PARP | Wspieramy e-Biznes | Portal Innowacji | Akademia PARP | KSU | EEN | Narodowy Program Przedsiębiorczości | Inwestycja w kadry | Pozostałe portale
- Polski Most Krzemowy
- Technologie Kosmiczne
- CIP
- Firmy rodzinne
- Telepraca
- BKL
- Zarządzanie kompetencjami w MSP
- E-punkt
- Instrument Szybkiego Reagowania
- Partnerstwo Publiczno-Prywatne
- Biznes dla Edukacji
- Kapitał Ludzki jako element wartości przedsiębiorstwa
Artykuły analityczne
2011/02/17 11:42:42
Niebiańskie inwestycje aniołów biznesu

Od gabinetu ortopedycznego do uznanego w Europie centrum medycyny sportowej i od warsztatu stolarskiego do liczącego się także poza Polską producenta krzeseł. Tak spektakularne sukcesy nie byłyby możliwe bez wsparcia szczególnego rodzaju inwestorów – aniołów biznesu. Dlaczego inwestorów prywatnych jest w Polsce wciąż tak niewielu?

Przykładów skutecznych inwestycji aniołów biznesu na świecie – przede wszystkich w Stanach Zjednoczonych – nie brakuje. Wymienić tu można początki firmy Henry’ego Forda (na jego pierwszą fabrykę pieniądze wyłożyło czterech przedsiębiorców), uznawane za pierwszy przykład „anielskiego” wsparcia dla biznesu oraz liczne, bardziej współczesne przykłady firm informatycznych – m.in. Apple, Amazon.com, Skype czy Google. Ta ostatnia służy czasem za przykład najbardziej zyskownej w historii inwestycji tego typu. Aniołem był Andy Bechtolsheim, współzałożyciel firmy Sun Microsystems, który jako pierwszy zainwestował w Google 100 tys. dolarów, w momencie, gdy ta była jeszcze na etapie pomysłu. Udziały, które dzięki temu otrzymał po 10 latach warte były 1,5 mld dolarów. Oczywiście tak świetnych okazji nie ma wiele – w przypadku anielskich inwestycji, podobnie jak w przypadku funduszy zalążkowych, częstszą sytuacją jest to, że pomysł nie wypala, a inwestor pieniądze traci. To jeden z powodów, dla których wiele zamożnych osób wcale nie pali się do zainwestowania własnych pieniędzy.  

Anioły znad Wisły

W Polsce firm, które właśnie dzięki aniołom dostały szansę na rozwój nie ma jeszcze zbyt wielu. Z prostej przyczyny: po 1989 roku prawie nie było kandydatów na aniołów. Z czasem co prawda ich przybywało, ale nadal większość takich osób, którym udało się zbudować firmę i zarobić wystarczająco dużo pieniędzy, by móc zostać aniołem, to osoby młode, które przez kilkanaście lat koncentrowały się na zarządzaniu własnymi przedsiębiorstwami i ich rozwijaniu. Dopiero mniej więcej 10 lat temu powoli zaczęli pojawiać się rodzimi ex-przedsiębiorcy, którzy po wycofaniu się lub odsprzedaniu części udziałów w stworzonych przez siebie firmach postanowili pieniądze te przeznaczyć na wspieranie pomysłów innych.

Oczywiście można znaleźć również przykłady wcześniejsze, choć może nie zawsze typowe. Jednym z nich może być historia powstania w 1992 roku firmy Nowy Styl. Dwóch braci, Adama i Jerzego Krzanowskich, założycieli przedsiębiorstwa, które dziś notuje przychody rzędu 800 mln zł i jest jednym z największych producentów krzeseł i mebli biurowych w Europie, na samym początku wsparł właściciel niewielkiego zakładu produkującego krzesła w Stanach Zjednoczonych, u którego Adam Krzanowski pracował, i z którym się zaprzyjaźnił. Amerykanin Henry Stern wraz z synem objął udziały w powstającej w Krośnie od zera firmie nie spodziewając się, że za niewielkie (kilka tysięcy dolarów) pieniądze dostanie coś, co w ciągu kilku lat wielokrotnie przerośnie wartością jego własną, niewielką fabrykę. Oprócz wsparcia finansowego wkładem anioła był – to na bazie jego wzorów i z użyciem sprowadzanych z USA komponentów założyciele Nowego Stylu produkowali swoje pierwsze krzesła.

O 10 lat późniejszym przykładem anielskiej inwestycji z naszego podwórka może być Carolina Medical Center – specjalistyczna klinika ortopedyczna specjalizująca się w medycynie sportowej. Dzięki pozyskanemu od kilku osób finansowemu zastrzykowi, z założonego przez dwóch lekarzy – Roberta Śmigielskiego i Grzegorza Adamczyka – gabinetu zmienił się poważną, liczącą się w Europie prywatną klinikę. Co ciekawe aniołami byli pacjenci, którzy na własnej skórze przekonali się o jakości dostarczanych przez malutką wówczas firmę usług. Jednym z inwestorów był Waldermar Sielski, w latach 90. szef Microsoft Polska.  

Modelowym przykładem inwestycji aniołów biznesu z ostatnich lat jest Polidea – świadcząca usługi w zakresie aplikacji i przenoszenia treści na urządzenia mobilne. powstała w połowie 2009 w wyniku inwestycji Tomasza Grzybowskiego i Krzysztofa Gawrysiaka. Wsparli oni projekt kwotą mniejszą niż 100 tys. złotych, obejmując w zamian łącznie 40% udziałów w firmie. Dzięki ich kontaktom i zaangażowaniu zespołu zarządzającego Polidea już w pierwszych tygodniach działania podpisała duży kontrakt dla zagranicznego odbiorcy. Po półtora roku działalności zatrudnia 30 osób, pracuje dla światowych potentatów branży oraz znaczących podmiotów na polskim rynku, takich jak Allegro czy Onet. Ostatnim jej osiągnięciem jest stworzenie autorskiej platformy wydawniczej dla urządzeń mobilnych – Pixblish. ta została wykorzystana przez wydawcę tygodnika Polityka do wprowadzenia pisma na tablety.

Bez anioła ani rusz

Na czym dokładnie polega rola aniołów w gospodarce? Wszędzie na świecie problemem jest luka kapitałowa dotycząca wczesnych etapów finansowania działalności. rozpoczynająca działalność finansuje się z reguły z oszczędności założycieli, z kolei większe i już stabilne może liczyć na kredyt z banku czy na przykład na debiut na NewConnect. Największe problemy stwarza jednak finansowanie firmy „pośrodku” – pomiędzy założeniem firmy a osiągnięciem przez nią dojrzałości.  Luka kapitałowa szczególnie dotkliwa jest w krajach słabiej rozwiniętych.

Schemat finansowania wielu start-up’ów przypomina tym samym błędne koło. Pierwsze pieniądze pochodzą z kieszeni samego założyciela, od rodziny czy znajomych, ewentualnie z małych pożyczek i kredytów zaciąganych osobiście przez przyszłego przedsiębiorcę i jego rodzinę (np. pod zastaw nieruchomości). To jednak często zbyt mało, a jednocześnie taka nie jestjeszcze na etapie interesującym dla funduszy . Koszt i wysiłek konieczny do oceny potencjału firmy przez menedżerów VC jest bowiem stały, niezależnie od jej rozmiaru, więc siłą rzeczy zarządzający funduszami wolą poświęcić swoją uwagę firmom, które znajdują się w bardziej zaawansowanym stadium rozwoju. To, co stanowi wadę dla funduszy, dla anioła biznesu może być zaletą, szczególnie  jeśli środki, którymi dysponuje nie są duże. Jako prywatna osoba może zdecydować się wyłożyć pieniądze nawet na przedsięwzięcie będące dopiero w fazie pomysłu, o ile tylko uzna, że jest to pomysł ciekawy. Nie musi się z tego nikomu (np. komitetowi inwestycyjnemu) tłumaczyć.

Zazwyczaj jest to inwestycja długoterminowa, a anioł jest inwestorem aktywnym – wspomaga firmę nie tylko finansowo, ale również radą oraz swoimi biznesowymi kontaktami. W ten sposób wejście anioła w wielu wypadkach umożliwia firmom przejście przez najtrudniejszy etap ich rozwoju, urośnięcie do rozmiaru, który pozwoli im na pozyskanie kapitału na dalszy rozwój z innych źródeł.

Z doświadczeń Europejskiego Stowarzyszenia Aniołów Biznesu i funduszy zalążkowych (EBAN) wynika, że dla europejskich funduszy VC minimalna kwota inwestycji to przeciętnie 2,5 mln euro, gdy tymczasem dla anioła waha się ona pomiędzy 20 a 250 tys. euro. Przeciętna kwota inwestowana przez anioła to 80-250 tys. euro, w zależności od typu inwestycji oraz regionu. Aniołowie często inwestują wspólnie z innymi, korzystając ze swoich kontaktów przyciągają też często następnych inwestorów. Na ile te liczby dotyczą też polskich warunków? – U nas luka kapitałowa znajduje się w przedziale 0,2-5 mln zł. Z jednej strony są to kwoty zbyt wysokie dla przedsiębiorcy i jego najbliższych, z drugiej – zbyt małe dla funduszy VC – mówi Jacek Błoński, szef Lewiatan .  – Problem ten dotyka zwłaszcza firm w fazie start-up i wczesnego wzrostu. Fundusze VC obawiają się zbyt dużego ryzyka oraz niewspółmiernie wysokich kosztów analizy due diligence, a banki wymagają zabezpieczeń, których zwykle początkujący przedsiębiorcy nie mają.

O tym, że luka nadal istnieje przekonani są również przedstawiciele innych sieci. Jak zwraca uwagę Wojciech Zbróg, główny specjalista projektu Śląska Sieć Aniołów biznesu SilBAN, tym, co utrudnia jej wypełnienie jest często nawet nie tyle brak osób, które mogłyby i chciały zainwestować w nowe przedsięwzięcia, co obustronny brak zaufania.

Anioł w sieci

Znaczenie aniołów biznesu w ostatnich latach jest coraz bardziej doceniane nie tylko w Polsce, ale i w Europie. Coraz popularniejsze stają się sieci aniołów biznesu – organizacje zrzeszające potencjalnych inwestorów, które mogą być mniej lub bardziej sformalizowane. Ich idea polega na tym, żeby ułatwić odnalezienie się dawcom i biorcom kapitału. Sieci te, na wzór funduszy VC, mogą zajmować się np. wstępną weryfikacją składanych przez pomysłodawców wniosków, a także promowaniem samej aniołów biznesu – organizowaniem konferencji, warsztatów, spotkań z inwestorami. Ich historia nie jest jednak długa. Europejskie Stowarzyszenie skupiające sieci aniołów biznesu z całego kontynentu istnieje dopiero od 1999 roku.

W Polsce działa kilkanaście sieci. Pierwsze powstawały niespełna 10 lat temu (w 2003 rok jako pierwszy został założony Klub Aniołów Biznesu Polban). Największy ich wysyp miał miejsce w ostatnich pięciu latach.  Wtedy też powstała największa, zrzeszająca kilkudziesięciu inwestorów sieć Lewiatan (LBA) stworzona przy Polskiej Konfederacji Pracodawców Prywatnych Lewiatan. Związki z PKPP Lewiatan i możliwość korzystania z kontaktów organizacji pracodawców zadecydowały o tym, że to ta sieć stała się szybko najważniejszym graczem na rynku. Przy jej udziale doszło dotychczas do  9 transakcji, co nie robi wrażenia jeśli porównamy to do liczby inwestycji funduszy private equity, ale jest jednak bardzo dobrym rezultatem na tle dorobku pozostałych sieci, które pochwalić się mogą pojedynczymi inwestycjami.

Inne najbardziej znane organizacje aniołów biznesu w Polsce to stworzona w 2006 roku przezFundusz Górnośląski SA Śląska Sieć Aniołów Biznesu SilBAN, która zrzesza 14 aniołów (jak dotąd w wyniku jej działań doszło do jednej inwestycji), krakowska Sieć Inwestorów Prywatnych Satus, do której należy 60 inwestorów (w forach uczestniczy ich 120), a którzy zainwestowali dotychczas w 4 projekty, czy wreszcie stworzona w roku 2009 przez Polską Fundację Przedsiębiorczości w Szczecinie Sieć Aniołów Biznesu Amber, która skupia ponad 25 inwestorów.  Wszystkie te organizacje powstały w momencie, gdy pojawiła się możliwość pozyskania na ten cel dofinansowania z programów unijnych (najpierw SPO WKP, a następnie z Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarka). –

Polski rynek Aniołów Biznesu jest wciąż w fazie wzrostowej– podsumowuje skromny zakres działalności polskich aniołów Jacek Błoński. – Oceniamy, że w Polsce działa kilkuset aniołów biznesu, jednak ich dokładna liczba nie jest znana. Dynamicznie rozwijają się polskie sieci aniołów biznesu, coraz więcej z nich przystępuje do European Network (EBAN) – europejskiej organizacji skupiającej podmioty rynku BA. W Europie działa około 75 tys. aniołów skupionych w ponad 200 organizacjach lokalnych. Jednakże w porównaniu do USA to wciąż niewiele. W Ameryce, gdzie działalność inwestorów prywatnych ma dużo dłuższe tradycje, jest ich ok. 250 tys.

Anioły a fundusze

Z opisywaniem aniołów biznesu i ich działalności – nie tylko zresztą w Polsce – wiąże się pewien problem. Nie zawsze jest jasne, kogo można do tej kategorii zaliczyć. Taki dylemat pojawia się np. w odniesieniu do tych osób, które na bazie zarobionych przez siebie w biznesie pieniędzy zajęły się inwestowaniem w nowe raczkujące firmy, tyle, że robią to w formie założonych przez siebie funduszy . Widząc otwierające się możliwości pozyskania środków z funduszy europejskich na inwestowanie w początkowych stadiach istnienia firmy niektóre z nich, np. MCI Tomasza Czechowicza, czy współpracujący z LBA Business Angel Seedfund, którego twórcami są czterej biznesmeni (Maciej Grabski i Jacek Kawalec dawniej związani z Wirtualną Polską, Jędrzej Wittchen, twórca Wittchen SA oraz Maciej Duda z PKM Duda) stworzyły specjalnie w tym celu fundusze zalążkowe. Zgodnie z klasyczną definicją, anioł biznesu to osoba fizyczna, która w odróżnieniu od osób zarządzających funduszami VC inwestuje własne pieniądze, a nie powierzone jej w zarządzanie przez innych. Jak więc zakwalifikować osobę, która inwestuje zarówno pieniądze własne, jak powierzone i robi to za pośrednictwem stworzonej przez siebie firmy inwestycyjnej? Rozgraniczanie pomiędzy aniołami biznesu, a funduszami seed capital czy w wielu przypadkach jest więc raczej podziałem sztucznym.

Twórcy Business Angel Seedfund osobiście angażują się w wybór spółek w które chcą inwestować i nadzorują zarządzanie nimi. Choć wywodzą się z różnych sektorów gospodarki ich wspólny fundusz inwestuje w większości w spółki technologiczne. Przykłady inwestycji to m.in.: Screen Network – oferująca system do zarządzania treścią multimedialną w punktach sprzedaży czy Polymem - spółka działająca w branży chemicznej (rozwija i produkuje systemy do mikrofiltracji), którą założyli naukowcy z Politechniki Warszawskiej.

Trudno też jednoznacznie zakwalifikować działalność jaką prowadzi np. Stowarzyszenie Inwestorów Prywatnych Satus.  – Tworzymy społeczność inwestycyjną przyciągając inwestorów gotowych wyłożyć min. 250 tys. zł na produkty Satus. Aktualnie średnia kwota zaangażowania inwestora to ok. 0,5 mln zł.– opowiada Krzysztof Bełech prezes Satus Venture. Satus oferuje swoim inwestorom zarówno możliwość bezpośredniego wejścia w projekty, jak też inwestowanie pośrednie – np. poprzez udział w ofercie niepublicznej, możliwość obejmowania udziałów w najbardziej innowacyjnych i technologicznie zaawansowanych spółkach wywodzących się z inkubatorów lub funduszy zalążkowych grupy Satus (należą do niej trzy takie podmioty – Fundusz Zalążkowy KPT, Akcelerator Innowacji NOT oraz JCI Venture, które w sumie przeanalizowały już ponad 300 projektów). Jeszcze inną możliwością jest zakup certyfikatów FIZ Satus, czyli instrumentu zbiorowego inwestowania z wykorzystaniem zabezpieczenia ryzyka poprzez współinwestowanie przez Krajowy Fundusz Kapitałowy. Z tej możliwości skorzystało 40 inwestorów, z których każdy wyłożyć musiał powyżej 0,5 mln zł. Co robi organizator tego przedsięwzięcia? Po pierwsze, wyłania najciekawsze projekty. W przypadku zainteresowania inwestorów przygotowuje dokumenty informacyjne, strukturę transakcji, na życzenie stron przygotowuje umowy, negocjuje, wspiera rynkowo, wdraża systemy monitoringu. Za dodatkowe czynności pobiera succes w postaci udziałów.

Raz na kwartał Satus organizuje fora inwestycyjne, gdzie prezentowane są aktualności ze spółek portfelowych oraz  nowe wyłonione do zaopiniowania projekty. Raz w miesiącu organizowany jest z kolei mityng inwestycyjny gdzie projekty są prezentowane bezpośrednio inwestorom. Przyglądając się temu przedsięwzięciu, widać że jest to coś w rodzaju skrzyżowania stowarzyszenia aniołów biznesu i funduszu . Powodem, dla którego przedsięwzięcie to jest tak skonstruowane jest chęć wykorzystania atutów, jakie posiada inwestycja anioła biznesu, a jednocześnie wyeliminowania jego wad. Inwestycje dokonywane przez aniołów biznesu od tych, które robi capital różnią się przede wszystkim bezpośrednim zaangażowaniem aniołów biznesu w sprawy spółek. – Próbujemy wykorzystać tę największą, moim zdaniem zaletę aniołów biznesu. Nie sięgnęliśmy po kapitał rozdrobniony, bo wówczas jest to kapitał anonimowy. Nie sięgnęliśmy również po kapitał dużego pojedynczego inwestora np. banku inwestycyjnego. Wówczas można liczyć wyłącznie na jego wsparcie, zazwyczaj niebezpośrednie. Powołując fundusz VC sięgnęliśmy po najtrudniejszy kapitał inwestorów indywidualnych, z których każdy dysponuje po ok. 0,5 mln zł, równocześnie aktwizując ich potencjał. W ten sposób powiązaliśmy więc główną zaletę sieci aniołów biznesu z najmocniejszymi stronami funduszu VC, którymi są struktury analityczne, organizacja, monitoring i profesjonalizm – przekonuje Krzysztof Bełech. Czy to się udaje? Zdaniem prezesa Satus Venture – tak, o czym świadczy chociażby aktywny udział części inwestorów w radach nadzorczych spółek, w których maja oni udziały.

Na przykładzie SIP Satus oraz Busines Angel Seedfund widać, że pomiędzy aniołami biznesu a funduszami zalążkowymi, oprócz rywalizacji o najlepsze, najciekawsze projekty z możliwa jest bardzo bliska współpraca. – To są podmioty funkcjonujące w ramach jednego ekosystemu, który jest wciąż w fazie kształtowania się, więc jest w nim miejsce dla każdego – uważa Jacek Błoński. Podkreśla,że nieco inna jest specyfika działania anioła i funduszu. Najważniejszą różnicą jest sposób podejścia do inwestycji, kryteriów wyboru. – Fundusze kładą nacisk na projekt i jego potencjał generowania zysków. Dla aniołów biznesu ważniejszy jest pomysłodawca, zespół. Doświadczenia inwestorów prywatnych wskazują, że projekt można zmienić, dopracować, dostosować do potrzeb rynku. Kluczem do sukcesu jest osoba (zespół), który ten projekt będzie rozwijała i prowadziła. Ludzie są ważniejsi niż estymacje finansowe. I choć brzmi to idealistycznie, praktyka pokazuje, że takie podejście ma przełożenie na długofalowe zyski – twierdzi szef LBA.

- Fundusz wchodzi bez osobistego zaangażowania, anioł biznesu wykłada własne pieniądze i oprócz pieniędzy jest w stanie pomóc firmie w inny sposób dzięki własnemu doświadczeniu biznesowemu kontaktom – potwierdza Wojciech Zbróg. Zdaniem Krzysztofa Bełecha pomiędzy funduszami a aniołami również jednak ma miejsce, z tym, że aniołowie często ją przegrywają.

- Procesy przygotowywania zarówno transakcji jak i spółki do transakcji realizowane są znacznie bardziej profesjonalne przez fundusze. Niestety większość projektów dostępnych na rynku wymaga takich procesów – mówi prezes Satus Venture. 

Czego oczekuje anioł?

Jakiego typu projektów szukają aniołowie? Jak wyjaśnia Wojciech Zbróg, wielu z nich ma szeroki przekrój zainteresowań – siłą rzeczy najchętniej więc spoglądają na projekty z dziedziny, w której sami wcześniej działali – wówczas jest im najłatwiej ocenić potencjał pomysłu, a po zainwestowaniu wspomóc go chociażby dzięki kontaktom, które mają w branży. Zdarzają się jednak również przykłady, gdy anioł decyduje sie na inwestycję spoza swojej branży. Głównym powodem tego, że inwestycji jest nadal mało jest niska jakość wielu projektów. W przypadku wielu z nich zgłaszanie się do sieci aniołów biznesu wynika z niezrozumienia na czym inwestycje aniołów polegają – część pomysłodawców szuka osoby, która tylko wyłoży pieniądze – mówi  Wojciech Zbróg, główny specjalista projektu Śląska Sieć Aniołów biznesu SilBAN Fundusz Górnośląski SA. – Statystyki wskazują, że z 200 projektów, jakie wpływają każdego roku do naszej sieci, do fazy realizacji przechodzą  dwa. Wynika to niestety ze słabego przygotowania przedsiębiorców – potwierdza Jacek Błoński. – Gros projektów odpada w pierwszej fazie selekcji prowadzonej przez ekspertów sieci. Brakuje im jasno sprecyzowanej wizji, rzetelnie przeprowadzonej analizy rynku i konkurencji, realistycznie przygotowanej estymacji finansowej i dopracowanego modelu biznesowego.

Jacek Błoński przekonuje, że odpowiednie przygotowanie pomysłodawców do transakcji kapitałowych to szerokie pole do działań edukacyjnych.  Wszystkie sieci aniołów biznesu działające w Polsce dużą część swojej aktywności poświęcają przedsięwzięciom służącym propagowaniu wyjaśnianiu na czym polega finansowanie przez Aniołów biznesu i przygotowywaniu potencjalnych biorców kapitału do umiejętnego korzystania z szansy jaką jest dla nich ta forma finansowania. W przypadku Lewiatan , który prowadzi projekt „Aktywizacja i podnoszenie kompetencji podmiotów rynku Aniołów Biznesu w Polsce” są to przede wszystkim szkolenia i warsztaty dla przedsiębiorców oraz przygotowywanie publikacji edukacyjnych.  

Sieć Inwestorów Prywatnych Satus w ramach projektu współfinansowanego ze środków Programu Operacyjnego Innowacyjna Gospodarkaprowadzi m.in. szkolenia dla inwestorów, dla projektodawców, organizuje spotkania inwestorów z przedsiębiorcami, na których zostają zaprezentowane projekty inwestycyjne, udostępnia obu tym grupom internetową platforma umożliwiająca kontakty oraz dostarczającą informacji o aktualnych projektach sieci. Podobne działania prowadzą wszystkie dofinansowywane z funduszy unijnych sieci.

Co będzie dalej? Wojciech Zbróg, ma nadzieję, że aniołów biznesu będzie przybywać, choć na razie jest to przyrost dość powolny.  Co ciekawe, pomysłodawcy szukający inwestora przychodzą falami – zdarzają sie okresy posuchy na przemian z czasem, gdy pojawia się dużo ciekawych pomysłów na raz.

Większym optymistą jest szef Satus Venture. Jego zdaniem grono osób, które są skłonne inwestować własne pieniądze w ryzykowne projekty biznesowe, poszerza się z dnia na dzień.

- Zachodzi proces integracji wstecz z rynku publicznego poprzez NewConnect i rynku emisji niepublicznych wprost do inwestycji bezpośrednich w spółki we wczesnej fazie rozwoju zmierzających na rynek nieregulowany lub przygotowywanych dla inwestorów branżowych – mówi. Bariera, która jego zdaniem najbardziej utrudnia aniołom biznesu inwestycje polega na tym, że jeśli chce inwestować samodzielnie to, po pierwsze rozgląda się wśród rodziny i znajomych. Tam często trafia na projekty słabe. Jeśli zdecyduje się zainwestować, a przedsięwzięcie nie wychodzi to anioł w ten sposób szybko się zniechęca. Z kolei gdy trafiają do niego projekty przekierowane po wstępnej, czasem niestety pobieżnej, weryfikacji z któregoś ze stowarzyszeń aniołów biznesu, to rzadko jest w stanie sam odsiać ziarno od plew, wybrać te naprawdę dobrze rokujące.

- Weryfikacja projektów to nie tylko sztuka inwestowania, jak to się popularnie postrzega, to przede wszystkim żmudna, ciężka praca. Trzeba z dużej ich ilości wyłonić kilkadziesiąt propozycji, później długo z nimi pracować, uzupełnić ich braki merytoryczne, żeby ostatecznie kilka z nich odniosło sukces i zarobiło na cały mechanizm. Do tego trzeba zespołu ludzi, zasobów eksperckich, infrastruktury badawczej. Anioł biznesu bardzo rzadko jest w stanie przeprowadzić to sam, chyba że rzeczywiście jest aniołem – mówi Krzysztof Bełech.

Przyszłość, jego zdaniem należy więc do rozwiązań, które pozwoliłyby aniołom skupić się na tym, co im wychodzi najlepiej – wspomaganiu firm w które zdecydowali się zainwestować, natomiast odciążą ich w tych dziedzinach, w których lepiej sprawdzają się organizacje. 

Fot. viamoi, swisscan (flickr)

Autor:Krzysztof Orłowski 


powrót | do góry | strona główna | mapa serwisu | kalendarium | regulamin serwisu | pliki cookies | kontakt
Portal jest współfinansowany przez Unię Europejską w ramach środków Europejskiego Funduszu Społecznego.

© 2005-2013 Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości