Portal Finanse Firma Klastry Instytucje Promocja Polityka
Wywiady
2011/08/26 08:51:59
Medicalgorithmics S.A. – komercjalizacja polskiej myśli technicznej

Medicalgorithmics S.A. jest polską firmą wysokich technologii, która dąży do osiągnięcia pozycji jednego z wiodących dostawców rozwiązań systemowych i algorytmicznych w diagnostyce kardiologicznej. Opracowała i jest producentem najbardziej zaawansowanego technologicznie systemu do diagnostyki arytmii na świecie. Została założona przez dwóch naukowców-przedsiębiorców i rozpoczęła działalność, której celem była komercjalizacja polskiej myśli technicznej. O działalności spółki – w rozmowie z Justyną Siwińską - opowiadają jej pracownicy – Justyna Wilczyńska i Michał Macias.

Proszę opowiedzieć o powstaniu spółki – jakim problemom musieli stawić czoła naukowcy, którzy chcieli rozpocząć działalność gospodarczą? Czy były bariery mentalne, prawne, być może kompetencyjne, które stanowiły przeszkodę dla rozpoczęcia tej działalności?

Justyna Wilczyńska: Samo założenie spółki było oczywiście procedurą standardową, a jej założyciele dysponowali wysokimi kompetencjami. Jeden z nich, dr Marek Dziubiński, jest twórcą skomercjalizowanej i nadal rozwijanej technologii. Od początku był on właścicielem tej technologii i opracował ją w drodze prywatnych badań. nie został stworzony ani w ramach prac badawczych realizowanych na potrzeby doktoratu, ani we współpracy z jakąkolwiek uczelnią. Dr Marek Dziubiński za pośrednictwem odpowiednich umów przekazał swoje prawa spółce Medicalgorithmics i od tego czasu posiada ona prawa do wszystkich wynalazków i patentów. Na początku działania spółki pierwszą potrzebą było pozyskanie dużego kapitału i przekonanie inwestorów do sfinansowania dalszych prac badawczo-rozwojowych i samego wdrożenia opracowanej technologii, z perspektywą rozpoczęcia sprzedaży w ciągu kilku lat. Ponieważ była to na skalę światową, trudno było prześledzić komercjalizację, historię czy sytuację rynkową produktów działających tak samo, gdyż takie nie istniały. Niemniej jednak pozyskani przez spółkę inwestorzy działali już w obszarze wysokich technologii i byli świadomi specyfiki tego rynku. Największym problemem okazały się bariery prawne przy wdrażaniu produktu - szczególnie w Polsce - oraz przechodzenie długotrwałych procedur, prowadzących do certyfikacji produktu i dopuszczenia go do obrotu, zwłaszcza, iż na pewnym etapie istnienia spółki dla jej dalszego rozwoju kluczowym było rozpoczęcie sprzedaży. Akurat w przypadku naszego wyrobu medycznego podlega to wielu nakazom i zakazom, które muszą być respektowane w ramach prowadzonej działalności, m. in. obowiązkowe jest przeprowadzenie procesu oceny zgodności CE (Certyfikat WE) i posiadanie Systemu Jakości. Zdobycie certyfikatów i pozwoleń jest jedną z najważniejszych i najbardziej czasochłonnych procedur w tej branży. W Polsce istniały rygorystyczne wymogi, ale brakowało jasno określonych procedur wykonawczych, np. określano nazwę dokumentu, ale nie wskazano zamkniętego katalogu informacji, jakie powinien zawierać. To utrudniało prace, ponieważ kompletność dokumentu była ważna i taki mógł potencjalnie zostać odrzucony.  W Stanach procedury były konkretne, jasno określono zakres danych, po przedstawieniu których uznawano wymogi za spełnione. Ponadto, proces rejestracji produktu w USA  odbywa się zdalnie, za pośrednictwem Internetu. W Polsce było to niemożliwe. Procedury w urzędach wydłużały proces, bo np. potrzebny był podpis jednej konkretnej osoby, której akurat nie było. Ponadto, praktycznie na każdym etapie procesu wdrażania produktu napotykaliśmy na bariery kadrowe u zewnętrznych konsultantów i jednostek współpracujących, co związane było z brakiem doświadczenia w postępowaniu z innowacyjnym wyrobem z obszaru telemedycyny, ale także z całkowitą świeżością samej branży, jaką jeszcze kilka lat temu była w Polsce telemedycyna. Obecnie spółka posiada już własny zespół specjalistów i sprawdzonych współpracowników, co pozwala przeprowadzić proces wdrożenia produktu w sposób czasowo optymalny.

Od momentu założenia spółki w 2005 roku do roku 2009, zajmowała się głównie  działalnością B+R - „badaniami naukowymi i pracami rozwojowymi w dziedzinie pozostałych nauk przyrodniczych itechnicznych”. Z jakimi jednostkami badawczo-rozwojowymi współpracowała i jak w praktyce wygląda nawiązywanie takiej współpracy? Czy spółki rozpoczynające działalność napotykają jakieś trudności w tym zakresie?

Justyna Wilczyńska: Z jednostkami badawczo-rozwojowymi współpracowaliśmy i współpracujemy głównie przy realizacji projektów finansowanych ze środków UE. Były to zarówno wiodące instytuty medyczne, jak i Wojskowy Instytut Medyczny w Warszawie, najlepsze polskie uczelnie, w tym SGGW, Uniwersytet Przyrodniczy we Wrocławiu, Wydział Matematyki i Informatyki Uniwersytetu Warszawskiego, jak również specjalistyczne, akredytowane laboratoria, posiadające najlepsze doświadczenie w badaniach technicznych wyrobów medycznych, które pozwalają zapewnić maksymalne bezpieczeństwo wprowadzanego na rynek produktu. Nawiązanie takiej współpracy poprzedza zwykle szereg spotkań i konsultacji, w trakcie których taka jednostka może zapoznać się z charakterystyką danego projektu, przekonać się o potencjalnych korzyściach płynących z uczestnictwa oraz o wartości dodanej samego wyniku projektu. Warto także przed nawiązaniem współpracy zbadać środowisko jednostki, wybrać się na branżowe konferencje, prześledzić jej dotychczasowe „praktyczne” działania w sektorze przedsiębiorstw, o ile takie doświadczenie posiada. W naszym przypadku największą barierą okazała się bariera mentalna, czyli przekonanie jednostki do udziału w projektach wysokich technologii, nowych i niestandardowych, a dodatkowo w newralgicznym z definicji obszarze ochrony zdrowia. Ponieważ rezultatem projektu miała być pewna innowacyjna , obawiano się np. dodatkowych nakładów pracy czy braków kadrowych. Obecnie, z każdym projektem jest już łatwiej, ale na to składa się przede wszystkim mocny argument w postaci kilku projektów już przeprowadzonych i to z sukcesem, pozycja spółki na rynku, jak również popularyzacja samej idei innowacyjności.

Młode, innowacyjne przedsiębiorstwa, prowadzące prace badawczo-rozwojowe nad swoimi nowatorskimi rozwiązaniami – szczególnie w zakresie zaawansowanych technologii – borykają się z problemami natury finansowej. Badania te są bardzo kosztowne, młodym spółkom zazwyczaj brakuje kapitału na ich sfinansowanie. Jak Medicalgorithmics poradziła sobie z tym problemem? Czy korzystaliście Państwo z pomocy prywatnych inwestorów, funduszy czy może staraliście się o dofinansowanie ze środków publicznych? Gdzie szukali Państwo finansowania i czy pozyskiwanie środków finansowych stanowiło dużą trudność?

Justyna Wilczyńska: Działalność Medicalgorithmics w pierwszych latach finansowana była ze środków inwestorów prywatnych. W 2006 roku pozyskaliśmy znaczącego, zagranicznego inwestora w postaci funduszu New Europe Ventures LLC. Na konferencji organizowanej przez sieć Aniołów Biznesu zainteresowaliśmy projektem koordynatora sieci Lewiatan Business Angels, który skontaktował nas z inwestorem zagranicznym. Na początku przedstawiliśmy mu skrócony biznesplan, następnie naszą firmę i całe jej otoczenie poddano gruntownej analizie. Potem mieliśmy kilka prezentacji naszego biznesplanu i produktu w Polsce i w USA, które spotkały się z dużym zainteresowaniem potencjalnych klientów. Niebagatelne znaczenie dla inwestora miało doświadczenie i kompetencje założycieli spółki oraz ich zaangażowanie w projekt. Kolejnego inwestora pozyskaliśmy za pośrednictwem funduszy zalążkowych (Seed Capital). Każdy z inwestorów działał już w branży wysokich technologii z celem wspierania najlepszych innowacji. Równolegle aplikowaliśmy o dofinansowanie poszczególnych projektów badawczo-rozwojowych z programów europejskich i krajowych. Udało nam się pozyskać środki zarówno z funduszy unijnych - strukturalnych, Innowacyjnej Gospodarki, jak i krajowych tj. Innowatora, Inicjatywy Technologicznej czy Initechu.

Medicalgorithmics posiada międzynarodowe patenty na swoje innowacyjne rozwiązania. Jak wyglądała procedura ich pozyskiwania? Czy korzystali państwo z pomocy instytucji, które zajmują się doradztwem w tym zakresie i skąd miała środki na sfinansowanie kosztownych procedur patentowych? Jakie trudności wiązały się z tym procesem?

Justyna Wilczyńska: Pozyskanie patentu przed komercjalizacją produktu jest kluczowe, choć kosztowne jak na możliwości spółki typu start-up. Początkowo na ochronę patentową przeznaczaliśmy środki pochodzące od inwestorów, w kolejnych latach część tych kosztów pokryliśmy w ramach dofinansowania pozyskanego z programu Innowacyjna Gospodarka „Zarządzanie Własnością Intelektualną”. Pierwsze zgłoszenia patentowe spółka złożyła już w 2005 roku, w tym samym, w którym powstała. Kolejne w następnych latach, w tym głównie zgłoszenia pierwszeństwa (Provisionals), które bazują na, ale jednocześnie rozszerzają i uszczegóławiają zakres oryginalnych z 2005 roku. Z uwagi na planowany obszar ekspansji, najważniejsze dla spółki było uzyskanie ochrony na terenie USA i Europy. Te zgłoszenia składane były już przy współpracy z amerykańską Kancelarią Patentową, której stały zespół profesjonalistów zarządza naszym portfelem wynalazków nieprzerwanie od 2007 roku i posiada wyłączne pełnomocnictwo na reprezentowanie firmy w urzędach patentowych na świecie. Ocena czystości patentowej oraz przygotowanie dokumentacji niezbędnej do zgłoszenia wynalazku i uzyskania międzynarodowej ochrony w dziedzinie telemedycyny wymaga szczegółowej znajomości tego rynku, bardzo starannego przygotowania i specjalistycznej wiedzy rzeczników. Dlatego zdecydowaliśmy się na doświadczoną kancelarię z USA. Posiadamy prawa do wszystkich swoich zgłoszeń i patentów.

Czy w swojej działalności korzystała z pomocy instytucji wspierających funkcjonowanie innowacyjnych przedsiębiorstw, tj. centra transferu technologii, parki naukowo-technologiczne, inkubatory przedsiębiorczości? Jeśli tak, na czym polegało udzielone wsparcie i jak je Państwo oceniają?

Justyna Wilczyńska: Na początku swojej działalności spółka dołączyła do Inkubatora Przedsiębiorczości Warszawskiego Parku Technologicznego-Technoport, który docelowo miał stać się największym w Polsce tego typu centrum, gromadzącym i wspierającym innowacyjne firmy wysokich technologii, zapewniając im profesjonalne zaplecze logistyczno-prawne oraz skupiać specjalistyczne laboratoria i  instytuty badawcze. Niestety, inicjatywa ta została zaniechana, zanim tak naprawdę przyniosła efekty. Trudno więc mówić o doświadczeniach wynikających ze współpracy. Status członka  stowarzyszonego spółka posiadała od sierpnia 2007 do lutego 2010 roku, a współpraca sprowadzała się do wynajmowania powierzchni. Po likwidacji Technoportu, od ponad dwóch lat spółka nie współpracuje już z żadną tego typu instytucją.

Obecnierynek w USA jest dla firmy najbardziej atrakcyjny i stanowi on jej podstawowy rynek zbytu. W przypadku działalności młodych, innowacyjnych firm wyzwania procesu internacjonalizacji dotyczą braku doświadczenia, tradycji biznesowej, kontaktów i zakorzenienia w biznesowym otoczeniu, a także wysokiego ryzyka i zagrożenia niepowodzeniem, jakie charakteryzują innowacyjne dziedziny. Jak wyglądał proces internacjonalizacji firmy Medicalgorithmics? Jakie problemy napotykali Państwo przy wchodzeniu na zagraniczny rynek?

Michał Macias: Rzeczywiście, rynek amerykański jest dla nas najważniejszy. Rozpoczęliśmy sprzedaż od rynku polskiego, szybko jednak stał się on dla nas za mały.  Okazało się, że szpitale nie mają pieniędzy na nasz sprzęt bądź w zupełności wystarcza im starszy zamiennik – holtery.  Postawiliśmy na rynek USA, gdyż nie było na nim barier, które są w Europie – na przykład niechęci sporej grupy lekarzy czy też administracji szpitalnej do nowinek technicznych. Natrafiliśmy za to na bariery prawne. Nasz produkt musiał dostać zgodę od Amerykańskiej Komisji ds. Leków i Żywności (FDA) na użycie komercyjne w USA, musieliśmy produkować sprzęt według standardów ISO, a dane pacjentów musiały być przechowywane zgodnie z prawem amerykańskim, w szczególności zgodnie z HIPAA (Health Insurance Portability and Accountability Act). Cały proces internacjonalizacji przeprowadziliśmy w oparciu o wiedzę wspólników spółki i naszych pracowników. Poza tym, procedury w Stanach są bardzo jasno określone przez ww. instytucje, więc z pozyskaniem informacji nie było trudności. Ostatnim, ale tak naprawdę najważniejszym zagadnieniem, była kwestia dotarcia do potencjalnych klientów i pokazania im, że nasza jest lepsza od konkurencyjnej. Udało nam się dotrzeć do wielu najbardziej znanych kardiologów i elektrofizjologów w USA, którym demonstrowaliśmy działanie naszego systemu. Okazało się, że jesteśmy nie tylko lepsi, ale również tańsi od konkurentów, więc biznes zaczął się intensywnie rozwijać.

Celem strategicznym firmy jest osiągnięcie pozycji czołowego dostawcy najnowocześniejszych rozwiązań technologicznych w dziedzinie diagnostyki arytmii na terenie Stanów Zjednoczonych i Europy. W jaki sposób spółka zamierza zrealizować powyższy cel? Czy przy ustalaniu strategii rozwojowej firmy korzystali Państwo z doświadczenia innych przedsiębiorców, którzy dłużej funkcjonują na rynku bądź firm wyspecjalizowanych w doradztwie biznesowym?

Michał Macias: Obecnie zajmujemy się głównie rynkiem USA ze względu na to, że ten rynek nadal oferuje nam największy potencjał wzrostu. Opierając się na wiedzy i doświadczeniu naszego zespołu oraz współwłaścicieli spółki,porównujemy swoją technologię do innych i widzimy, że nasze rozwiązanie posiada zalety naszej konkurencji przy braku wad charakterystycznych dla rozwiązań, z którymi się porównujemy. Warto dodać, że obecnie nie sprzedajmy swoich urządzeń w USA, tylko je wynajmujemy. Klienci płacą co miesiąc abonament od każdego aktywnego urządzenia oraz otrzymują od nas oprogramowanie, wspierające ich w codziennej działalności związanej z diagnostyką arytmii. To rozwiązanie się sprawdza, co widać po naszych wynikach, zarówno tych finansowych, jak i szybko rosnącej ilości pacjentów badanych naszymi urządzeniami.

Spółka rozważa wejście na giełdę papierów wartościowych. W jaki sposób przygotowuje się do debiutu na NewConnect?

Michał Macias: Prace nad wejściem na parkiet NewConnect są bardzo zaawansowane. Naszym Autoryzowanym Doradcą jest spółka Capital One Advisers. Korzystamy z ich doświadczenia i wiedzy podczas wszystkich etapów wchodzenia na NewConnect. Od przygotowania wymaganych ów dla inwestorów, poprzez kontakty z potencjalnymi inwestorami, ustalanie ceny emisyjnej, niezbędne zmiany statutowe, aż po uzyskanie zgody KNF na debiut na NewConnect. W kwestiach prawnych pomaga nam także kancelaria radców prawnych KKW z Krakowa. Jesteśmy już po ofercie prywatnej, którą uważamy za udaną. Inwestorzy - zarówno indywidualni, jak i instytucjonalni - uwierzyli w spółkę i zrobimy wszystko, aby ich nie zawieść. Obecnie kończymy pisać Informacyjny i przygotowywać wniosek do KDPW. Na rynku notowane będą najpierw Prawa do Akcji, a następnie akcje Medicalgorithmics.

Powstanie firmy było inicjatywą naukowców, którzy chcieli wdrożyć swoje rozwiązania do praktyki gospodarczej. W tym przypadku udało się skomercjalizować wiedzę i rozpocząć działalność biznesową, która przynosi zyski. Korzystając z własnych doświadczeń, co doradziliby Państwo innym polskim naukowcom, którzy zamierzają komercjalizować wyniki własnych badań? Na co powinni oni zwrócić szczególną uwagę, aby osiągnąć sukces?

Michał Macias: Warto zaznaczyć, że wymyślenie czegoś innowacyjnego to dopiero początek drogi. Po pierwsze, powinniśmy pomyśleć, kto będzie naszym klientem. Czy kierujemy nasz produkt do firm, rządów czy do klienta masowego. Każdy z tych typów klientów oczekuje od nas innego działania i podejścia. Po drugie, warto zastanowić się, co takiego sprawia, że nasze rozwiązanie jest innowacyjne i w jaki sposób różni się od konkurencji. Jakie ma zalety, których nie mają inne rozwiązania i jakie problemy, związane z porównywalnymi technologiami, rozwiązuje, a jakich nie oraz czy łatwo nasze rozwiązanie skopiować (może można nasze rozwiązanie opatentować) - słowem, co takiego sprawia, że klienci mieliby wybierać nasze rozwiązanie, a nie konkurencyjne. Do tego wszystkiego bardzo przydaje się napisanie solidnego biznesplanu. Zdaję sobie sprawę, że spora część naukowców oraz przyszłych przedsiębiorców postrzega pisanie biznesplanu jako uciążliwą formalność, potrzebną do uzyskania kredytu lub dofinansowania, o której szybko się później zapomina. Jednak napisanie solidnego biznesplanu i wyliczenie potencjalnych wyników komercjalizacji naszego rozwiązania pozwala unaocznić, jakiego typu biznes będziemy prowadzić oraz jakie mamy szanse na przetrwanie w trudnych warunkach. Dobrym sposobem na przetestowanie naszego biznesu jest sprawdzenie, jakie wyniki osiągniemy, gdy marża spadnie nam o połowę i sprzedamy o połowę mniej. Jeśli nie starcza nam kapitału, a mocno wierzymy w biznes, warto postarać się najpierw o dotację, później o kredyt, a następnie o finansowanie od strony Aniołów Biznesu bądź funduszy . Banki niestety niechętnie udzielają kredytów przedsiębiorstwom, zwłaszcza nowym i innowacyjnym, a fundusze /Private Equity wybierają tylko najlepsze firmy, dostarczając przy tym bardzo drogi kapitał, dlatego nadal warto starać się o dofinansowanie naszego przedsięwzięcia z funduszy UE.

Nota Biograficzna:

Justyna Wilczyńska – prawnik, specjalista ds. systemu jakości w firmie Medicalgorithmics S.A. W spółce od 2007 roku, absolwentka stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie i Prawa na Wydziale Prawa i Administracji Uczelni Łazarskiego w Warszawie.

 

 

 

Michał Macias od kwietnia 2011 specjalista ds. finansowo-administracyjnych w firmie Medicalgorithmics S.A. Od grudnia 2009 do kwietnia 2011 - analityk w Mercer Polska sp. z o.o.. Absolwent studiów licencjackich na Akademii Ekonomicznej w Poznaniu na kierunku Finanse i Rachunkowość, obecnie student studiów magisterskich w Szkole Głównej Handlowej na specjalności Finanse Przedsiębiorstw.

Autor:Justyna Siwińska 


powrót | do góry | strona główna | kalendarium | regulamin serwisu | pliki cookies | kontakt
Portal jest współfinansowany przez Unię Europejską w ramach środków Europejskiego Funduszu Społecznego.

© 2005-2017 Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości