PARP | Wspieramy e-Biznes | Portal Innowacji | Akademia PARP | KSU | EEN | Narodowy Program Przedsiębiorczości | Inwestycja w kadry | Pozostałe portale
- Polski Most Krzemowy
- Technologie Kosmiczne
- CIP
- Firmy rodzinne
- Telepraca
- BKL
- Zarządzanie kompetencjami w MSP
- E-punkt
- Instrument Szybkiego Reagowania
- Partnerstwo Publiczno-Prywatne
- Biznes dla Edukacji
- Kapitał Ludzki jako element wartości przedsiębiorstwa
Wywiady
2011/05/30 13:31:19
Europa 2020 to wzrost PKB

Zrealizowanie celu ze strategii Europa 2020, czyli 75 proc. zatrudnionych w wieku 20-64 lata oznaczałoby dla polskiej gospodarki silny impuls rozwojowy. Szacuję, że polski PKB zwiększyłby się wtedy o 0,8 punktu procentowego – mówi Marcin Piątkowski, starszy ekonomista w Banku Światowym w rozmowie z Krzysztofem Garskim.

Od jakich czynników będzie zależał w najbliższych latach wzrost gospodarczy w Polsce?

Dla wzrostu gospodarczego w Polsce i w regionie ważnych jest kilka rzeczy. To kapitał, praca i jej wydajność. Dla Polski kluczowym czynnikiem będzie wzrost poziomu zatrudnienia i przyspieszenie wzrostu wydajności pracy. Według naszych szacunków po zakończeniu kryzysu stopa wzrostu polskiej gospodarki będzie niższa niż przed kryzysem. Jako globalna instytucja obserwujemy również kraje spoza Unii Europejskiej i wyraźnie widzimy, że wiele krajów na porównywalnym do Polski poziomie rozwoju (np. Korea Południowa, Tajwan, Chile, Brazylia, Malezja) ma prognozy wzrostu gospodarczego na najbliższe lata wyższe niż Polska.

Nie ma powodu, dla którego Polska miałaby się rozwijać wolniej niż wspomniane kraje w innych częściach świata. Gdybyśmy mieli stopę zatrudnienia podobną do średniej całej UE lub nieco od niej wyższą, w Polsce pracowałoby dodatkowo ponad 1,5 mln osób. Polska zbliżyłaby się także do celu ze strategii Europa 2020, która mówi o 75 proc. pracujących w grupie wiekowej 20 – 64. W Polsce jest to obecnie 65 proc., więc istnieje duży zasób siły roboczej, który nie przyczynia się do wytwarzania PKB w satysfakcjonującym stopniu.

A jaka jest rola innowacji i nowoczesnych technologii w zwiększaniu wzrostu gospodarczego w Polsce?

Wkład innowacji do wzrostu jest coraz większy, ale biorąc pod uwagę bardzo niski poziom startu, innowacjom jeszcze daleko do stania się prawdziwym motorem naszej gospodarki. Wydajność pracy w Polsce to ok. 60 proc. średniej unijnej i około 50 proc. średniej USA. Oznacza to, że jeszcze przez pewien czas polska gospodarka może przyspieszać korzystając z absorpcji wiedzy, doświadczeń i technologii wymyślonych gdzie indziej. Na razie często wystarczy, że polska sprowadzi z zagranicy nowoczesne maszyny i to już podnosi jej konkurencyjność. Takie nie ma więc potrzeby wymyślania nowoczesnej technologii od zera. Z czasem oczywiście wydajność polskich firm będzie rosła, wtedy też w naturalny sposób będzie musiała wzrosnąć rola innowacji tworzonych na miejscu. Coraz częściej będziemy nie tylko absorbować wymyślone przez innych, ale i wymyślać własne.

Kiedy innowacje nabiorą większego znaczenia dla polskich firm?

Na obecnym etapie żaden ekonomista nie odważy się powiedzieć, kiedy Polska przeskoczy z etapu absorpcji zagranicznych technologii do tworzenia własnych. Proces ten będzie dosyć płynny. Obecnie wciąż korzystamy z tego, co określam potransformacyjnymi rezerwami wzrostu, czyli z prywatyzacji państwowych przedsiębiorstw, importu dosyć standardowych technologii z zagranicy czy realokacji zasobów z mniej efektywnych branż gospodarki do bardziej efektywnych. Gdy te rezerwy się skończą, zacznie rosnąć rola wydatków na B+R.

Jaką rolę w przejściu do gospodarki tworzącej na większą skale własne innowacje odegra aktualna reforma systemu nauki? Czy dzięki niej Polska szybciej stanie się nowoczesna i innowacyjna? Druga sprawa, to czy szkolnictwo wyższe ma ofertę dopasowaną do potrzeb rynku pracy?

Nowa o finansowaniu nauki to krok w dobrym kierunku. Bank Światowy od dawna rekomendował Polsce i innym krajom powiązanie finansowania nauki z osiąganymi wynikami, a także ściślejszą współpracę uczelni z biznesem i większy ich udział w tworzeniu nowych produktów i usług. Oczywiście wymóg współpracy z biznesem nie może dotyczyć wszystkich naukowców, bo trudno na krótką metę spodziewać się efektów komercyjnych z badań podstawowych.

Ważne jest, żeby funkcjonował system oceny parametrycznej, czyli oceniania i finansowania nauki w zależności od osiąganych wyników, w tym efektów współpracy z biznesem. Musi on uwzględniać rolę nauki w wytwarzaniu PKB i przyspieszaniu wzrostu gospodarczego.

Jeśli zaś chodzi o jakość kształcenia, to w naszym raporcie „Europe 2020: Fueling Growth and Competitiveness in Poland Through Employment, Skills, and Innovation” podkreślamy występowanie zjawiska „kreatywnej destrukcji”. Oznacza to, że znikają miejsca pracy, które wymagają niskich kwalifikacji, pojawiają się za to nowe możliwości zatrudnienia, ale już wymagające znacznie wyższych kompetencji, w praktyce – dobrego wykształcenia wyższego. Popyt na wysokie kwalifikacje ze strony sektora prywatnego nie zawsze spotyka się jednak z odpowiednią podażą. Mamy więc niedopasowanie kwalifikacji nowych absolwentów do potrzeb rynku. Takie braki będą występować zawsze, rzecz w tym, żeby to niedopasowanie ograniczyć do minimum. W naszym raporcie przedstawiamy kilka rekomendacji, jak je zmniejszyć. Kluczowa jest współpraca między sektorem publicznym i prywatnym, tak by uniwersytety i politechniki potrafiły elastycznie dopasowywać swoje usługi do rynku pracy.

Pod tym względem nowe regulacje w pozytywny sposób zmieniają sposób działania instytucji edukacyjnych, dając im więcej autonomii w tworzeniu nowych kierunków. Znaczącą poprawę dałoby też powiązanie finansowania uniwersytetów z jakością oferowanej przez nie edukacji. Z tym jednak wiąże się pewien problem metodologiczny, bo nie ma jednego rankingu czy indeksu, który jednoznacznie i wiarygodnie określałby jakość edukacji. Znane są przykłady krajów, które wprowadziły przeglądy jakości edukacji, czyli tzw. tracer studies, które pokazują co się stało z absolwentami, kiedy już opuścili mury szkoły – jakie zdobyli zatrudnienie i wynagrodzenie. Tego typu badania wprowadziły ostatnio między innymi Rumunia i Węgry. Pierwsze wnioski pokazują, że taki system pozwala lepiej sprawdzać jakość nauczania i w przyszłości może stać się podstawą do zmian w finansowaniu uczelni. Im lepiej absolwenci poradzą sobie ze znalezieniem atrakcyjnego zatrudnienia i płacy, tym lepsza będzie sytuacja finansowa danej instytucji edukacyjnej.

Strategia Europa 2020 mówi o poziomie 75 proc. zatrudnionych w wieku 20 – 64 lat. W tej chwili w Polsce jest to 65 proc., czyli o 10 punktów procentowych mniej. Dodatkowo polski rynek pracy podlega, jak Pan wspominał, kreatywnej destrukcji, czyli pracownicy o niższych kwalifikacjach tracą pracę, ale niekoniecznie znajdują nową. Czy zatem osiągnięcie celu z Europy 2020 jest w ogóle realne?

Uważamy, że jest możliwe, aby Polska osiągnęła poziom zatrudnienia założony w strategii Europa 2020. Tu jednak pojawiają się dwie kwestie. Pierwsza z nich, to zmniejszenie niedopasowania kwalifikacji pracowników do potrzeb rynku, co blokuje tworzenie nowych miejsc pracy. Jednocześnie istnieje spora grupa osób, które wprawdzie dysponują odpowiednimi kwalifikacjami, ale z różnych powodów znajdują się poza rynkiem pracy. Szczególnie dotyczy to osób w grupie wiekowej 50+. Mówiąc obrazowo, gdyby Polska była Szwecją, to mielibyśmy dodatkowy milion pracowników z tej grupy wiekowej. Tak się jednak nie dzieje, bo w Polsce wiek odchodzenia na emeryturę jest o wiele niższy niż wskazują na to ustawowe regulacje (60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn). Najważniejszą sprawą jest więc zrównanie wieku emerytalnego dla kobiet i mężczyzn (z korzyścią dla kobiet i wysokości ich emerytur), a także zmiana przepisów tak, by nie wypychały Polaków z rynku pracy. Dziś wiele osób nie jest zainteresowanych, by wrócić na rynek pracy, nawet jeśli mają odpowiednie kwalifikacje.

Sądzimy, że nacisk powinien być położony na podwyższenie efektywnego wieku emerytalnego, na reformę systemu przyznawania rent i zachęcanie tych, którzy są zdolni do podjęcia pracy do poszukiwania zatrudnienia. Te zmiany w połączeniu z ofertą kształcenia ustawicznego mogłyby sprawić, że wiele osób podjęłoby pracę – z korzyścią dla siebie i dla gospodarki. Zrealizowanie celu ze strategii Europa 2020 oznaczałaby silny impuls dla polskiej gospodarki. Osiągnięcie założonego poziomu zatrudnienia oznaczałoby, że wzrost PKB mógłby przyspieszyć  nawet o 0,8 punktu procentowego rocznie.

Kolejnym celem strategii Europa 2020 jest osiągnięcie 3 proc. PKB wydatków na B+R. dla Polski mówi o 1,7 proc. PKB na badania i rozwój. Czy to dużo, czy mało? Czy osiągnięcie takiego poziomu wydatków jest realne, jeśli weźmiemy pod uwagę, że obecnie jedynie 0,6 proc. PKB trafia na badania i rozwój?

Naszym zdaniem osiągnięcie wydatków na B+R w wysokości 3 proc. PKB do 2020 roku byłoby w Polsce mało realne i mało pożądane. Uważamy, że cel rządu RP, czyli ten niższy – 1,7 proc., jest realistyczny. Najważniejsze jest jednak to, by najpierw przyjrzeć się efektywności dotychczasowego wydawania pieniędzy na ten cel. W pierwszej kolejności trzeba się skupić na efektywniejszym wykorzystaniu obecnie dostępnych środków, zanim zacznie się radykalnie zwiększać wydatki na badania i rozwój. Na razie niestety Polska wydaje na badania i rozwój mało, a i efektywność tych wydatków jest niska, szczególnie jeśli chodzi o wspomaganie wzrostu wydatków na B+R w sektorze prywatnym.

Jakie są główne przyczyny niskiej efektywności polskich wydatków na B+R?

Ważnym problemem jest na przykład poprawa efektywności działania JBR-ów w Polsce. Wiele już dobrego w tej kwestii zrobiono, ale potrzeba dalszych działań, niekoniecznie legislacyjnych, dla stworzenia bodźców, które sprawią, że JBR-y staną się prawdziwymi partnerami strategicznymi dla sektora prywatnego w Polsce. Zdarza się, że celem niektórych JBR-ów jest tylko przetrwanie, bazujące na pozyskiwaniu państwowych i unijnych grantów, co zwalnia je z poszukiwania funduszy od sektora prywatnego. Obecnie współpraca układa się nie najlepiej, choć trzeba podkreślić, że leży też po części po stronie sektora prywatnego. Często nie czuje on potrzeby rozwijania takiej współpracy, bo menedżerowie uważają, że nowe i innowacje niekoniecznie są kluczem do rynkowego sukcesu. Jak wynika z badań GUS, niecałe 20 proc. polskich przedsiębiorstw wprowadza innowacje w życie, co pozwala wnioskować, że nawet jeśli polskie JBR-y byłyby super efektywne, to może zabraknąć wystarczającego zainteresowania ze strony sektora prywatnego.

W państwa raporcie pojawiła się propozycja zarazem ciekawa i kontrowersyjna, czyli prywatyzacja pracownicza jednostek badawczo-rozwojowych. Czy takie rozwiązanie może się przyjąć? Wspominał Pan przed chwilą, że firmy prywatne wcale nie palą się do współpracy ze sferą nauki.

Warto się zastanowić nad tym typem prywatyzacji, która – podkreślam – nie wiązałaby się jednak z przejęciem nieruchomości należących obecnie do JBR-ów, co pozwoliłoby wyeliminować potencjalne nieprawidłowości. Uważamy, że trzeba stworzyć szanse dla tych najbardziej energicznych, zaangażowanych i zmotywowanych jednostek, które potrzebują nowych możliwości rozwoju. Istnieją bowiem JBR-y, które widzą swoje szanse na rynku i które chcą działać  komercyjnie, konkurując na polskim i międzynarodowym rynku innowacji. Proces przekształceń w JBR-ach jest nadal powolny, ważne więc, by kontynuować debatę o możliwych zmianach w tym sektorze. Istnieje wiele JBR-ów, które rzeczywiście chcą współpracować z biznesem, mają pomysły i strategie działania. Najlepszym trzeba stworzyć możliwość wykorzystania wiedzy i kompetencji ich pracowników.

Co byłoby największą trudnością w przeprowadzeniu prywatyzacji pracowniczej JBR-ów?

Istnieje kilka barier dla prywatyzacji pracowniczej, od różnego stopnia przygotowania JBR-ów, braku dostępu do finansowania, do gotowości rządu do przyspieszenia tego rodzaju prywatyzacji.

My  sygnalizujemy ten ważny temat i zachęcamy do rozpoczęcia debaty. W ministerstwach i samych JBR-ach jest wielu ekspertów, którzy mają kompetencje, by przygotować propozycje odpowiednich zmian.

Istnieje coś takiego jak szwedzki paradoks. Polega on na tym, że mimo doskonale rozwiniętego systemu wsparcia innowacji przez państwo, prywatne firmy nie zawsze są zainteresowane komercyjnym wykorzystaniem efektów badań naukowych czy inwestowaniem w nie. Z drugiej strony, są kraje takie jak USA, w których sektor prywatnych chętniej angażuje się w tego typu działalność. Jak zachęcić polski biznes do większego zaangażowania w proces komercjalizacji wiedzy?

Każdy kraj ma swoją specyfikę, a współpraca między sektorem publicznym a prywatnym często zależy nie tylko od wielkości nakładów finansowych, ale też od kultury, mentalności czy światopoglądu mieszkańców danego państwa. Oczywiście pod tym względem Ameryka ze swoją kulturą przedsiębiorczości odstaje od innych krajów. To oznacza, że każdy kraj musi znaleźć własne instrumenty i podejście do polityki innowacyjnej, uwzględniające kontekst społeczny i ekonomiczny.

Jeśli chodzi o zachęty dla sektora prywatnego to tutaj jest kluczowy cały wachlarz instrumentów zachęcających do inwestowania innowacji. Obecnie wraz z Ministerstwem Gospodarki prowadzimy projekt, w którym analizujemy całościowo system publicznego wsparcia dla innowacji w Polsce, uwzględniając instytucje zaangażowane w tworzenie polityki innowacyjności oraz instytucje wydające pieniądze z funduszy europejskich, a więc przede wszystkim PARP, BGK czy NCBiR

Sprawdzamy, na ile dotychczas wykorzystywane instrumenty, czyli dotacje z UE dla przedsiębiorstw, z BGK, a także inne rozwiązania okazały się efektywne. Trudno na razie mówić o wynikach naszego projektu, ale jesteśmy przekonani, że innowacyjność polskich przedsiębiorstw rośnie zbyt wolno. Otwartym pytaniem jest na przykład to, na ile warto w Polsce przenieść ciężar wsparcia sektora prywatnego z bezpośrednich grantów na przykład na pożyczki w ramach wsparcia absorpcji technologii. Czy miałoby sens zwiększenie finansowania B+R w formie ulg podatkowych? Polska jest pod tym względem, jak pokazują międzynarodowe zestawienia, niezbyt szczodra, ale trudno powiedzieć, czy właśnie takiego instrumentu oczekują przedsiębiorcy. Mam nadzieję, że po zakończeniu projektu będziemy mieli jasny pogląd na to, jakie rozwiązania najlepiej wspierają innowacje.

Czy Pana zdaniem innowacji w Polsce jest komplementarny? PARP udziela przedsiębiorcom dotacji, BGK razem z bankami komercyjnymi – kredytów technologicznych, a Krajowy Fundusz Kapitałowy dofinansowuje fundusze venture capital. Czy razem te instytucje tworzą spójną całość?

Na tym etapie naszego projektu nie mogę jeszcze w pełni odpowiedzieć na to pytanie. Jednym z jego elementów będzie stworzenie mapy wszystkich instytucji i instrumentów, którymi polski sektor publiczny wspiera innowacje. To siłą rzeczy będzie skomplikowana mapa, bo jest wiele instytucji i jeszcze więcej instrumentów, którymi dysponują. Na tym wstępnym etapie mogę jednak stwierdzić, że system publicznego wsparcia dla innowacji w Polsce nie zawsze jest komplementarny i część instrumentów wydaje się duplikować. Brakuje również instrumentów skutecznie wspierających innowacje na ich początkowym, ryzykownym etapie, np. budowy prototypu.

Kiedy możemy spodziewać się publikacji raportu?

Mam nadzieję, że do końca roku raport będzie gotowy. Ma on się też stać dla Ministerstwa Gospodarki podstawą do opracowania programów rozwoju innowacyjnej gospodarki, pozwalając odpowiedzieć na szereg pytań: czy wydawać więcej na absorpcję technologii czy na własne innowacje? Jakie instrumenty wsparcia przedsiębiorstw są najskuteczniejsze? Czy wspierać wszystkie branże czy tylko wybrane? To duży projekt i czeka nas jeszcze wiele pracy, zanim znajdziemy odpowiedzi na te pytania.

Autor:Krzysztof Garski 

Napisz do autora

 


powrót | do góry | strona główna | mapa serwisu | kalendarium | regulamin serwisu | pliki cookies | kontakt
Portal jest współfinansowany przez Unię Europejską w ramach środków Europejskiego Funduszu Społecznego.

© 2005-2013 Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości