochrony własności przemysłowej. Ponadto, przedsiębiorcy mogą skorzystać z ochrony przysługującej im na podstawie przepisów prawa autorskiego oraz z ochrony opierającej się na zasadach nieuczciwej konkurencji. Należy jednak pamiętać o tym, że ochrona z zakresu prawa autorskiego oraz nieuczciwej konkurencji jest ochroną mniejszego kalibru, ponieważ nie ma żadnego oficjalnego rejestru, co w praktyce może powodować trudności dowodowe w zakresie tego komu przysługuje dane prawo (w tym kto był pierwszy), a najskuteczniejsza ochrona realizowana jest poprzez zachowanie rozwiązania w tajemnicy.

Jednak nieświadomość przedsiębiorców, dotycząca przepisów prawnych, nie jest chyba jedynym problemem. Jak Pan ocenia sam system prawny? Zdaje się, że nie jest on do końca skuteczny?

Taka sytuacja wynika z faktu, że ciężko jest stworzyć taki system, ponieważ mamy do czynienia z dobrami o charakterze intelektualnym.  Kiedy przeleje swoja ideę na papier, to każdy technik w danej dziedzinie może je wdrożyć i zastosować. Rzeczywiście ciężko jest chronić taką własność. Zarówno przedsiębiorczy naukowcy, jak i przedsiębiorcy z sektora MSP zapominają o jednej, prostej zasadzie, zgodnie z którą najpierw dokonujemy zgłoszenia patentowego, a później dopiero publikujemy czy też komercjalizujemy pomysł.  Problem ten widoczny jest szczególnie na uczelniach. Kiedy naukowcy wymyślą coś ciekawego, od razu pojawia się chęć zdobycia punktów przyznawanych  w ramach wyceny jednostek naukowych.  Publikują zatem wyniki swoich badań naukowych na całym świecie a potem są zdumieni, że nie mogą otrzymać patentu. A podstawą do uzyskania patentu jest zgłaszanie nowego rozwiązania, czyli takiego, które nie zostało wcześniej upublicznione (tzw. „nowość” w skali światowej). Nawet w przypadku, kiedy naukowiec sam opublikował wyniki sowich badań, a później złożył zgłoszenie patentowe, to jego rozwiązanie nie jest już nowe.

Jednak, kiedy naukowcy prowadzą badania, to nie przypuszczają, że może być to wiedza, którą będą chcieli w przyszłości skomercjalizować. A publikowanie wyników badań jest nieodłącznym elementem pracy naukowej. Jak w takim razie rozwiązać ten problem?

Obecnie jest dobry czas na zmianę logistyki na uczelniach w tym zakresie. Dnia 1 października br. wejdą w życie zmiany do ustawy o szkolnictwie wyższym, które praktycznie w 100% zreformują istniejący system nauki.  Dotychczas uczelnie były finansowane ze środków publicznych, niezależnie od efektów komercjalizacji wyników ich badań naukowych. Reforma ustawy o szkolnictwie wyższym sprawi, że finansowanie i ocena danej jednostki badawczej będą uzależnione od tego, czy jednostka komercjalizuje wiedzę, czyli de facto od tego, czy zarabia na patentach. Aby  dana jednostka w ogóle mogła działać, będzie musiała komercjalizować. A skuteczna komercjalizacja wymaga pozyskiwania  praw własności przemysłowej, np. ów. Dlatego szkoły wyższe będą musiały stworzyć taki szybki, szczelny i skuteczny mechanizm, w którym naukowiec nie będzie czekał pięciu lat na to, aby uczelnia podjęła decyzję o tym, czy składać wniosek patentowy, czy też nie. Ten proces powinien odbywać się bardzo szybko – naukowiec zgłasza pomysł, uczelnia decyduje o tym, czy ubiegać się o i po ewentualnym złożeniu wniosku do urzędu patentowego naukowiec może publikować wyniki swoich badań.  Taką procedurę wymuszą nowe przepisy, ponieważ uczelnie zostaną zobligowane do tego, aby stworzyć regulaminy ochrony własności intelektualnej.

Jako prawnik współpracował Pan z przedsiębiorczymi naukowcami przy tworzeniu uczelnianych spółek odpryskowych (tzw. spin-off). Jakie wskazałby Pan główne bariery administracyjne, prawne oraz mentalne, towarzyszące tworzeniu takich spółek?

Wyróżniłbym  kilka obszarów problemowych. Po pierwsze obszar, w którym  problemy mają charakter czasowo-osobowy.  W bardzo wielu projektach związanych z tworzeniem spółek odpryskowych, bezpośredni udział biorą naukowcy, którzy nie powinni zajmować się stroną formalno-prawną i administracyjną takich przedsięwzięć. Naukowcy powinni dostać od uczelni infrastrukturę, na podstawie której będą komercjalizować wyniki własnych badań i nie należy im zaprzątać głowy sprawami natury organizacyjnej. W Polsce jest niestety odwrotnie, ponieważ zarówno uczelnie, jak i sami naukowcy dopiero uczą się przeprowadzania poszczególnych etapów procesu komercjalizacji wiedzy. To powoduje, że wielokrotnie naukowcy, zamiast pracować nad „technicznym silnikiem” swoich innowacyjnych rozwiązań, zajmują się sprawdzaniem postanowień zawartych w umowach. Drugi problematyczny obszar znajduje się niejako na styku uczelni-instytucji i przedsiębiorczych naukowców. Teoretycznie jest to jedna „drużyna” i zarówno uczelni, jak i naukowcom powinno w takim samym stopniu zależeć na skomercjalizowaniu wiedzy. Jednak w praktyce każda z tych stron ma swoje własne interesy. Problem polega na tym, że uczelnie są jednostkami publicznymi, w uproszczeniu można powiedzieć, że reprezentują one Skarb Państwa, w związku z czym muszą gospodarować tym majątkiem państwowym w oparciu o zasady dyscypliny finansów publicznych. Ale komercjalizowanie wiedzy wiąże się z wchodzeniem na rynek i jednostkom tym ciężko jest wybalansować elementy związane z tym, na ile uczelnia może umożliwić naukowcom korzystanie z praw własności intelektualnej, kto docelowo powinien być podmiotem tych praw i na jakich warunkach miałoby się to odbywać (przeniesienie praw, licencyjna). Kwestie dotyczące podejmowania decyzji odnośnie tego, w jakim kierunku komercjalizować innowacyjne rozwiązanie i na ile dać naukowcom wolną rękę w tym procesie są chyba najtrudniejszym elementem tej działalności. Kiedy dochodzi już do konkretnych negocjacji związanych z innowacyjnym projektem, każdy myśli, że ten akurat pomysł będzie drugim bądź trzecim „Facebooki’em”, który przyniesie duże zyski i w efekcie każdy zaczyna dzielić skórę na niedźwiedziu. Ta bariera mentalna stanowi duży problem. Uczelnie powinny podchodzić do spółek odpryskowych mniej rygorystycznie, gdyż nie mogą one funkcjonować na takich samych zasadach, jak uczelnie, ponieważ wówczas w ogóle nie sprawdzą się na rynku. Spin-off’y muszą mieć dużo szerszy zakres wolności w działaniu. Pewien problem stanowią też bariery formalne. Z uwagi na to, że omawiane zagadnienia są nowe dla uczelni, to muszą one nauczyć się wszystkiego, co wiąże się z procesem komercjalizowania wiedzy i stworzyć sprzyjające temu przepisy. Obecnie przy uniwersytetach powstaje coraz więcej centrów innowacji czy centrów transferu technologii, których zadaniem jest wspomaganie tej działalności. Z natury rzeczy te pierwsze innowacyjne projekty są w niełatwej sytuacji, gdyż to na nich właśnie uczelnie ‘trenują’ wszystkie elementy związane z transferem technologii.

Proszę powiedzieć, jak prawnie uregulowane są stosunki pomiędzy naukowcami a uczelnią jako instytucją. Twórcami nowych rozwiązań, innowacyjnych pomysłów są przecież konkretni naukowcy-wynalazcy, a nie uczelnie.  Kto jest właścicielem tych rozwiązań z perspektywy prawnej?

W tej kwestii prowadzone są bardzo żmudne negocjacje. Punktem wyjścia jest fakt, że niezależnie od rodzaju innowacyjnego pomysłu,  badania nad nim są wykonywane w ramach stosunku pracy. o pracę typowego pracownika naukowego bądź naukowo-dydaktycznego jest prostą umową Tego rodzaju umowy nie regulują kwestii związanych z prawami autorskimi czy prawami własności przemysłowej. Jeżeli takie kwestie nie zostały zawarte w umowie, to zgodnie z przepisami, z chwilą dokonania odkrycia naukowego przez pracownika uczelni w ramach wykonywania obowiązków, wynikających ze stosunku pracy, prawa te przysługują uczelni. W związku z tym to uczelnia jest podmiotem autorskich praw majątkowych czy  praw do patentu, który może również występować z wnioskiem o udzielenie patentu. Zatem kwestia pierwotnego podmiotu praw jest w miarę jasna i klarowna z prawnego punktu widzenia. Natomiast dużo większy problem stanowi określenie relacji pomiędzy podmiotem praw a rzeczywistym twórcą, gdyż bez twórcy uczelnia nie jest w stanie skomercjalizować wynalazku. To naukowiec- zna rynek i posiada wiedzę na przykład na temat tego, z jakimi podmiotami można współpracować.

Wspomniał Pan o centrach transferu technologii i centrach innowacji, które pojawiają się przy wielu uczelniach w wielu polskich miastach. Przedsiębiorcy i prywatni inwestorzy tak naprawdę nie do końca orientują się w sposobie funkcjonowania takich jednostek, co sprawia, że rzadko korzystają z oferowanych przez nie usług. Jak Pan ocenia te struktury uczelni pod względem prawnym i organizacyjnym? Czy są one przygotowane do efektywnego komercjalizowania wiedzy?

Wszystko zmierza w tym kierunku. Na dzień dzisiejszy nie można powiedzieć, że każda taka jednostka jest w 100 % gotowa i profesjonalnie przygotowana do komercjalizowania wiedzy, choć takie jednostki również się zdarzają. Natomiast można z całą pewnością powiedzieć, że tego typu jednostki są bardzo potrzebne.  Problem polega na tym, że niejednokrotnie naukowcy mają świadomość funkcjonowania takich jednostek, ale nie posiadają żadnej wiedzy na temat regulaminu  ochrony własności przemysłowej, który w takiej jednostce funkcjonuje. W efekcie nie mają pojęcia, jakie działania mogą podjąć oraz jak rozmawiać z inwestorem. Regulaminy zawierają m. in. postanowienia dotyczące podziału ewentualnych zysków pomiędzy naukowcami a uczelnią, stanowiące pewnego rodzaju warunki brzegowe, na podstawie których można rozmawiać z przyszłym inwestorem. Dla inwestorów, po reformie ustawy o szkolnictwie wyższym, centra innowacji i transferu technologii będą bardziej atrakcyjne, ponieważ uczelnia, przy sprawnym zarządzaniu i konstruktywnym podejściu do tego zagadnienia, będzie mogła „przesuwać” uzyskane prawa (patenty, prawa autorskiemajątkowe i inne, występujące w tej dziedzinie) do spółki, która będzie nimi zarządzać. Wówczas będzie to już spółka handlowa,  funkcjonująca na zasadach rynkowych, natomiast uczelnia będzie tylko jej udziałowcem. Od ułożenia zasad działania spin-off’u będzie zależało to, czy będzie ona atrakcyjna dla inwestorów. Wszystko zatem zależy od sposobu tworzenia modelu funkcjonowania spółek odpryskowych – czy uczelnia potraktuje spółkę jako kolejną swoją jednostkę organizacyjną, związaną bardzo mocno z uczelnią decyzyjnie, czy jednak zwiększy spin-off’om swobodę działania. Jest jeszcze jeden problem, który może sprawić, że projekt wdrożenia innowacyjnego rozwiązania się nie powiedzie. Obecnie przystępowanie do procesu komercjalizacji wygląda tak, że najpierw odbywają się konsultacje naukowca z uczelnią, a następnie uczelnia negocjuje z inwestorem zewnętrznym. Niestety często zdarza się, że uczelnia  zbytnio zawierza takiemu inwestorowi. Realia są takie, że np. anioł biznesu to po prostu przedsiębiorca, który działa na zasadach rachunku zysków i strat i interesują go konkretne pieniądze. Zazwyczaj nie przywiązuje on większej wagi do całej ‘otoczki’ procesu komercjalizacji wiedzy i obce są mu naukowe idee związane z innowacyjnym projektem. Władze uczelni często o tym zapominają. Dlatego tak istotnym jest, aby szkoły wyższe zmieniły swoją optykę widzenia, swoje logistyczne podejście do takich negocjacji. Najpierw zatem należy prawidłowo ułożyć stosunki z naukowcami, a następnie bardzo profesjonalnie podejść do negocjacji z inwestorem, w taki sposób, aby w wyniku tych negocjacji uczelnia nie straciła niektórych swoich praw.  To powinno być bezwzględnie przestrzegane przez władze uczelni.

Z Pana wypowiedzi wynika, że duże nadzieje należy pokładać w reformie ustawy o szkolnictwie wyższym.  Czy obecne zapisy tej ustawy są jedynymi barierami prawnymi, które na gruncie polskim występują w systemie komercjalizacji wiedzy i transferu technologii?

W systemie komercjalizacji wiedzy nie ma tak naprawdę wiele barier prawnych. Dla procesu transferu technologii istotne znaczenia ma pozycja i siła naukowca, ponieważ można wskazać spektakularne przykłady - ze Szczecina, z Łodzi i z innych polskich miast – działalności przedsiębiorczych naukowców, którzy skomercjalizowali swoje innowacyjne pomysły i z powodzeniem działają na rynku.  Same zapisy prawne nie stanowią właściwie bariery, problemem jest natomiast nieznajomość tego prawa. Stąd pokładanie nadziei w reformie ustawy o szkolnictwie wyższym, gdyż nowe zapisy po prostu przymuszą zarówno uczelnie, jak i naukowców do współdziałania w celu osiągnięcia wspólnego sukcesu, czyli zdobycia tzw. „punktów naukowych”, których uzyskanie będzie możliwe dzięki komercjalizacji prowadzonych na uczelni badań naukowych. Dużym problemem są nie tyle bariery prawne, co mentalne. Szkoły wyższe muszą zacząć funkcjonować jak przedsiębiorstwa i tym samym wspierać naukowców.  Wsparcie to przede wszystkim nie powinno mieć jedynie charakteru formalno-prawnego.  Jeżeli np. uczelnia umożliwia pracownikom naukowym kontakty z inwestorami, to wspieranie ich powinno rozpocząć się już na organizacyjnym etapie danej spółki odpryskowej. Trudno się bowiem dziwić naukowcom, którzy pracują na uczelni 10 czy 20 lat, że ciężko jest się im przestawić na schemat funkcjonowania spółki kapitałowej. Ponadto, jeśli naukowy pracuje na uniwersytecie od 8 do 16, to taki schemat wymaga od niego, aby od 16 do 8 rano kolejnego dnia pracował właśnie w tej spółce kapitałowej, ponieważ musi się on nauczyć zarządzania tą spółką, zapoznać się z formalnościami, dowiedzieć się, jak rozliczyć podatki i ZUS. I to jest największy problem.

Wydaje się zatem, że nakazanie naukowcom zajmowania się biznesem nie jest najlepszym pomysłem. Powinni oni skupić się na prowadzeniu badań naukowych, a prowadzenie działalności gospodarczej należy pozostawić przedsiębiorcom czy potencjalnym inwestorom, którzy te nowe technologie powinni przejmować. Czy zgodzi się Pan z taką opinią?

Jeżeli konkretny naukowiec ma smykałkę biznesową, to jak najbardziej może zajmować się on prowadzeniem działalności gospodarczej. Jednak w większości przypadków naukowcy nie chcą zajmować się biznesem, a niestety muszą, ponieważ – przynajmniej na początku - nie mają funduszy niezbędnych do zatrudnienia sprawnych menedżerów, kadry zarządzającej czy ów.  A tak naprawdę to powinno się  zawierać w – nazwijmy to – „pakiecie powitalnym” dla każdej grupy naukowców komercjalizujących wyniki swoich badań naukowych, ponieważ to nie oni powinni zajmować się biznesowymi formalnościami. Taka sytuacja stanowi duży problem, bo żaden naukowiec nie jest w stanie prowadzić badań naukowych przy jednoczesnym prowadzeniu działalności gospodarczej, która – zwłaszcza na początku – pochłania przedsiębiorcę w 100%. Jeżeli w omawianej kwestii naukowcy nie otrzymają wsparcia logistycznego, to pojawią się kolejne problemy, ponieważ naukowcy nie będą mogli realizować się naukowo poprze prowadzenie i opisywanie badań, za co z kolei mogą zostać zwolnieni z uczelni, gdyż rektor nie będzie zadowolony z faktu, że naukowiec nie publikuje. Na zachodzie wprowadzono rozwiązania w postaci  urlopów naukowych – przedsiębiorczy naukowiec przez dwa lata pracuje na uczelni, a następne dwa lata w biznesie. Wydaje się, że w Polsce byłoby to ciężkie do zrealizowania.

Rolę takich pośredników pomiędzy nauką a biznesem pełnią właśnie instytucje otoczenia biznesu tj. centra innowacji, centra transferu technologii, parki naukowo-technologiczne czy inkubatory przedsiębiorczości. Czy według Pana zmiany w ustawie o szkolnictwie wyższym umożliwią tym instytucjom efektywniejsze funkcjonowanie i tym samym przyczynią się do usprawnienia procesu komercjalizacji wiedzy?

Rola instytucji otoczenia biznesu jest rzeczywiście bardzo istotna w procesie wprowadzania innowacyjnych rozwiązań na rynek. Instytucje te stanowią niejako obiektywne strony trzecie.  Centra innowacji naukowcom zawsze będą kojarzyć się z uczelnią. Jakich regulacji prawnych byśmy nie wprowadzili, to dla ów naukowych takie instytucje zawsze będą reprezentowały uczelniane interesy. Natomiast jeżeli do działań związanych z komercjalizacją wiedzy dołączą swojego rodzaju podmioty zewnętrzne, to mogą one występować w roli pewnego rodzaju mediatora. Obie strony – zarówno uczelnie, jak i poszczególni naukowcy – mogą takiemu pośrednikowi zaufać, ponieważ ma on już jakiś bagaż doświadczeń związanych z realizacją tego typu projektów i jest w stanie zadbać o interesy obu stron tego procesu. Ma to znaczenie szczególnie ze względu na fakt, że finansowanie instytucji proinnowacyjnych jest publiczne, zatem stanowią one pewnego rodzaju podmioty publiczne a jako takie, są w pewien sposób nadzorowane czy kontrolowane. To z kolei sprawia, że łatwiej powierzyć im zaufanie i w tym właśnie upatrywałbym szansy na samorealizację instytucji otoczenia biznesu.

„Skuteczne Otoczenie Innowacyjnego Biznesu” jest inicjatywą realizowaną w ramach projektu systemowego PARP „Rozwój zasobów ludzkich poprzez promowanie wiedzy, transfer i upowszechnianie innowacji”, współfinansowanego z Europejskiego Funduszu Społecznego ze środków Programu Operacyjnego Kapitał Ludzki, Priorytet II, Poddziałanie 2.1.3.

Nota Biograficzna:

Rafał Malujda- radca prawny, prowadzący Kancelarię Radcy Prawnego w Szczecinie. Specjalizuje się w zakresie prawa własności intelektualnej, ochrony know-how, zamówień publicznych w branży IT i nowoczesnych technologii, umów wdrożeniowych i utrzymania systemów informatycznych (SLA i inne), ERP, kontraktów transferu technologii (krajowych i międzynarodowych), a także prawnych aspektów handlu elektronicznego i działalności IT. Współpracuje m.in. ze Szczecińskim Parkiem Naukowo-Technologicznym w Szczecinie, Regionalnym Centrum Innowacji i Transferu Technologii przy Zachodniopomorskim Uniwersytecie Technologicznym w Szczecinie, Fundacją Akademickich Inkubatorów Przedsiębiorczości w Warszawie oraz Zachodniopomorskim Stowarzyszeniem Rozwoju Gospodarczego w Szczecinie.

Autor:Monika Krupowicz 

Dziennikarka, specjalistka w zakresie marketingu i public relations. Rzecznik prasowy i koordynatorka promocji projektu Skuteczne Otoczenie Innowacyjnego Biznesu. Właścicielka agencji PR Open Mind, zajmującej się m.in. działaniami promocyjnymi Technoparku Pomerania w Szczecinie. Wcześniej dziennikarka Polskiego Radia Szczecin, autorka audycji Biznes Serwis. Napisz do autorki

 


powrót | do góry | strona główna | kalendarium | regulamin serwisu | pliki cookies | kontakt
Portal jest współfinansowany przez Unię Europejską w ramach środków Europejskiego Funduszu Społecznego.

© 2005-2018 Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości