Portal Finanse Firma Klastry Instytucje Promocja Polityka
Wywiady
2010/10/29 14:35:00
Zielone światło dla innowacji

Innowacje to jeden z tych obszarów, na który Unia Europejska chętnie przeznacza środki, i który  zawsze jest obecny w unijnych strategiach. W zbliżającej się perspektywie finansowej Komisja Europejska postawi właśnie na wsparcie przede wszystkim innowacji i inwestycji w zielona energię, warto jednak pamiętać, że nasz kraj ma wciąż bardzo duże potrzeby infrastrukturalne – mówi w rozmowie z Krzysztofem Garskim Magdalena Burnat-Mikosz, partner w Deloitte odpowiedzialna za obszar wsparcia B+R.

Mija właśnie półmetek funkcjonowania budżetu Unii Europejskiej na lata 2007-2013. Czy obecny sposób podziału unijnych środków dobrze wspiera rozwój innowacyjnej przedsiębiorczości w Polsce?

Fundusze Europejskie przeznaczone są na wiele różnych celów – innowacyjność jest jednym z ważniejszych. Do rozdysponowania otrzymaliśmy niemal 70 mld euro, ale na bezpośrednie wsparcie innowacji przeznaczono tylko część tych środków. W ramach różnych programów operacyjnych, które są realizowane w naszym kraju, znalazło się wiele działań, które mają wspierać rozwój innowacji. Odnoszę jednak wrażenie, że nie zawsze efektywnie były ustalane cele, tematy i kryteria selekcji projektów, które mają otrzymać dofinansowanie. W rezultacie, nie zawsze wybierane były te projekty, które cechują się największą innowacyjnością. Przeciętny często nie ma też świadomości, jakie cele są najważniejsze z punktu widzenia państwa czy Unii Europejskiej i jak pogodzić je ze strategią swojej firmy.

W przypadku niektórych działań zabrakło dokładnego określenia profilu beneficjentów, więc po środki sięgały zarówno duże, giełdowe spółki, jak i nieduże podmioty. Takie rozwiązanie ma swoje zalety, myślę jednak, że lepiej byłoby wprowadzić precyzyjne rozgraniczenie pomocy dla firm różnej wielkości.

Warto też zwrócić w tym miejscu uwagę na działanie 4.5 PO IG („Wsparcie inwestycji o dużym znaczeniu dla gospodarki”), które dedykowane jest rozwojowi obszaru badań i rozwoju. Gdy popatrzymy na listy projektów, które zostały wyłonione w konkursach, to zauważymy, że z reguły nie ma na nich przełomowych innowacji. Praktyka pokazała, że są to często zwyczajne projekty biznesowe, w których najważniejszym aspektem dla inwestora jest zakup jakichś konkretnych urządzeń czy rozwiązań, które opisuje się jako innowacyjne. Myślę, że kryteria oceny wniosków mogły być lepiej dopracowane.

Także (działanie 4.3 PO IG) nie spełnił do końca pokładanych w nim nadziei. Korzyści z zaciągnięcia takiego kredytu (wypłata premii technologicznej) okazały się dla wielu przedsiębiorców zbyt odległe i zbyt niepewne, stąd też niewielka popularność tego działania, mimo zaangażowania w to działanie także sektora banków komercyjnych, który ze swojej natury jest blisko przedsiębiorców.

Kryteria dotyczące dofinansowania innowacyjnych inwestycji powinny być bardziej wyśrubowane dla dużych przedsiębiorstw, a w przypadku sektora MŚP nieco obniżone. Warto rozgraniczyć te dwie grupy zupełnie różnych podmiotów, ponieważ mają one inne priorytety, potrzeby i warunki działania.

Znaczna część środków w najpopularniejszych działaniach PO IG została już jednak rozdysponowana.

Przedsiębiorcy oczekują jeszcze relokacji środków z budżetów mniej popularnych działań, takich jak właśnie ,  do tych, które cieszą się większą popularnością. Siłą rzeczy nie będą to już jednak zmiany o fundamentalnym znaczeniu dla funkcjonowania programów operacyjnych w Polsce. Ważniejsze jest, żeby wnioski z dotychczasowej działalności zostały uwzględnione w przyszłej perspektywie finansowej UE, która w dużej mierze będzie dedykowana innowacyjności. Innowacje to zresztą jeden z tych obszarów, w którym Unia Europejska nie oszczędza pieniędzy, i który  zawsze jest obecny jako jeden z kluczowych punktów w unijnych strategiach.

Nowe rozwiązania muszą być oparte o doświadczenia, których w ostatnich latach nam nie brakowało. Ze wsparcia unijnego Polska korzysta na większą skalę już od 2004 r., więc mamy tych doświadczeń całkiem dużo. Warto je wykorzystać i dobrze zaplanować cele, które chcemy osiągnąć w nowej perspektywie. Kluczową sprawą – z punktu widzenia przedsiębiorcy – są zawsze jasne i czytelne kryteria oceny projektów. To kwestia ważna także dla państwa, bo pozwoli wybierać tylko te projekty, które faktycznie wspierają budowę gospodarki opartej na wiedzy.

Przewiduję, że Komisja Europejska postawi w kolejnej perspektywie finansowej na silne wsparcie innowacji i inwestycje w zielona energię, warto jednak pamiętać, że nasz kraj ma wciąż bardzo duże potrzeby infrastrukturalne, potrzebujemy środków zarówno na modernizację dróg, jak i na inwestycje związane z ochroną środowiska. Dlatego byłoby dobrze, aby realizacja obu celów (infrastruktura i innowacje) mogły liczyć na zrównoważone wsparcie.

Co jakiś czas spotykam się z opinią, że zbyt duża część unijnego wsparcia trafia do małych firm, zaś duże przedsiębiorstwa traktowane są po macoszemu. Zastanawiam się jednak, czy duża może być tak naprawdę innowacyjna? Mam wrażenie, że wiele z nich podchodzi do biznesu konserwatywnie, niechętnie inwestując w badania i rozwój, zaś prawdziwe ryzyko wprowadzania na rynek nowości podejmują małe firmy.

Duże firmy będą zawsze bardziej skłonne do inwestowania w innowacje, ponieważ skala działalności pozwala im na podjęcie większego ryzyka niż ma to miejsce w przypadku mniejszych podmiotów. Większa to także większa skala prowadzonych badań i – co się z tym wiąże – większa szansa na powodzenie, czyli przełożenie ich rezultatów na praktykę rynkową. Zwłaszcza w czasie niepewności w światowej gospodarce, duże firmy mogą być stabilnymi generatorami innowacyjności w Polsce.

Z prowadzonych przez nas badań wynika, że spośród dużych firm z Polski, Czech, Słowacji, Węgier i Rumunii niemal 57 proc. dużych przedsiębiorstw (w Polsce aż 63 proc.) optymistycznie podchodzi do planów wprowadzenia nowych produktów lub usług przez firmę w ciągu najbliższych 12 miesięcy. W wynikach badań widać też różną skłonność do wdrażania innowacji zależnie od wielkości firmy. Te obserwacje potwierdzają również dane GUS, według których duże przedsiębiorstwa zainwestowały w 2007 r. w innowacje16 mld, a z kolei sektor małych i średnich firm – tylko 3 mld.

Małe i średnie przedsiębiorstwa z natury rzeczy będą bardziej skłaniały się do wykorzystania rozwiązań już sprawdzonych, które dadzą im poczucie bezpieczeństwa i efektywnego wykorzystania środków z ograniczonego budżetu. Oczywiście także przedstawiciele małych i średnich firm będą zainteresowani sferą B+R, jeśli tylko zobaczą w niej szansę na zwiększenie swoich przychodów. Myślę jednak, że mało która , niezależnie od swojego rozmiaru, może pozwolić sobie wyłącznie na koncentrację na badaniach i rozwoju – optymalnym wyjściem jest łącznie w swojej strategii biznesowej inwestycji z jednej strony w już sprawdzone, zadomowione na rynku rozwiązania, a z drugiej – właśnie w innowacje. Zarówno firmy duże, jak i małe mogą być zainteresowane wdrażaniem innowacji, potrzebują jednak innych instrumentów wsparcia dla takiej działalności.

Unia Europejska wiąże duże nadzieje z 7. Programem Ramowym. Czy Pani zdaniem 7. PR to atrakcyjne narzędzie do podnoszenia innowacyjności polskich firm?

Mimo że 7. Program Ramowy dysponuje bardzo dużym budżetem (prawie 54 mld euro na lata 2007-2013), to w Polsce jest on mało popularny, a wśród przedsiębiorców niemal nieznany. Dużo bardziej rozpoznawalny jest on w państwach „starej Unii” – w realizacji projektów finansowanych z 7. PR uczestniczą tam również klienci naszej firmy. Są to przede wszystkim bardzo duże firmy, prowadzące szeroko zakrojoną działalność badawczą. Dla polskich spółek wyzwaniem jest także wymóg kooperacji i realizacji projektu przez grupę podmiotów z kilku państw. Szereg wątpliwości budzą także kwestie praw do własności intelektualnej będącej rezultatem wspólnie prowadzonych prac badawczych. Oczywiście i przedsiębiorstwa z Polski uczestniczą w takich projektach, jednak wysoką barierę wejścia stanowi długotrwała i skomplikowana procedura ubiegania się o środki oraz brak pewności, że zaangażowanie czasu i kapitału ludzkiego przełoży się na pozytywną decyzję. Polskie przedsiębiorstwa mają pilne potrzeby kapitałowe i modernizacyjne, dlatego sięgają po rozwiązania szybsze i prostsze niż 7. PR. To zresztą też jeden z wniosków na kolejną perspektywę  finansową: obecnie projekty – nie tylko w 7. PR –rozpatrywane są zbyt długo, czasem od złożenia wniosku do zawarcia umowy o dofinansowanie mijają nawet dwa lata, nie wspominając już o przekazaniu środków na konto firmy. Dla wielu firm to zbyt długi okres.

Mimo różnego rodzaju trudności, obserwuję wzrost świadomości przedsiębiorstw w obszarze B+R – notujemy również wzrost zainteresowania tego typu projektami przez firmy, z którymi współpracujemy. Na pewno dzięki funduszom europejskim polskie firmy częściej interesują się innowacyjnymi rozwiązaniami.

Czy na tle innych krajów Europy Środkowo-Wschodniej Polska dobrze wydaje unijne środki dla innowacyjnych firm?

Zależy, jaki przyjmiemy punkt odniesienia. Jeżeli spojrzymy na Rumunię czy Bułgarię, to faktycznie – jesteśmy liderami w regionie. Z drugiej strony, to że w Rumunii czy Bułgarii dopiero rozpoczyna się proces przyznawania i wydawania unijnych środków oznacza, że dla inwestorów zagranicznych jest to ważny argument przemawiający za ulokowaniem inwestycji właśnie w jednym z tych dwóch krajów południowej Europy.

Nie chodzi tu jednak wyłącznie o wyścig, kto szybciej wyda pieniądze z Unii Europejskiej, ale o efekty w postaci realizacji dobrych projektów, z których korzyści będziemy odczuwać przez lata. Ciekawą postawę prezentują tu Węgrzy, którzy dorocznie, jednorazowo wyznaczają cele, które zamierzają osiągnąć w ramach danych programów operacyjnych. Wiąże się to z regularną modyfikacją kryteriów konkursowych i przeznaczenia środków, a tym samym – z lepszym zaspokojeniem potrzeb przedsiębiorstw.  Węgry są rzecz jasna krajem dużo mniejszym niż Polska, z inną specyfiką, ale to jest akurat bardzo interesujące rozwiązanie. Zmiany w naszym systemie mają mniejszą skalę. Jeśli już są wprowadzane, to z reguły są minimalne i dotyczą terminów przyjmowania wniosków czy, rzadziej, kryteriów lub wprowadzenia nowych poddziałań.

Na pewno Polska bardzo dobrze sobie radzi,  jeśli chodzi o samo wydatkowanie pieniędzy. Trudniej mi oceniać, czy równie skuteczni jesteśmy w wyborze najlepszych projektów, bowiem nie posiadam odpowiednich danych. Swoją drogą takie porównanie danych dla krajów Europy Środkowo-Wschodniej byłoby ciekawe – moglibyśmy zobaczyć, jakie typy projektów mogą uzyskać dofinansowanie w różnych krajach.

W zestawieniach statystycznych z reguły dobrze wypadamy na tle Rumunii czy Bułgarii, ale to niewielka pociecha. A jeśli chodzi o liczbę ów zgłaszanych do European Organization, to jesteśmy już kompletnie na szarym końcu, nawet za Bułgarią. Jak więc zachęcić przedsiębiorców do większego zainteresowania sferą B+R? Czy sprawę załatwi wolny rynek, fundusze europejskie, czy może potrzebne są jeszcze instrumenty wsparcia innego rodzaju?

Niski poziom zgłoszeń patentowych wynika m.in. z małej świadomości zagadnień związanych z ochroną własności intelektualnej. Problem ten dotyczy w największym stopniu małych firm, bo te duże, funkcjonujące na rynkach międzynarodowych, potrafią pilnować swoich interesów i zapobiegać przywłaszczaniu wypracowanej własności intelektualnej. Wielu przedstawicieli sektora MSP, ograniczając swoją działalność do terytorium naszego kraju, nie widzi na razie potrzeby ochrony patentowej swoich osiągnięć, co może okazać się działaniem krótkowzrocznym.

Nie utożsamiałabym jednak bezpośrednio i wyłącznie małej liczby ów z niewielką innowacyjnością polskich firm czy naukowców. Polska to wręcz potentat w branży IT, tyle że Polacy pracują na patenty, które często są później rejestrowane przez duże przedsiębiorstwa w USA. Polskie firmy są w tym procesie często tylko podwykonawcami, należącymi do dużych grup kapitałowych. Inżynierowie w Polsce pracują nad nowymi rozwiązaniami, ale rezultaty tych prac przejmowane są przez spółki-matki, które zgłaszają patenty w kraju swojego pochodzenia, czyli w praktyce najczęściej w USA.

Ciekawy proces można obecnie zaobserwować w Czechach, gdzie próbuje się odejść od bezpośredniego wsparcia finansowego projektów badawczych poprzez dotacje czy granty. Te środki byłyby przeznaczone na inne cele, natomiast projekty badawcze otrzymywałyby wsparcie głównie w postaci ulg fiskalnych. Zdaniem wielu ekspertów, są one dużo bardziej skuteczne. Zachęcają bowiem przedsiębiorcę do tzw. rollout’u, czyli kontynuowania danego projektu przez długi okres czasu. Oczywiście taka zmiana nie dokona się w kilka miesięcy. To poważna strategiczna, wymagająca rzetelnej i pogłębionej analizy, która wykaże, czy uda się w ten sposób osiągnąć założone rezultaty. W Czechach podatkowego był jednym ze stymulatorów wzrostu wydatków czeskich firm na badania i rozwój aż o 6,6 procent. Z kolei Portugalia stosuje od 2009 r. atrakcyjny system zachęt podatkowych, pozwalający firmom uzyskać 82-proc. korzyść podatkową przy inwestycji w badania i rozwój. Bardzo skuteczna we wsparciu fiskalnym badań i rozwoju jest Wielka Brytania, gdzie tylko od 2006 do 2008 r. ze zwolnień skorzystało ponad 14 tys. przedsiębiorców, których inwestycje związane z działalnością B+R przekroczyły 2,5 mld euro.

W Polsce mamy pod tym względem wiele do zrobienia. Firmy mogą co prawda odliczyć od podstawy opodatkowania 50 proc. wydatków na zakup nowej technologii, ale korzyść dotyczy tylko rozwiązań zakupionych na rynku. Podmioty o statusie centrum badawczo-rozwojowego mogą odpisać 20 proc. przychodów na fundusz innowacyjności, ale na żadne ulgi nie może liczyć , która samodzielnie prowadzi projekty badawczo-rozwojowe.

Czeka nas w Polsce poważna dyskusja o tym, co chcemy osiągnąć w dalszej perspektywie. I nie chodzi tutaj tylko o przeznaczenie funduszy strukturalnych, ale o długofalową strategię rozwoju. Na dyskusjach jednak nie może się zakończyć, bo tylko przejście od dyskusji o innowacyjności do praktycznego działania może rozpocząć proces zmian, które będą miały realne efekty w gospodarce. Istnieją liczne przykłady dobrych praktyk, z których możemy brać przykład, wystarczy tylko wybrać odpowiednie rozwiązania i zastosować je.

Krzysztof Garski, fot. Accreo Taxand

Magdalena Burnat-Mikosz jest partnerem w firmie Deloitte. Odpowiada za koordynację usług związanych z  wykorzystwaniem instrumentów wsparcia przedsiębiorstw m.in. w obszarze badań i rozwoju w Europie Centralnej. Wcześniej pracowała między innymi w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, doradzając w trakcie negocjacji przed wstąpieniem Polski do Unii Europejskiej, była szefem zespołu doradztwa europejskiego w Ernst&Young oraz współzałożycielem i członkiem zarządu w firmie Accreo Taxand.

Autor:Krzysztof Garski 

Napisz do autora

 


powrót | do góry | strona główna | kalendarium | regulamin serwisu | pliki cookies | kontakt
Portal jest współfinansowany przez Unię Europejską w ramach środków Europejskiego Funduszu Społecznego.

© 2005-2017 Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości