Portal Finanse Firma Klastry Instytucje Promocja Polityka
Wywiady
2011/04/29 13:25:56
Zimny prysznic dla Europy

O trudnej realizacji strategii Europa 2020, zależnościach między inwestycjami w autostrady i innowacje oraz o działalności unijnej komisarz ds. innowacji mówi w rozmowie z Krzysztofem Garskim Paweł Zerka, analityk Centrum Strategii Europejskiej demosEUROPA.

Zastanawiam się, na ile serio możemy traktować zapisy strategii Europa 2020. Jej poprzedniczkę, strategię lizbońską, trudno przecież uznać za sukces. W najbardziej optymistycznej interpretacji możemy pokusić się o stwierdzenie, że tylko kraje nordyckie i Niemcy potraktowały ją bardziej serio. Ten ostatni kraj zresztą dość dobrze zniósł kryzys.

Pamiętajmy, że to nie tylko innowacyjność, ale 195 celów w 38 rozmaitych obszarach. Gdy mówimy o krajach nordyckich jako tych, którym udało się ę strategię zrealizować, to głownie mamy na myśli innowacje. Niemniej, w przypadku Skandynawii oraz Niemiec nie przeceniałbym znaczenia strategii lizbońskiej jako źródła silnej pozycji gospodarczej tych krajów w trakcie ostatniego kryzysu. Dopóki władze danego kraju nie dojdą samodzielnie do przekonania, że innowacyjność może się im opłacać, to żadna unijna strategia nie pomoże.

Pojawiają się teraz, co prawda, pomysły, by dostęp do funduszy unijnych był uzależniony od tego, czy dany kraj realizuje cele z unijnych strategii, w tym w zakresie innowacyjności. Ale istnieje ryzyko, że w ten sposób celem samym w sobie staną się wskaźniki, a tego nikt by nie chciał.

Kluczowe jest, aby w poszczególnych państwach członkowskich urosła masa krytyczna -w administracji, biznesie i środowisku naukowym- swego rodzaju „przyjaciele innowacji”. Te środowiska powinny nabrać przekonania, że innowacje są korzystne i służą gospodarce oraz całemu społeczeństwu. W tym miejscu dochodzimy też do bezsprzecznie pozytywnego efektu strategii lizbońskiej. Dzięki niej innowacje na stałe zagościły w europejskim dyskursie. Gdyby nie częstsze pojawianie się tematyki innowacji w debacie publicznej, nie mielibyśmy dziś pewnie w składzie Komisji Europejskiej pani komisarz ds. innowacji.

Jak bardzo innowacje są ważne dla europejskich decydentów? Mamy w pamięci lutowy szczyt Rady Europejskiej, na którym innowacje miały być kluczowym tematem, tymczasem rewolucje w świecie arabskim praktycznie skreśliły ten punkt z porządku obrad europejskich przywódców. Czy którykolwiek z europejskich liderów traktuje innowacje jako priorytet?

Dla większości przywódców politycznych innowacje nie są istotne. Na palcach jednej ręki można policzyć premierów rządów, którzy traktują je jako temat priorytetowy. I będą to w większości szefowie rządów z północy Europy. Temat innowacji „spadał” z kolejnych agend spotkań Rady Europejskiej, a lutowe spotkanie ograniczyło się właściwie do krótkiego oświadczenia.

Z drugiej strony, nie wiem, czy musimy aż tak martwić się tym, że innowacje nie stanowią kluczowego tematu spotkań przywódców państw. Po to mamy komisarz ds. innowacji, żeby zajmowała się tematyką związaną ze strategią Europa2020 i proponowała metody podniesienia pozycji konkurencyjnej europejskiej gospodarki. Politycy siłą rzeczy skupiają się na tym, co dzieje się tu i teraz, a więc w przypadku ostatnich miesięcy na rewolucjach w krajach arabskich, kryzysie euro, czy przyszłości energii atomowej po awarii reaktora w Fukushimie.

ę sytuację można interpretować także jako krystalizację podziału kompetencji. Promowanie innowacji na poziomie europejskim leży w obowiązkach Komisji Europejskiej, a państwa członkowskie dyskutują nad rozwiązaniami tam wypracowanymi. Komisarz Quinn idzie jak burza, i może dlatego liderzy poszczególnych krajów nie przejawiają ochoty do zajmowania się innowacyjnością. To jest temat, który ma już w Europie silnego adwokata, inicjującego dyskusję o ułatwieniach w finansowaniu projektów naukowych, inteligentnej specjalizacji czy o sposobach realizacji flagowego projektu „Unia innowacji”. Na czas polskiej Prezydencji szykuje się dyskusja o przyszłości rynków wiodących. Trwają przymiarki do powołania wspólnego rynku . Jednym słowem, na przekór obiegowej opinii, dzieje się całkiem sporo.

Komisja Europejska nie będzie jednak w stanie rozwiązać wszystkich problemów. Europa 2020 wyznacza cel 3 proc. PKB przeznaczanych na badania i rozwój. Tego celu nie da się osiągnąć bez zaangażowania szefów rządów państw europejskich.

Cały czas pozostaje pytaniem otwartym, czy i jak uda się zrealizować cel 3 proc. PKB przeznaczanych na B+R. Założenia do Krajowego Programu Reform w Polsce nie są, z pozoru, szczególnie ambitne, bo mówią jedynie o 1,7 proc. w 2020 r.  Wygląda to tak, jakby Polska nie chciała dołączyć do europejskiego grona liderów innowacji. To jest zresztą pewna słabość strategii Europa 2020, że kraje członkowskie niekoniecznie mają motywację, by wpisywać do swoich programów reform cele, których realizacja byłaby dla nich prawdziwym wyzwaniem.

Niemniej to „pierwsze wrażenie” na temat polskich celów warto nieco zniuansować. Wydatki na B+R od wielu lat utrzymują się na poziomie 0,5-0,6% PKB, więc osiągnięcie 1,7% w ciągu 10 lat uznać można by było za prawdziwy skok. Warto zauważyć, że Polska odnotowuje relatywnie wysoki wzrost gospodarczy, a zatem, mimo utrzymywania się podobnego poziomu procentowego, wydatki na B+R w kategoriach realnych z roku na rok wyraźnie rosną. Wreszcie, trzeba pamiętać, że podnoszenie poziomu wydatków na B+R jest skomplikowanym ćwiczeniem. Nie chodzi bowiem o to, aby nagle państwo wydawało na ten cel 3% - w ten sposób mogłoby jedynie wyprzeć inicjatywę prywatną, co byłoby przeciwskuteczne. Dlatego rząd dąży do tego, aby udział biznesu w wydatkach na B+R wzrósł z dzisiejszych 30% do mniej więcej 50% w 2020.

Poza tym, wydaje się, że ambicje Polski faktycznie wzrastają. Pozytywnym sygnałem jest pojawienie się innowacji w polskiej debacie publicznej. Wspomnieć można chociażby o ostatnich artykułach premiera Tuska w „Gazecie Wyborczej” („Trzecia fala nowoczesności”). Pozytywne jest też to, że w nowej wersji raportu Polska 2030 innowacje będą silnie obecne. Pojawią się tam trzy obszary, które będą traktowane jako przyszłe źródła wzrostu Polski: zrównoważony rozwój terytorialny, innowacje oraz sprawne państwo. Jeżeli dokumenty takie jak Polska 2030 będą traktowane priorytetowo przez przyszły rząd , to także w społeczeństwie może zaistnieć masa krytyczna na rzecz innowacyjności.

Czyli łatwo nie jest, ale przynajmniej staramy się coś robić, żeby realizować choć część celów ze strategii Europa 2020?

W zasadzie tak, aczkolwiek podzielam obawy niektórych ekspertów ze świata nauki, którzy w Krajowym Programie Reform dostrzegają podejście defensywne i asekuracyjne. Zamiast wyznaczać ambitne cele i sposoby ich osiągnięcia, KPR opisuje to, co – jak się wydaje – i tak musi się wydarzyć. Mamy więc światełko w tunelu (zaczęła się poważna dyskusja o innowacjach w Polsce), ale i duży niedosyt odważnych działań. Myślimy wciąż w kategoriach doganiania Zachodniej Europy, a nie o tym, jak znaleźć się wśród liderów. 

Czy instytucje w Brukseli są w ogóle w stanie zrobić coś dla innowacyjności w państwach członkowskich i sprawić, że firmy będą bardziej konkurencyjne?

Jak najbardziej są w stanie. Ich kluczowa rola polega na kształtowaniu i podtrzymywaniu  obecności innowacji w debacie publicznej, ale nie tylko. Integracja europejska może przełożyć się na większą innowacyjność poszczególnych krajów we wszystkich tych obszarach, które dotyczą rozwoju wspólnego rynku. Możemy tu wymienić wspólny , który w bólach rodził się przez wiele lat, aż podczas ostatniej Prezydencji belgijskiej udało się znaleźć konstruktywne rozwiązanie. nie jest lekarstwem na wszystkie bolączki przedsiębiorców, ale to duży krok do przodu. Powstają też pomysły, żeby na poziomie unijnym uruchomić takie inicjatywy, które z powodzeniem działają już w Stanach Zjednoczonych czy w Wielkiej Brytanii. Chodzi mi głównie o prekomercyjne zamówienia publiczne. To także Unia Europejska mobilizuje nas do tego, żebyśmy myśleli o rozwoju kapitału zalążkowego czy o powołaniu wspólnego rynku na poziomie europejskim.

Dla polskich decydentów innowacje raczej nie są na pierwszym miejscu priorytetów. Znajdują się na niej zadania, których realizację Europa Zachodnia ma już za sobą, jak na przykład rozbudowa infrastruktury transportowej.

Aby innowacje były traktowane priorytetowo, potrzebny jest konsensus między administracją rządową, samorządową, przedsiębiorstwami, związkami zawodowymi. Na razie, w powszechnym przekonaniu, priorytetem jest właśnie infrastruktura. Typowy uważa, że potrzebuje np. autostrady w swojej okolicy, a innowacje są dla niego kwestią przyszłości. Nie ma powodu, dla którego rząd miałby narzucać wszystkim myślenie typowe dla krajów postindustrialnych, koncentrujące się na innowacjach.

Opór wielu środowisk przed innowacjami można wytłumaczyć też w inny sposób. Tradycyjnie rozumie się je jako inwestycje w zaawansowane technologie IT, tymczasem powinniśmy więcej mówić o innowacjach społecznych, innowacjach w administracji czy chociażby o roli designu w nowoczesnej gospodarce. Szersze podejście do innowacji pomogłoby w budowie masy krytycznej niezbędnej do tego, aby Polska postawiła na innowacje.

Wreszcie, musimy pamiętać, że polska administracja publiczna jest zaangażowana w negocjacje nowej perspektywy finansowej Unii Europejskiej. Walczymy o to, by kolejna perspektywa była równie hojna dla nas jak poprzednia, a więc przede wszystkim o to, żeby uratować środki w ramach polityki spójności. Taka taktyka powoduje, że konieczność rozbudowy infrastruktury pojawia się w przekazie władz publicznych na pierwszym miejscu, przed innowacjami. I jest to w pełni zrozumiałe.

Autostrady kontra innowacje?

To uproszczona alternatywa. Oczywiście, założenie jest takie, że wszystko musi odbywać się we właściwej kolejności: najpierw budujemy infrastrukturę, żeby przedsiębiorstwa mogły zacząć normalnie funkcjonować i myśleć o innowacjach. Ale nie traktujmy tych kwestii osobno, na zasadzie albo – albo. Koncepcja kapitału intelektualnego, promowana przez polską Prezydencję, pozwala na umiejętne połączenie tych dwóch kwestii, które są w równym stopniu potrzebne do budowy konkurencyjnej gospodarki. 

W takich krajach, jak Włochy czy Portugalia, infrastruktura jest na o wiele lepszym poziomie niż w Polsce, a w statystykach innowacji wypadają one dość podobnie jak Polska. Czasem wręcz wypadamy w niektórych obszarach lepiej niż Włosi (np. nakłady na innowacje przypadające na jedno prowadzące działalność innowacyjną – raport PARP „Innowacyjność 2010”).

Faktycznie, środki unijne na poprawę infrastruktury nie muszą automatycznie przekładać się na wzrost konkurencyjności i innowacyjności danego kraju. Grecja czy Portugalia korzystały pełnymi garściami z unijnego wsparcia, ale nie miały mobilizacji do tego, by usprawnić swoje funkcjonowanie, więc dziś przeżywają poważne problemy. To jest zresztą powodem ostrożności Europy Zachodniej, jeśli chodzi o finansowanie dalszego rozwoju infrastruktury w Polsce, w ramach przyszłej perspektywy finansowej. Polski rząd musi pokazać innym, że jesteśmy liderem nie tylko w wydawaniu unijnych pieniędzy, ale też w ich mądrym wydawaniu.

Wsparcie z Unii oznacza dla Polski mnóstwo inwestycji poprawiających jakość życia. Marina na molo w Sopocie, Centrum Nauki Kopernik w Warszawie czy niezliczone hale sportowe w całym kraju to powód do radości, ale jednocześnie obiekty kosztowne w utrzymaniu. Część samorządowców już zresztą zastanawia się, z czego za kilka lat utrzyma swoje prestiżowe, ale niegenerujące większych przychodów inwestycje. Czy za 5-10 lat nie znajdziemy się w sytuacji Grecji czy Portugalii?

Między innymi dlatego nie możemy czekać z założonymi rękami, ale już dziś powinniśmy przygotowywać przedsiębiorstwa i samorządy do działania w czasach, gdy skończą się środki unijne. Stąd kiełkująca debata o innowacjach, szeroko pojmowanych.

Spróbujmy w takim razie wyobrazić sobie Europę za 10 lat, w 2021 r. Strategia Europa 2020 jest już przeszłością – jaka jest wtedy pozycja Unii Europejskiej, a więc i Polski, na mapie świata?

Mógłbym zacząć od tego, że Chiny szybko gonią Europę i wkrótce ją przegonią, ale pamiętajmy, że tam wciąż istnieje poważny problem polityczny. Legitymizacja władzy partii komunistycznej opiera się na przyspieszonym rozwoju kraju. Nie bardzo wiadomo, jak miałaby wyglądać zmiana polityczna, kiedy miałaby nastąpić i jak odbiłaby się na sytuacji gospodarczej. A może partia komunistyczna będzie rządzić po wsze czasy?

Chiny są wielką niewiadomą. Siłą Europy i USA jest za to przewidywalność, stabilny system polityczny. Główna wątpliwość dotyczy tego, jak uratować europejski styl życia w sytuacji, gdy państwo dobrobytu okazuje się nie do utrzymania.

Kraje Europy tracą na konkurencyjności. To jednak oznacza, że przydałby się nam wszystkim zimny prysznic w postaci zwiększonej konkurencji międzynarodowej – za sprawą rozwoju Jednolitego Rynku UE, podpisania przez Unię kolejnych układów o wolnym handlu z państwami trzecimi, a przede wszystkim - dokończenia Rundy Doha.

Poruszył Pan ciekawy wątek. Powszechnie uważa się, że Europa, owszem, nie wygra pod względem kosztów pracy, za to posiada potencjał w obszarze badań i rozwoju czy produkcji o wysokiej wartości dodanej.

Jeśli spojrzeć na pozycję europejskich uniwersytetów w globalnych rankingach, to coraz bardziej zostajemy w tyle. Kluczowymi obszarami, w których w krajach unijnych muszą zajść duże zmiany, są administracja oraz szkolnictwo wyższe. Komercjalizacja wiedzy występuje na styku nauki, biznesu i administracji, jednak we wszystkich tych obszarach widać w Europie słabości. Naukowcy piszą swoje prace często tylko po to, żeby pisać, bo muszą pisać. Z kolei administracja, eufemistycznie rzecz ujmując, nie grzeszy efektywnością i traktuje swoje otoczenie, czyli biznes i naukowców, jak petentów - a nie jak partnerów.

W całej Europie, także w Polsce, jeśli mówimy o uratowaniu globalnej konkurencyjności kontynentu, będzie to wymagało silnego przemodelowania funkcjonowania administracji, tak żeby działała ona w sposób bardziej otwarty i chętniej współdziałała z obywatelami. To samo powinno dotyczyć szkolnictwa wyższego, które nie może funkcjonować w zupełnym oderwaniu od świata biznesowego. Stąd też wprowadzane są w Polsce pomysły kierunków zamawianych, obowiązkowych studenckich staży zawodowych czy też możliwości prowadzenia wykładów przez ludzi spoza świata nauki. Chodzi o to, żeby te dwie sfery nauczyły się współpracy.

Polskiej reformie nauki zarzuca się, że za bardzo zbliża świat nauki i biznesu. Wielu profesorów, przede wszystkim z wydziałów humanistycznych obawia się podporządkowania uczelni przedsiębiorcom.

To jest jak najbardziej głos środowiska naukowego, które musi dbać o swoją autonomię. Rozumiem, że nie chce podporządkować się w pełni logice rynkowej; obawia się, że nie wytłumaczy biznesowo opłacalności badań nad filologią klasyczną.

Ale właśnie tutaj w sukurs przychodzi szeroka definicja innowacji, nie ograniczona do B+R. Warto przypomnieć głosy z Kongresu Kultury – humanistyka jest potrzebna do rozwoju cywilizacyjnego, w tym biznesowego. Nie chodzi tylko o to, jak olbrzymi potencjał drzemie w przemysłach kreatywnych, w designie. Mówimy o innowacjach, ale zależy nam przede wszystkim na otwartym, kreatywnym, elastycznym społeczeństwie, zdolnym kształtować swój los w dynamicznie zmieniającym się międzynarodowym kontekście gospodarczym i politycznym. Nie sposób wyobrazić sobie takiego społeczeństwa bez humanistyki.

Budowanie opozycji humaniści-technicy, nauka-biznes, niczemu nie służy. Zbliżenie nauki i biznesu to tylko jeden z aspektów szerszej przemiany funkcjonowania szkolnictwa wyższego – i całego społeczeństwa - w kierunku większej otwartości.

Nota Biograficzna:

Paweł Zerka, analityk w programie "Strategie Wzrostu" prowadzonym przez demosEUROPA - Centrum Strategii Europejskiej. Absolwent stosunków międzynarodowych w Szkole Głównej Handlowej w Warszawie, obecnie doktorant w Kolegium Społeczno-Ekonomicznym SGH. Stypendysta SciencesPo Bordeaux we Francji oraz Universidad de Buenos Aires w Argentynie. komentarzy na temat polityki międzynarodowej, w tym polityki innowacyjności.

:Krzysztof Garski 

Napisz do autora

 


powrót | do góry | strona główna | kalendarium | regulamin serwisu | pliki cookies | kontakt
Portal jest współfinansowany przez Unię Europejską w ramach środków Europejskiego Funduszu Społecznego.

© 2005-2018 Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości