Portal Finanse Firma Klastry Instytucje Promocja Polityka
Wywiady
2012/03/05 10:14:22
Polskie innowacyjne start-up’y – gotowe do startu?

Sytuację polskich innowacyjnych start-up’ów - ich tworzenie, finansowanie, inkubację i rozwój – w rozmowie z Justyną Siwińską komentują Bartłomiej Gola - Partner zarządzający SpeedUp Group, Rafał Agnieszczak - twórca i współwłaściciel kilkunastu serwisów internetowych, inicjator Startup School oraz Krzysztof Kowalczyk - Partner zarządzający w funduszu VC HardGamma Ventures i akceleratorze GammaRebels.

Justyna Siwińska: Problematyka inwestowania w tworzenie i rozwój innowacyjnych start-up’ów jest na gruncie polskim poruszana stosunkowo od niedawna, choć z coraz większą intensywnością. Ich powstawanie jest finansowo wspierane z pieniędzy unijnych i publicznych oraz przez prywatnych inwestorów. Jednak w bardzo wielu przypadkach otrzymanie środków na rozpoczęcie działalności nie idzie w parze z osiągnięciem sukcesu rynkowego przez młodą firmę. Jakie są - według Panów - tego powody? Jak Panowie oceniają polski system finansowania start-up’ów?

Bartłomiej Gola: Bardzo dobrze oceniam system finansowania pierwszej fazy (seed i start-up) - w dużej mierze jest to zasługa pieniędzy publicznych (funduszy europejskich). Są pieniądze, które trafiają bezpośrednio do spółek przez takie działania jak słynne działanie 8.1 Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka (PIOG) i są środki dystrybuowane za pośrednictwem funduszy takich jak SpeedUp IQbator. Czuję się niezręcznie oceniając poszczególne działania, jestem jednak pewien, że pieniądze te stanowią solidny fundament pod rozwój polskiej przedsiębiorczości technologicznej. Innymi słowy, to płatnik publiczny wziął na siebie ciężar inkubacji nowych technologii. Trudno mi wyobrazić sobie, aby mógł zrobić to ktokolwiek inny. Po prostu nie ma – szczególnie w dzisiejszych czasach - kapitału prywatnego skłonnego ponosić takie ryzyko. Osobną kwestią jest natomiast finansowanie późniejszych faz rozwoju. Istnieje luka kapitałowa dla firm, które wychodzą z fazy inkubacji. Mają działający , ale nie potrafią jeszcze pokazać imponującej trakcji (bazy użytkowników, przychodów itd.). Polskie nie są jeszcze gotowe na ocenę przedsięwzięć na podstawie innych kryteriów niż ocena historycznych danych finansowych. Z drugiej strony, małe firmy nie ułatwiają działania - za wolno zdobywają użytkowników, za bardzo koncentrują się na produkcie, za mało na jego upowszechnianiu.

Rafał Agnieszczak: Jeśli mówimy o pierwszej fazie finansowania, tzw. seed, to pieniędzy nie brakuje i w przypadku większości projektów powinny one wystarczyć do osiągnięcia poziomu rentowności. Mówimy w końcu o setkach tysięcy złotych. Pozostałym podmiotom, najczęściej planującym ekspansję zagraniczną, takie pieniądze nie wystarczą, ale zbudowanie, dzięki pierwszej rundzie finansowania, podstaw sukcesu na pewno pomoże w zdobyciu drugiej rundy, już po wyższej wycenie. Uproszczeniem byłoby stwierdzenie, że nie ma pieniędzy na drugą rundę. Pamiętajmy, że na tym etapie trzeba już pokazać jakieś efekty naszej pracy - w odróżnieniu od pierwszego etapu, gdzie pieniądze dostajemy „na ładne oczy”. Nadal trudno na naszym rynku o start-up’y, które faktycznie mają zbudowane silne podstawy biznesu i pieniądze z drugiej rundy poszłyby głównie na rozpędzenie pociągu, który już zmierza w odpowiednim kierunku. Wydaje mi się, że powstały problem to głównie kwestia dojrzałości rynku - jeśli będziemy mieli więcej dobrze rokujących start-up’ów, to pieniądze na kolejne etapy ich rozwoju też się znajdą.

Krzysztof Kowalczyk: Należy przede wszystkim zauważyć, że w przypadku nowo powstających firm sukces rynkowy będzie dotyczył jedynie niewielu z nich - źródło kapitału jest tu drugorzędne, choć nie bez pewnego znaczenia. Poza zbudowaniem dobrego produktu młode firmy muszą zbudować kompetencje biznesowe oraz pokazać zdolność do zdobywania klientów i przychodów. Pozyskanie finansowania ze źródeł unijnych (np. w ramach działania 8.1 POIG) nie dawało do tej pory młodym przedsiębiorcom dodatkowego wsparcia merytorycznego. Posiadanie inwestora prywatnego (który również może być finansowany ze środków publicznych, np. w ramach działania 3.1 POIG lub ze środków Krajowego Funduszu Kapitałowego) daje natomiast - poza finansowaniem - wsparcie w budowaniu samego biznesu. Na pewno pojawienie się środków unijnych zaktywizowało i uzupełniło dostępność finansowania dla start-up’ów, choć stosunkowa łatwość pozyskania środków o rodowodzie publicznym powoduje, że wyceny dyskutowane na polskim rynku są istotnie wyższe od rynków, na których kapitał prywatny nie konkuruje z grantami.

Justyna Siwińska: Częstym problemem, przed jakim stają pomysłodawcy szukający finansowania dla swoich projektów, jest także dokonanie na wczesnym etapie działalności wyceny, która przekona inwestora, że ich ma szanse w stosunkowo niedługim czasie osiągnąć wielokrotnie wyższą cenę. Według p. Bartłomieja Goli takich projektów w Polsce jest niewiele, ale rozwiązaniem tego problemu może być trakcja, czyli zdobywanie użytkowników i zamienianie ich w klientów. W jaki sposób innowatorzy mieliby pozyskiwać tych masowych odbiorców, przyciągać potencjalnych odbiorców? Czy do tego typu działań nie jest niezbędne biznesowe doświadczenie, którego młodzi twórcy nie posiadają?

Bartłomiej Gola: Ja specjalizuje się w obszarze Internetu. Powodem, dla którego inwestorzy lubią Internet, jest możliwość natychmiastowego, masowego, relatywnie taniego skalowania biznesu poprzez niskie dystrybucji informacji, cyfrowego produktu itd. Tyle teorii. W praktyce chodzi o umiejętne wykorzystywanie modelu dyfuzji innowacji. Kontaktowanie się z innowatorami czy z tzw. wczesnymi naśladowcami to podstawa. To jest zresztą faza, którą osiągnąć najłatwiej. Mamy rozbudowany ekosystem mediów „start-up’owych” oraz ogromną liczbę wydarzeń i imprez, gdzie można kontaktować się z grupą fascynatów technologii.

Kluczem do sukcesu - do budowania trakcji - jest przekonanie do „używania” ludzi, dla których innowacje, technologie, nowinki i gadżety nie są chlebem powszednim. Wśród tej większości należy szukać szans na budowę trakcji. TO jest kluczowa umiejętność i środek do budowy sukcesu firmy technologicznej. Oczywiście odpowiedź na pytanie: „Jak to robić?” jest bardzo trudna. Trzeba zacząć od lepszego, innego planowania budżetu i alokowania większej jego części na marketing (samo wytworzenie produktu nie wystarczy). Kiedy jesteś małą firmą, musisz szukać partnerstw, „sprytnego” sposobu komunikowania się z użytkownikami. Tyleż banalne, co prawdziwe jest stwierdzenie o umiejętnym korzystaniu z social mediów. Każdy przypadek jest inny i nie chcę tutaj twierdzić, że mam jeden, uniwersalny przepis. Doradzam jednak jedną rzecz: „Nie koncertuj się tylko na produkcie. Świat jest pełen cudownych rozwiązań, których nikt nie używa. Od pierwszego dnia, musisz budować trakcję!”.

Krzysztof Kowalczyk: Szybki wzrost liczby użytkowników naszego serwisu oraz umiejętność zmonetyzowania tego faktu wynika przede wszystkim z tego, czy nasz produkt rozwiązuje istotny problem na stosunkowo masowym rynku. Stąd koncepcja zbudowania minimalnej akceptowalnej wersji (ang. MVP - minimum viable product), przetestowanie jej na ograniczonej grupie i przy ograniczonych wydatkach na reklamę - dopóki nie będziemy pewni, że z każdego zainwestowanego 1 euro odzyskujemy więcej. To, czego - moim zdaniem - brakuje twórcom polskich start-up’ów, to umiejętność pracy ze swoim produktem i swoimi klientami w oparciu o twarde statystyki. A pięknem Internetu jest to, że statystyki są łatwo i stosunkowo tanio dostępne.

Justyna Siwińska: A czy zgodzą się Panowie z poglądem, że w Polsce mamy tak naprawdę niewiele innowacyjnych projektów, które dobrze rokują na przyszłość? Może po prostu młodzi przedsiębiorcy nie potrafią dobrze sprzedać swoich pomysłów potencjalnym inwestorom?

Rafał Agnieszczak: Przychylałbym się niestety do pierwszej wersji - mamy naprawdę mało prawdziwie innowacyjnych projektów. Większość z nich to próba przeniesienia na polski rynek tego, co zakiełkowało na Zachodzie. Czasem jest to oczywiście dobry biznesowy, ale już niekoniecznie innowacyjny - czyli taki, którym można podbić świat. Potrzebujemy ludzi i pomysłów, którzy patrzą 2, 3 czy 5 lat do przodu i już teraz chcą zrobić projekt, na który będzie zapotrzebowanie za te kilka lat. Brakuje nam nieco odwagi, ale jest na pewno lepiej niż jeszcze kilka lat temu. Jestem dobrej myśli w kwestii innowacyjności naszych start-up’ów.

Krzysztof Kowalczyk: W Polsce nie ma problemu z innowacyjnością, gorzej jest niestety ze zdeterminowanym wdrażaniem innowacyjnych projektów i wychodzeniem poza nasz rynek. Siłą firm wychodzących z Doliny Krzemowej jest to, że trafiają od razu do dużo większej liczby odbiorców. Inwestor twardo patrzy na liczby - użytkowników i parametry finansowe, a to łatwiej jest osiągać na większych rynkach.

Justyna Siwińska: Czy na poprawę sytuacji polskich start-up’ów mogłaby wpłynąć współpraca pomiędzy różnymi funduszami? Czy inwestowanie w takim partnerstwie mogłoby przynieść korzyści zarówno młodym przedsiębiorcom, jak i inwestorom?

Bartłomiej Gola: Oczywiście, że tak. Szczególnie, jeżeli chodzi o te firmy, które chcą działać poza Polską. Fundusz to nie tylko „głupie” pieniądze, ale także sieć kontaktów, wiedzy o danym rynku, rozumienie jego specyfiki. Ciekawą inicjatywą mogłaby być współpraca podmiotów dofinansowywanych w różnych krajach ze środków UE. Zastanawiam się, czy instytucje europejskie nie powinny tworzyć „instytucjonalnych” warunków i zachęt do takiej współpracy (konferencje, platforma wymiany informacji itd.). Z perspektywy funduszy taka współpraca ma same pozytywy. Na pewno mamy mniejsze ryzyko poprzez niższą „ekspozycję” na pojedynczej pozycji, z drugiej strony natomiast koinwestycja funduszu polskiego z np. czeskim to szansa kompetentnego zaistnienia na obu tych rynkach, co tworzy szanse na zbudowanie większej firmy i wyższej wyceny, kompensującej niższy udział w tej inwestycji.

Krzysztof Kowalczyk: Na pewno. Koinwestycje są standardem na dojrzałych rynkach, w Polsce nadal należą do rzadkości. A przecież z punktu widzenia start-up’u pozyskującego finansowanie powinno mu co najmniej tak samo zależeć na wsparciu merytorycznym inwestorów, a więc ich większa liczba w danej rundzie finansowania zwiększa szanse, szczególnie na wczesnym etapie rozwoju. Jeżeli przyjrzymy się sposobowi finansowania start-up’ów w USA to wyraźnie widać, że szczególnie w pierwszych rundach finansowania często spotyka się grupowe inwestycje kilku lub kilkunastu aniołów biznesu i funduszy VC działających na etapie seed/early stage.

Justyna Siwińska: Fundacja Startup School zajmuje się m. in. finansowym wspieraniem innowacyjnych projektów.Czy współpracuje ona w tej kwestii z innymi inwestorami?

Rafał Agnieszczak: Fundacja Startup School robi wręcz coś odwrotnego: dajemy wszystko oprócz pieniędzy. Głównie mówię tu o wiedzy, doświadczeniu i kontaktach. Fundusze głównie dają pieniądze i tylko tyle. Współpraca na tym polu praktycznie nie istnieje, choć trzeba przyznać, że nie ma też takich potrzeb - składanie inwestycji z wielu funduszy jest pożądane głównie przy dużych projektach, a takich wciąż brakuje.

Justyna Siwińska: W Polsce coraz popularniejsze stają się intensywne programy inkubacji innowacyjnych pomysłów, organizowane przez sieci aniołów biznesu czy różnego rodzaju fundacje i fundusze, np. Startup School, Global Startup Challenge, GammaRebels itp. Ichcelem jest merytoryczne i finansowe przygotowanie młodych przedsiębiorców do rozpoczęcia działalności gospodarczej. Czy takie programy wsparcia są rzeczywiście istotnym wsparciem dla start-up’ów?

Bartłomiej Gola: Trudno generalizować, ale moja ocena jest pozytywna. Jako fundusz obserwujemy, że projekty i ich pomysłodawcy są słabo przygotowani do pozyskania inwestora. Tu nie chodzi tylko o sam pomysł, bo na rynku jest naprawdę mnóstwo fantastycznych pomysłów. Pomysły te jednak są niestety mało warte, ponieważ brakuje wdrażania ich do praktyki gospodarczej. To, co się liczy, to umiejętność ich wykonania, wdrożenia, sprawienia, by przestały być marzeniem, a stały się realnym biznesem. Tej wiedzy – generalizując – nam brakuje. Każdy program, który praktycznie przygotowuje założycieli/managerów, jest korzystny i ważny. Oczywiście taki program nie zastępuje edukacji na poziomie średnim czy wyższym, ale z drugiej strony daje szansę na zdobywanie wiedzy praktycznej połączonej ze zmianą swojego pomysłu, na przykład na działający .

Rafał Agnieszczak: Główną przyczyną braku sukcesów start-up’ów z Polski jest właśnie brak wiedzy i doświadczenia. Tę właśnie lukę Fundacja Startup School stara się zapełnić. Naszą współpracę z przyszłymi przedsiębiorcami dzielimy na dwa etapy. Pierwszy to warsztaty Startup School - 8 tygodni intensywnej inkubacji i tworzenia pierwszej wersji produktu oraz 8 weekendowych spotkań w Warszawie, podczas których uczestnicy uczą się i poznają specyfikę prowadzenia firmy w branży internetowej (np. zarządzanie, analiza, marketing, komunikacja, prezentacja produktu, wystąpienia publiczne). Dwa miesiące to mało czasu, ale wystarczająco, żeby stworzyć swojego produktu i poznać podstawy e-biznesu. Po tym czasie staramy się z zespołem wypuścić produkt na rynek, sprawdzić czy odpowiada potrzebom użytkowników i czy chcą z niego korzystać. Z każdą kolejną edycją rośnie zainteresowanie warsztatami - świadczy o tym stale rosnąca liczba zgłoszeń (od pierwszej edycji prawie czterokrotnie!) od osób, które chciałyby wziąć udział w Startup School. Po 3 latach działalności mamy kilkadziesiąt osób, które nadal funkcjonują na rynku start-up’owym i to poczytujemy sobie za główny sukces naszej działalności.

Krzysztof Kowalczyk: Organizowany przez nasz funduszu program GammaRebels nie jest inkubatorem lecz tzw. akceleratorem. Na wejściu do programu wszystkie zakwalifikowane start-up’y otrzymują obecnie inwestycję od naszego funduszu HardGamma Ventures w wysokości 12 tys. euro w zamian za 10% udziałów. Jednak te środki to tylko dodatek do głównej wartości akceleratora czyli niezwykle intensywnego mentoringu, który dostarcza międzynarodowa grupa kilkudziesięciu doświadczonych specjalistów i inwestorów, współpracujących z naszym funduszem. Zwieńczeniem trzymiesięcznego programu jest tzw. Demo Day, w czasie którego start-up’y z akceleratora prezentują się inwestorom w celu pozyskania kolejnej rundy finansowania.

Justyna Siwińska: Inkubacją nowo powstałych innowacyjnych firm zajmują się także ośrodki innowacji tj. inkubatory przedsiębiorczości czy parki naukowo-technologiczne. Instytucje te - oprócz wynajmu powierzchni - świadczą też szereg usług, których celem jest wspieranie rozwoju młodych przedsiębiorstw. Czy według Panów ich działalność istotnie przyczynia się do rozwoju inkubowanych start-up’ów?

Bartłomiej Gola: Nie znam praktycznie aspektów współpracy z parkami naukowo-technologicznymi czy też ośrodkami innowacji. Mogę tylko powtórzyć, że jesteśmy na początku budowania ekosystemu innowacyjnej przedsiębiorczości i każda cegiełka jest ważna, ponieważ każda przybliża nas do pierwszej polskiej globalnej marki technologicznej.

Rafał Agnieszczak: Każda próba oferowania czegoś więcej niż tylko pieniądze jest godna pochwały. Młodzi start-up’owcy muszą wiedzieć CO chcą zrobić, fundusze są odpowiedzią na pytanie ZA CO to zrobić, a inkubatory powinny podpowiadać JAK to zrobić. Wtedy dopiero będziemy mieli w miarę kompletny przepis na sukces.

Krzysztof Kowalczyk: Zgadzam się z kolegami, każde działanie wspierające innowacyjność i przedsiębiorczość jest pożądane. Parki naukowo-technologiczne mają jednak specyficzną rolę do spełnienia - w obszarach, w których do zweryfikowania produktu potrzebne są duże nakłady kapitałowe (np. na stworzenie laboratorium z odpowiednim wyposażeniem i o odpowiedniej klasie czystości), park może udostępniać taką infrastrukturę wielu start-up’om, istotnie zmniejszając bariery wejścia na dany rynek. Dlatego tak ważne jest, aby każdy duży ośrodek akademicki i przemysłowy dysponował takim parkiem, co w zasadzie w Polsce już udało się osiągnąć (z wyjątkiem Warszawy).

Nota Biograficzna:

Bartłomiej Gola - Partner zarządzający SpeedUp Group, i innowator. Współtwórca kilkunastu start-up’ów technologicznych. Studiował na Akademii Ekonomicznej w Poznaniu. Po studiach związał się z branżą marketingową. Tam przeszedł wszystkie szczeble kariery aż do Partnera zarządzającego w BTL Group (udziałowiec i współtwórca) oraz TEQUILA\Polska. Był twórcą i Prezesem zarządu pierwszego polskiego Holdingu reklamowego INDIGITY SA. kilkudziesięciu publikacji naukowych w dziedzinie marketingu i strategii biznesowych. Wieloletni Prezes Stowarzyszenia Marketingu Bezpośredniego.

 

Krzysztof Kowalczyk - Partner zarządzający w funduszu VC HardGamma Ventures i akceleratorze GammaRebels.com. Wybrany w The Europas 2011 do grona sześciu najlepszych VC w Europie. W portfolio m. in.  Macoscope.net, Codility.com (zwycięzca Seedcamp'09 i TechCrunch Europas 2010), Lokter.pl, FlyWithMonkey.com, Appvetica.com, BusyFlow.com. Mentor w programach Seedcamp, Springboard. Referrer w akceleratorze HackFwd.com. Juror w konkursach dla start-upów Labstar  i E-nnovation.pl. Doradca przy projektach CityRace.Me, Motivapps i Filmaster.

 

 

 

Rafał Agnieszczak – twórca i współwłaściciel kilkunastu serwisów internetowych, w tym Fotka.pl, Swistak.pl., Media2.pl i Finansowo.pl. Inicjator Startup School – projektu angażującego młode, dwuosobowe zespoły ludzi do tworzenia serwisów internetowych. W zamian za 20% udziałów, Fundacja Startup School zapewnia im wsparcie merytoryczne i logistyczne.

:Justyna Siwińska 


powrót | do góry | strona główna | kalendarium | regulamin serwisu | pliki cookies | kontakt
Portal jest współfinansowany przez Unię Europejską w ramach środków Europejskiego Funduszu Społecznego.

© 2005-2018 Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości