Portal Finanse Firma Klastry Instytucje Promocja Polityka
Wywiady
2013/02/04 09:18:46
Anioł, fundusz czy akcelerator?

W Polsce od kilku już lat działają sieci aniołów biznesu, jedną z nich jest Sieć Inwestorów Prywatnych  Satus. Jednak inwestycji tychże aniołów jest wciąż bardzo niewiele. Czego brakuje polskim aniołom biznesu?

Krzysztof Bełech, prezes Satus Venture: W Polsce nie ma tradycji inwestowania tego typu, trudno, żeby takie powstały inwestycyjne ukształtowały się same, inwestorzy muszą się wszystkiego nauczyć. To jest proces, który musi potrwać. Oczywiście można powiedzieć, że zjawisko, które nazywamy inwestycjami aniołów biznesu istniało od zawsze – zamożne osoby inwestowały w przedsiębiorstwa założone przez innych, ale doświadczenia związane z samodzielnym inwestowaniem, poprzedzonym  poszukiwaniem pomysłów są bardzo małe. Przyczyną tego, że tych inwestycji jest niewiele są też często złe doświadczenia.

Z czego one wynikają?

Tak naprawdę na 100 projektów, które trafiają do funduszu czy anioła biznesu jest kilka, w które warto zainwestować i które przyniosą sukces, więc żeby anioł biznesu prowadził taką działalność to musiałby projekty te oceniać. Samodzielnie nie jest w stanie przeprowadzić tego procesu. Nie będzie ich więc dokładnie analizował, nie przeprowadzi ekspertyz, nie sprawdzi projektu pod względem wykonalności technicznej, nie zrobi badań rynku – zamiast tego zaufa swej intuicji biznesowej i zainwestuje. Prawdopodobieństwo porażki jest w takiej sytuacji znacznie wyższe.

Druga rzecz to wcześniejsze doświadczenia aniołów biznesu w ich prywatnej działalności – każdy z nich zazwyczaj zarobił jakieś pieniądze prowadząc firmę, ma też różne doświadczenia inwestycyjne. Często w pierwszej kolejności są to inwestycje w pomysły znajomych i rodziny. Jest to, można powiedzieć, odruch dzielenia się z innymi, pomocy innym w realizacji ich ciekawych projektów. Większość osób, z którymi mam styczność ma jakieś doświadczenia w zakresie finansowania różnych projektów i zazwyczaj są to doświadczenia złe, które, w pewnym momencie, zniechęcają aniołów do inwestowania. Problemem w przypadku projektów start-upowych jest wyłonienie tych właściwych i prace przygotowawcze. Żeby je wykonać potrzebne są zasoby eksperckie, potrzebna jest infrastruktura i rzetelna praca zespołu ludzi.

I to, jak rozumiem, jest zadanie dla sieci aniołów, które powinny tę pracę wykonać – przejrzeć te kilkaset projektów, przyjrzeć się im bliżej, a te wybrane przygotować do inwestycji?

No właśnie tutaj niestety pojawia się problem – to niestety jest słabość sieci aniołów biznesu. Tak, jak ja widzę ich działalność sieci te bardzo często koncentrują się głównie na łączeniu pomysłodawców z inwestorami. Niby coś weryfikują, sprawdzają, ale czy są rzeczywiście do tego przygotowane i zmotywowane? Gdy np. trafia do nich ambitny projekt biotechnologiczny, to jakimi narzędziami dysponuje sieć aniołów, żeby móc sprawdzić czy projekt ten ma potencjał na rynku światowym, albo sprawdzić wykonalność tego projektu od strony technicznej? Zazwyczaj sieć nie ma na to nawet środków. Zwykle sprowadza się to do tego, że sieci aniołów biznesu słucha pomysłodawcy i „wierzy mu na słowo”. Potem przekazuje projekt do inwestorów, czyli organizuje miting, na którym projektodawca opowiada o nim inwestorom, a oni słuchają z większym lub mniejszym niedowierzaniem... To może się sprawdzić przy projektach mało skomplikowanych, z niskimi barierami wejścia, projektach prostych, z dziedziny, którą sam anioł dobrze zna i wtedy może się nim zainteresuje. Natomiast tego elementu, który zazwyczaj decyduje o sukcesie przedsięwzięcia – właściwego przygotowania projektu i jego profesjonalnej weryfikacji właściwie nie ma.

Nie ma się zresztą czemu dziwić – sieć musi mieć niskie – wiadomo, że nie stać jej na zatrudnienie asów technologii do tego, żeby weryfikowali technologie, na zatrudnienie sztabów prawników, żeby sprawdzili projekt pod kątem ochrony własności intelektualnej, ani na to, żeby zatrudnić ludzi, którzy prowadziliby negocjacje z pomysłodawcą i „sprowadzili go na ziemię”.

Lepszym pomysłem z perspektywy pomysłodawcy będzie więc trafienie ze swoim pomysłem do funduszu zalążkowego? Obie te opcje – sieć aniołów biznesu i fundusz seed capital mają swoje wady i zalety...

Główną słabością sieci aniołów jest, moim zdaniem brak „sprzęgła” między przygotowaniem projektu, a jego wdrożeniem. Kolejność powinna być taka - jest pomysł, jest faza przygotowawcza i jest jego wdrożenie. To faza przygotowawcza w sieciach aniołów biznesu jest ich słabym punktem. Do tego, żeby ją skutecznie przeprowadzić potrzeba mocno zmotywowanych zasobów ludzkich – jeżeli za tym nie stoi jakaś komercyjna działalność to zwykle to nie wychodzi. Nawet gdy pojawiają się na ten cel pieniądze z Unii Europejskiej - na ekspertyzy, biznesplany, to gdy nie jest to częścią działalności biznesowej trudno o gospodarskie podejście do wykorzystania tych środków.

Z kolei główną zaletą aniołów jest to, że jeżeli już anioł, bądź grupa aniołów, zainwestują w projekt, to są oni żywotnie zainteresowani jego rozwojem. Wspierają go mocno swoim doświadczeniem, kontaktami. Ten efekt jest w sieci aniołów najlepszy. Najlepszym rozwiązaniem jest połączenie zalet funduszu seed capital i sieci aniołów. Mogę o tym mówić na bazie naszych doświadczeń - gdy powoływaliśmy I Fundusz Kapitału Zalążkowego w 2007 roku to zaprosiliśmy do niego 10 aniołów biznesu i jednego inwestora finansowego. Każdy z aniołów wpłacił po pół mln zł., a więc nie były to drobne kwoty. Te pieniądze zostały zainwestowane w 9 spółek.  Aniołowie interesują się tymi spółkami – organizujemy regularne mitingi, w czasie których przedstawiciele spółek mówią, co która z nich robi, w jakim jest miejscu, a inwestorzy wspierają je swoimi kontaktami i doświadczeniami. Aktywność aniołów jest bardzo wysoka. Natomiast całą tę sferę, w której sieci aniołów są słabsze - a więc przeprowadzenie weryfikacji projektów, ekspertyz, prace przygotowawcze, controlling – wziął na siebie fundusz. 

Fundusze - czy to czy seed capital mają tę zaletę, że posiadają uporządkowaną strukturę i zasoby ludzkie, wystarczające by tę pracę wykonać. Dodatkowo my, mając w swojej strukturze trzy akceleratory biznesu, mamy tam partnerów posiadających  infrastrukturę naukowo-badawczą oraz ekspertów technicznych z poszczególnych dziedzin, którzy są w stanie zweryfikować  wartość projektów.

Na czym polega rola akceleratorów?

Akcelerator to jest taki mały fundusz kapitału zalążkowego, gdzie pracują ludzie, którzy znają się na danej dziedzinie nauki, a z drugiej strony w komitecie inwestycyjnym przewagę ma partner reprezentujący kapitał prywatny, który patrzy na projekty pod kątem komercyjnym. On nie pozwala na wydawanie pieniędzy na mgliste wizje, wymaga by były to projekty twardo stąpające po ziemi. Jesteśmy więc my - partner  prywatny, który liczy pieniądze i jest ten partner naukowy, który rozumie lepiej od nas naukową stronę projektu. Ważne jest żeby nie iść na ilość, lecz na jakość – zainwestować w dobre przygotowanie projektu, pracę z pomysłodawcą.

To samo dotyczy zresztą przyciągania inwestorów – można zorganizować wielkie forum, zaprosić na nie 100 osób – i wtedy zdarza się, że będą na nim udawani inwestorzy, udawani przedsiębiorcy, udawane instytucje otoczenia biznesu i udawani eksperci. I nie dojdzie do żadnej transakcji. To jest niestety często problem takich działań – na konferencjach, gdzie teoretycznie powinien spotykać się świat nauki z biznesem - często zaproszeni tam inwestorzy to nie do końca inwestorzy, podobnie pomysłodawcy...

My poszliśmy w innym kierunku – stworzenia przede wszystkim mechanizmów, żeby te projekty, które do nas trafiają skutecznie weryfikować. Za tym stoi potężny budżet – nasze trzy akceleratory mają łącznie 60 mln zł na weryfikację projektów. Tam się rzeczywiście toczą prace związane z przygotowaniem najlepszych projektów, a inwestorzy są do nich dopraszani dopiero później, w najbardziej odpowiednim momencie i też nie w sposób przypadkowy. O co nam chodzi? Takich spółek, w które chcemy zainwestować z naszych funduszy zalążkowych i będziemy mieli w ciągu najbliższych 4 lat około 50 . Można sobie wyobrazić, że monitorowanie zarządzania taką liczbą firm jest bardzo trudne. Stąd dla nas bardzo korzystne będzie wpuszczanie do tych spółek inwestorów zrzeszonych w Stowarzyszeniu Inwestorów Prywatnych jako wspólników – liczymy na to, że oni się zaangażują merytorycznie w zarządzanie nimi, będąc np. w ich w radach nadzorczych. Oni pełnić będą w nich rolę gospodarzy. Takich zasobów merytorycznych nie bylibyśmy nigdy w stanie kupić na rynku.

Niewielka liczba projektów, w które inwestują aniołowie biznesu to po części tego, że jakość wielu projektów, które do nich trafiają jest niska. Czego brakuje ich pomysłodawcom?

Często zdarza się, że „bujają w obłokach”. Pewien stały trend, który można zauważyć jest taki że pomysłodawców przybywa – np. pojawia się coraz więcej młodych ludzi, którzy wierzą w to, że można uruchomić nowe, innowacyjne przedsięwzięcie. Tutaj pozytywną rolę odegrały środki unijne. Jest więc coraz więcej ludzi z pomysłami, które chcą tworzyć biznes, natomiast ich oczekiwania są zazwyczaj nierealne. Poza tym jeżeli patrzymy na to co się na nim dzieje, to widać ciekawe zjawisko – dobre projekty pojawiają się falami, a potem znikają. Taki odpływ ma miejsce teraz, podobnie było w 2006 roku, gdy też nie było o zbyt wiele projektów rynkowych, a jeśli już ktoś przychodził do funduszu, to miał nierealne oczekiwania finansowe. Myślę że w znacznym stopniu wpływa na to rynek New Connect.

W jaki sposób?

 W momencie gdy w 2006 roku pojawił się New Connect wyceny zaczęły szybować w górę. Przychodził więc np. do nas pomysłodawca, negocjował z nami projekt – my go jakoś wyceniliśmy, po czym trafiał on do autoryzowanego doradcy, który wyceniał go 3 razy drożej.  Skąd ta różnica? Autoryzowani doradcy bezpośrednio nie inwestują swoich środków, a ich zleceniodawcą jest – więc z natury rzeczy dają często wyceny dużo wyższe. W związku z tym dużo spółek uciekało. W tym momencie jest podobna sytuacja – rynek New Connect odjechał w górę, a autoryzowani doradcy mocno konkurują ze sobą, wyceniając spółki dość wysoko.

W jaki sposób w tej sytuacji fundusze zalążkowe czy aniołowie mogą szukać nowych projektów?

My głównie inkubujemy swoje spółki. Dzięki temu, że działają te trzy nasze akceleratory to inkubujemy swoje własne projekty. Wtedy jesteśmy w stanie narzucić im od początku nasze standardy controllingu, nasze umowy inwestycyjne, nasze opcje menedżerskie. Nam zależy na tym, żeby zapewniać swoim funduszom i inwestorom coraz lepiej przygotowane projekty. Nie mogą to być projekty „z łapanki” – bo tych projektów na rynku po prostu nie ma.

Jaką część spośród nich stanowią spółki typu ?

Około 40%. W przypadku pierwszego funduszu na 9 spółek były 2 spin-offy plus 2  przekształcenia – zamknięcie jednej działalności, a rozpoczęcie nowej. Z tego, co teraz mamy w akceleratorach tego rodzaju spółki stanowią ok 30% .  Do samego naszego funduszu venture trafia niewiele projektów zakładanych przez naukowców – gdy mieliśmy fundusz kapitału zalążkowego, to tam również niewiele ciekawych projektów trafiało. Natomiast w przypadku akceleratorów jest ich coraz więcej – spośród spółek, które dotychczas uruchomiliśmy ponad  połowa to firmy bazujące na projektach badawczych.

z nauki do biznesu kuleje, a jedną z rzeczy, które decydują o tym, czy to się udaje czy nie, są kanały selekcji najlepszych pomysłów, a następnie ich finansowania.  Które z dostępnych na rynku rozwiązań są najlepsze dla spółek technologicznych wywodzących się ze świata nauki?

Tu są dwie bariery, pierwsza z nich jest merytoryczna – zbadanie i ocena technologii to bardzo duży problem. Nie jest możliwe dokonanie takiej oceny bez  odpowiednich zasobów ludzkich. Druga to  bariera mentalna. Do nas, przed uruchomieniem naszych akceleratorów biznesu, nawet jeśli trafił jakiś projekt przygotowany przez naukowca, to my go zazwyczaj odrzucaliśmy, bo jego zweryfikowanie było kłopotliwe. Co trzeba sprawdzić, to po pierwsze czy pomysłodawca nie jest wariatem, a po drugie, czy on się nadaje do zarządzania spółką. Następnie trzeba się z nim dogadać biznesowo. To wszystko bardzo często przekraczało naszą cierpliwość. Natomiast zupełnie inna jest sytuacja, jeżeli projekt taki pojawia się na komitecie inwestycyjnym akceleratora biznesu, gdzie już ktoś to wszystko dla nas zrobił – sprawdził tego naukowca, badania, które on przedstawia – czy mają one potencjał, czy prawdą jest to co on pisze o rynku. Wtedy jesteśmy w stanie taki projekt sfinansować.

Na czym polega rola akceleratora?

Jeżeli ktoś ma na przykład projekt biotechnologiczny to trafia on do JCI Venture, inżynierski kierujemy do AI NOT, branży IT np. do FZ KPT. Tam eksperci rozmawiają z pomysłodawcą. Istotne jest to, że często również dla pomysłodawcy jest to bardziej komfortowa sytuacja niż negocjacje z funduszem , czy spotkanie  z aniołami biznesu. Pomysłodawca - naukowiec ma do osoby, z którą rozmawia w akceleratorze większe zaufanie, bo po pierwsze widzi, że jego rozmówca wie o czym on mówi, zna się na tym, po drugie ponieważ wie, że udziałowcem akceleratora jest w tym wypadku instytucja otoczenia biznesu związana z nauką (np. w JCI Venture 51% udziałów ma Jagiellońskie Centrum Innowacji, którego założycielem jest UJ).

Dzięki temu tego typu inkubatory czy akceleratory biznesu dużo lepiej się w tej dziedzinie sprawdzają. Liczba projektów, które są w stanie znaleźć i przyciągnąć ze świata nauki  jest dużo większa niż to co trafiało wcześniej do nas bezpośrednio. Świat nauki bardzo nieufnie podchodzi do funduszy. Naukowcy jeśli przychodzą to mają swoje wizje, nierealne oczekiwania, albo też w ogóle nie są w stanie biznesowo rozmawiać na temat swoich pomysłów, nie są do tego przygotowani. I dlatego od  funduszy często odbijają się jak od ściany, natomiast jeśli trafią do akceleratora to tam po pół roku pracy na bazie pomysłu powstaje projekt przygotowany już według naszych standardów. Wówczas  dla nas inwestycyjna jest dużo prostsza.

 

Rady dla spółek zakładanych przez naukowców:

  • Gdy przedsięwzięcie jest dopiero w fazie pomysłu lepszym rozwiązaniem jest udanie się od akceleratora przedsiębiorczości lub inkubatora istniejącego przy wyspecjalizowanym parku technologicznym. Tam jest większe prawdopodobieństwo trafienia na kompetentnego partnera do rozmowy o technologii i o tym w jaki sposób przekuć ją w biznes.
  • Główną zaletą aniołów biznesu, jako inwestorów jest to, że jeżeli anioł zainwestuje w projekt, to jest żywotnie zainteresowany jego rozwojem. Wspiera go mocno swoim doświadczeniem, kontaktami. O ten efekt trudniej w przypadku inwestycji funduszu venture lub seed capital. Fundusze mają jednak nad aniołami przewagę polegającą na tym, że lepiej pomogą w stworzeniu właściwiej struktury spółki, wprowadzeniu standardów zarządzania, controllingu, standardów prawnych – co jest istotne dla ochrony własności intelektualnej, będącej często głównym atutem firmy.
  • Przy pozyskiwaniu finansowania z rynku New Connect można liczyć na wyższą  wycenę akcji firmy. Przedsiębiorstwo, które w ten sposób szuka finansowania nie dostanie jednak tego, na co może liczyć przy inwestycji funduszu czy anioła biznesu -  wsparcia eksperckiego, doradztwa, kontaktów biznesowych
Nota Biograficzna:

Krzysztof Bełech, prezes zarządu Satus Venture Sp. z o. o. Do  grupy  stworzonej przez Satus Venture  należy zrzeszająca aniołów biznesu Sieć Inwestorów Prywatnych, założony w 2007 roku I Fundusz Kapitału Zalążkowego (pieniądze na jego stworzenie wyłożył Beskidzki Dom Maklerski i inwestorzy z SIP, do tego doszło dofinansowanie z funduszy europejskich), FIZ oraz trzy fundusze zalążkowe pełniące funkcję inkubatorów/ akceleratorów biznesu, założone wspólnie z partnerami: JCI Venture Sp. z o.o. utworzony z Jagiellońskim Centrum  Innowacji,  Akcelerator Innowacji NOT Sp. z o.o. - z Naczelną Organizacją Techniczną FSNT oraz Fundusz Zalążkowy KPT Sp. z o.o. - z Krakowskim Parkiem Technologicznym.

Autor:Krzysztof Orłowski 


powrót | do góry | strona główna | kalendarium | regulamin serwisu | pliki cookies | kontakt
Portal jest współfinansowany przez Unię Europejską w ramach środków Europejskiego Funduszu Społecznego.

© 2005-2019 Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości